Dawajcie tu dowcipy i anegdotki związane z fizyką i fizykami;););) Jeden o zabawie w chowanego juz gdzieś się przewinął, więc nie będę się powtarzać, ale mam kilka anegdotek
Np. to...
Osobisty kierowca Einsteina podczas każdego z wystąpień miał zwyczaj siadać z tyłu sali i przysłuchiwać się wywodom słynnego naukowca. Po kilku takich sesjach stwierdził, że to żadna sztuka i prawdopodobnie sam mógłby poprowadzić wykłady. Einstein, znany z ekscentrycznego poczucia humoru, dał mu szansę. Na jednym z wykładów zamienił się z kierowcą miejscami. Uczony usiadł za plecami szofera przebrany w jego uniform, natomiast kierowca poprowadził wykład.
I rzeczywiście, wystąpienie było nadzwyczaj udane. Na końcu jeden ze słuchaczy zadał szczegółowe pytanie. Nie zmieszany szofer stwierdził:
- Odpowiedź na to pytanie jest całkiem prosta, założę się, że mój siedzący z tyłu kierowca, mógłby na nie odpowiedzieć.
Maria Skłodowska - Curie była bardzo skromną, pracowitą i porządną kobietą. Podczas spotkania z prezydentem Polski, Stanisławem Wojciechowskim, Prezydent spytał:
- Czy pamięta Pani jasiek, który mi pożyczyła na drogę, gdy jechałem z Paryża do Warszawy?
- Pamiętam nawet, że pan mi go zapomniał zwrócić - odpowiedziała nasza uczona.
Otto Hahna zapytano kiedyś, co myśli o metafizyce.
- Metafizyka - odpowiedział śmiejąc się uczony - to poszukiwanie czarnego kota w ciemnym pokoju, w którym w ogóle nie ma kotów.
Niedługo po odkryciu analizy widmowej Kirrchhoffa zaproszono do wygłoszenia wykładu w Karslsruhe. Kiedy znalazł się na miejscu, zatrzymał go stojący przy wejściu na salę portier.
- Proszę pańską kartę wstępu.
- Nie mam karty wstępu - odpowiedział uczony.
- Bez niej nie mogę wpuścić pana na salę.
- Chciałbym więc kupić taką kartę.
- Niestety, już ich nie ma, gdyż sala jest całkowicie zapełniona - odparł nieugięty portier.
- W takim razie pójdę sobie - rzekł Kirchhoff i skierował się do wyjścia.
Na szczęście zauważył go ktoś z organizatorów wykładu i wprowadził na salę.
Pewnego dnia Ampere, udając się na spacer, powiesił na drzwiach wejściowych swego domu kartkę z napisem: "Nie ma mnie w domu". Kiedy wracał ze spaceru zatopiony w myślach, zauważył tę kartkę, przeczytał, ze zdziwieniem pokiwał głową, a potem obrócił się na pięcie i powędrował dalej.
I na koniec moja zdecydowanie ulubiona:
Pewnego razu był z wizytą. Gdy miał wychodzić, zaczął padać ulewny deszcz, więc gospodarz zaproponował mu nocleg. Ampere się zgodził. Po kilku minutach gospodarz poszedł sprawdzić, czy wszystko w porządku, ale nigdzie nie mógł gościa znaleźć. Po pewnym czasie ktoś zadzwonił do drzwi. Gospodarz otworzył drzwi i zobaczył Ampere'a.
- A gdzież pan był?!
- W domu, po piżamę