Polski Serwis Naukowy - OnLine od 1999 roku
RSS
Czwartek, 31 maja 2012
Petronia, Bożysława, Ernestyna, Teodor
 1891: budowa Kolei Transsyberyjskiej
 1970: zagłada miasta Yungay w Peru
 WHO: Dzień bez Papierosa
Nowe publikacje
Post dodany: |1 Sie 2009|, 2009 23:00
Data rejestracji: 10 Sty 2009 postów: 58
31.07.2009
Kris napisał:
„Logika to piękna nauka matematyczna, za pomocą której formułujesz twierdzenia. Na szczęście każde twierdzenie trzeba udowodnić: matematyczne na podstawie aksjomatów, fizyczne musi mieć potwierdzenie w rzeczywistości, a u ciebie brak tegoż potwierdzenia.
Na początek małe sprostowanie. Logika to nie jest „nauka matematyczna”. Logika nie jest własnością matematyki. Wyobrażasz sobie historię bez logiki? A dzieło filologiczne bez logiki, np. powieść? A prawo bez logiki istnieje? A widziałeś nielogiczne zjawisko fizyczne? A geometria, czy jest nielogiczna?
Otóż, logika, jest własnością całej oświaty, a nie tylko matematyki. Niestety, uznaje się ją błędnie, za własność matematyki. Skutki tego są widoczne i opłakane.
Nie mogę się z Tobą zgodzić, że moje twierdzenie, jakoby przestrzeń miała cztery wymiary: głębokość, szerokość, wysokość i długość nie ma potwierdzenia w logicznej rzeczywistości.
Głębokość(dół, głębię przedmiotu), szerokość(lewa strona, lewy bok przedmiotu), wysokość (góra, przedmiotu) i długość(prawa strona, prawy bok przedmiotu) możesz zobaczyć na każdym kroku w rzeczywistości.
Nigdzie natomiast w rzeczywistości nie zobaczysz przestrzeni, która miałaby długość, szerokość, wysokość i czas, mimo że „jest ona za taką uznana” i nazwana czasoprzestrzenią. Uznana, to jeszcze nie rzeczywista. Jak wspomniałem poprzednio, przed Kopernikiem uznano, że Słońce się kręci wokół Ziemi. Czy taka jest rzeczywistość? Jeśli się mylę przedstaw mi detalicznie, lub opisz bryłę, przedmiot fizyczny, składający się jednocześnie z długości, szerokości, wysokości i czasu. Bardzo jestem ciekawy, jak to monstrum wygląda.
Kris napisał:
„Nielogiczne(filemona zdaniem) twierdzenia Einsteina, znalazły swoje potwierdzenie” .
Owszem, słusznie zauważyłeś, „swoje potwierdzenia”. „Swoje potwierdzenia”, to nie znaczy „potwierdzone zostały obiektywnie i ostatecznie”. Dość powiedzieć, że nie doprowadziły one do stworzenia Teorii Ostatecznej Wszystkiego, a odwrotnie. Doprowadziły do takich absurdów, jak kot Schródingera, który żyje i jednocześnie nie żyje; czterowymiarowej czasoprzestrzeni; pustej zasady nieoznaczoności Heinsenberga, w której odkrywa się, że nie można jednocześnie oznaczyć pędu który jest dynamiczny, ekspansywny, i położenia, które jest inercyjne, stabilne. To taka rewelacyjna zasada, która mówi o tym, że nie można oznaczyć dla roweru stojącego, jednocześnie miejsca postoju i jego pędu (w tym przypadku nie można oznaczyć pędu bo rower stoi), jak i nie można jednocześnie oznaczyć miejsca postoju i pędu roweru jadącego, czyli pędzącego, będącego w pędzie. W przypadku roweru pędzącego można oznaczyć jego pęd, nie można zaś oznaczyć jego „miejsca stacjonarnego”, czyli postoju. Przecież to oczywiste. Ten sam rower, jeżeli posiada pęd, jest w pędzie, to nie ma swego stacjonarnego( inercyjnego), stałego miejsca; Jeżeli jest w ruchu, wtedy można oznaczyć jego pęd, ale nie jego „miejsce stacjonarne” , czyli miejsce postoju w danym momencie.
Te twierdzenia Einsteina, które znalazły „swoje potwierdzenia”, nie tylko nie przybliżyły nas do poznania Teorii Ostatecznej Wszystkiego, ale na tej drodze na długo nas zatrzymały.
Innym absurdem Einsteina, było np. uznanie, że zajmowanie się osobliwością, przed wielkim wybuchem, nie ma sensu, bo nie istniał wtedy czas. To prawda, nie istniał wtedy czas Wszechświata. Ale istniał wtedy czas tej istoty, w łonie której ta osobliwość przebywała.
To tak, jak z noworodkiem. Przed jego porodem, jego czas, osobny, nie istnieje. Jego czas jest faktycznie czasem jego matki. Noworodek zyskuje swój osobny czas dopiero po porodzie, kiedy się od matki odłącza. Tak samo Wszechświat. Jego czas zaczął się po porodzie – wielkim wybuchu.
Osobliwość, to Wszechświat w łonie nosicielki, która swój czas jak najbardziej posiadała, i posiada. Zajmowanie się tym okresem, zygotą, zalążkiem, oseskiem Wszechświata i jego nosicielką, jest jak najbardziej sensowne.
Jeśli chodzi o potwierdzenie tego co odkryłem, to „zważ proporcje Mocium Panie”.
Einstein wydrukował swe prace kilkadziesiąt lat temu. Ja jeszcze swej pracy w jednym spójnym opracowaniu nigdzie nie opublikowałem. To co prezentuję na forum, jest działaniem doraźnym.
Kris napisał:
„Jeśli chcesz odkryć coś fizycznego przed ludzkością, to musisz dowieść istnienia tego. Teoretyczne uzasadnienie jest tylko połową sukcesu. Czyli w najlepszym przypadku jesteś w połowie drogi”.
Tu się z Tobą zgadzam w stu procentach. Dowód geometryczny na istnienie czwartego wymiaru przestrzeni – głębokości, przesłałem wcześniej w postaci oddzielnego tematu. pt. „Głębokość, czwarty wymiar przestrzeni”. Zamieściłem go w dziedzinie” Astronomia.
Dowód matematyczny jest w trakcie opracowania.
Podzielę się, na koniec tylko pewnym przeżyciem, które jest niesamowite i musi spotykać każdego odkrywcę. Polega ono na tym, że odkrywca się czuje, jakby wygrał szóstkę w totolotka - pokazuje wszystkim w koło kupon z wygraną, a ludzie mówią: co tam kupon, każdy może mieć kupon. Jeśli ci wypłacą, to nas przekonasz. A przecież wystarczy zobaczyć kupon i porównać jego numery z ogłoszonymi i uznanymi przez Lotto, które widnieją w kolekturach, a nie czekać, czy wypłacą.
Niestety, bywają i tacy, którzy nie tylko nie korzystają z informacji na kuponie i wiedzy, którą umożliwia Lotto, a mówią : jeśli nie pokarzesz wygranej, to ci ten kupon wyrzucimy! Tacy są najgorsi. Nazwałbym ich tępakami.
P.S.
Właśnie stwierdziłem, że Kris zamknął temat „Nowe spojrzenie na materię” Nie dał mi, oraz innym graczom szans na wygraną, choć zobowiązałem się ją podjąć w ciągu tygodnia.
Post dodany: |2 Sie 2009|, 2009 10:32
Data rejestracji: 06 Cze 2005 postów: 398
czesc.
Jeżeli chodzi o logikę - nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale mamy wiele różnych logik, którymi mozna opisywać rzeczywistość i które tworzy się wedle zasad matematyki. Mamy np. logikę wielowartościowa, modalna, filozoficzna...
nie chce wdawać się z tobą w bezsensowną polemikę, jednak każdy rozsądnie i logicznie myślący nie będzie mógł się zgodzić z twoim postrzeganiem rzeczywistości. Postulujesz, że istnieje głębia. Dodajesz do szerokości, wysokości i długości, czwarty wymiar - głębię. a czym jest twoim zdaniem długość?
tak dla przypomnienia - cztery wymiary, które znam to długość (reprezentowane matematycznie przez jedną oś), wysokość (do tej osi dodajemy kolejną prostopadłą oś) GŁĘBIĘ (dajemy kolejną oś prostopadłą do dwóch pozostałych) i czas, który uparcie negujesz. Co więcej matematycy mogą sobie działać w nieskończonej ilości, a fizycy są zdania (w teorii strun), że do prawidłowego opisu świata potrzeba co najmniej 9 wymiarów. Powodzenia w wielkich odkryciach.
ponadto polecam - http://www.youtube.com/watch?v=JkxieS-6WuA

Profil PW e-mail
»więcej
Opis: A na co mi to..?
Wiek: 26 Pomógł: 10 razy
Post dodany: |4 Sie 2009|, 2009 02:19
Data rejestracji: 10 Sty 2009 postów: 58
4.08.2009
Logika Przestrzeni
Poruszył niutek, przy okazji fizyki i matematyki cały, ogromny dział oświaty związany z logiką.
Zdaje mi się, po tym co napisałeś, że traktujesz logikę bardzo wąsko(-) i rozumiesz bardzo płytko(-). Piszę wąsko ze znakiem ujemnym w nawiązaniu do układu współrzędnego, gdzie szerokość w relacji do dodatniej długości jest wartością przestrzenną ujemną, a szerokość „wąska” jest tej szerokości wielkością skrajnie ujemną, czyli mówiąc kolokwialnie „obciachoską”(bo co to za szeroka szerokość, skoro ona jest wąska).
To samo z „płytkością”. Stawiam przy niej znak minus (-), ponieważ w przestrzennym układzie współrzędnym głębokość, w przeciwieństwie do dodatniej wysokości, jest wartością ujemną.
Natomiast „płytka głębokość”, to głębokość minimalna, czyli najbliższa dna.
Przy okazji, na marginesie sprostuję jedną rzecz:
Każda przestrzeń, posiada swoją wartość, jest wartością. Na tę wartość przestrzeni, każdej przestrzeni, składa się góra, dół, lewa strona i prawa strona.
Wartość każdej przestrzeni, aby była „coś” warta, a tym samym, aby była warta „coś”przestrzeń, trzeba mieć możliwość ją(przestrzeń, wartość) wymierzyć i ocenić. Dlatego każda wartość przestrzeni ma swój wymiar.
I tak, odpowiednio:
Wartość dołu, posiada swój wymiar: (to ten pan, wymiar) - Głębokość ( tak jak pan Jegomość), lub ta pani(Głębia). Głębokość i Głębia, to dwie odrębne jedności tworzące jedność nierozłączną, czyli, Głębokość i Głębia, to jedno i to samo. Dlatego można używać ich zamiennie. No cóż wkroczyliśmy w dziedzinę zwaną filozofią, a to grozi przeniesieniem dyskusji do tej właśnie dziedziny, lub zamknięciem tematu przez groźnych moderatorów.
Wymiarem góry jest wysokość. Wymiarem lewej strony jest szerokość. Wymiarem prawej strony jest długość.
Razem, cztery wartości przestrzeni: góra, dół, lewy bok i prawy bok(bok i strona są tożsame, zamienne), to jeden układ współrzędny tworzący każdą przestrzeń – silną, jasną ekspansywną.
Razem, tych czterech wartości przestrzeni - cztery wymiary: głębokość, wysokość, szerokość i długość, także tworzą jeden układ współrzędny, tej samej przestrzeni.
To nie znaczy, że ta sama przestrzeń, posiada dwa różne układy współrzędne. Ona posiada jeden układ współrzędny, tylko w dwu postaciach. Aby wyjaśnić „ jeden układ w dwu postaciach” znowu trzeba by przejść do filozofii, a w niej do odkrycia trójcy(jednego Pana w trzech osobach) przez Jezusa z Nazaretu. Tego w dziale fizyka robić na tym forum nie można.
Dlatego też, podając głębię, jako wymiar jednej z wartości przestrzeni, nie omyliłem się, nie popełniłem błędu.
Bardzo ciekawym zjawiskiem dla mnie jest to, że ludzie z taką łatwością protestują przeciwko głębi, jako czwartemu wymiarowi przestrzeni, choć widać „gołym okiem”, że poniżej punktu zerowego przestrzeni występuje, obok wysokości, szerokości i długości, właśnie głębokość – głębia, a są święcie przekonani, że tam właśnie, obok szerokości wysokości i długości, poniżej punktu zerowego, występuje, jako czwarty wymiar – czas.
No cóż. Fizycy, to najczęściej fanatycy teorii fizycznych, których wyuczyli ich inni fanatycy fizyki.
Człowiekowi można wmówić wszystko. Koło się zamyka.
Wracamy do Logiki. Nie do logiki matematycznej lecz do logiki filozoficznej. Między logiką matematyczną, a logiką filozoficzną, jest dokładnie taka sama przepaść, jak między projektem dzieła sztuki, a dziełem sztuki. Po drodze, np. w przypadku rzeźby, po projekcie, jest jeszcze model surowy, następnie produkt rzemieślniczy, a w końcu dzieło sztuki.
W filozofii operuje się takimi figurami, jak byt, natura, istota i postać, które razem, tworzą po pierwsze, jeden nierozłączny układ współrzędny, po drugie, nierozerwalną jedność złożoną z czterech jedności -czwórcy(znowu nawiązanie do trójcy Jezusa z Nazaretu).
Logika, jest jedną z czterech jedności tworzącą układ współrzędny, który obrazuje czwórcę. W skład tego układu wchodzi prawo, prawda, logika i etyka.
Prawo, to najwyższy filozoficzny byt Boga. Prawda, to natura prawa. Istotą prawa i prawdy jest logika. Postacią bytu prawa, jego natury prawdy, oraz ich istoty, którą jest logika, jest etyka.
W układzie współrzędnym, (który posiada kształt litery X w górnej ćwiartce mieści się prawo, w dolnej – prawda, w lewym boku logika, w prawym boku, etyka.
Jeśli popatrzeć zgodnie z rozwojem Wszechświata, który jest prawy, a zaczyna się od dołu, to na dole jest elementarna prawda, następnie podstawowa logika, najwyższe prawo i doświadczona etyka na końcu.
Każde z tych pól w układzie filozoficznym Boga jest jedno. Dlatego jedna jest globalna Prawda, jedna globalna Logika, jedno Globalne Prawo i jedna globalna Etyka.
Jednakże, każde z tych globalnych pól jest wypełnione pomniejszymi jednościami, jest wielkością złożoną. Jednością złożoną jest prawda, jednością złożoną jest logika, jednością złożoną jest prawo, jednością złożoną jest etyka.
To są jedności złożone z innych mniejszych jedności, które tworzą mniejsze układy współrzędne niż układ globalny; te jeszcze mniejsze, aż do cząstek elementarnych. Tak jest stworzona każda przestrzeń, także prawdziwa, także logiczna, prawna i etyczna, nie wyłączając fizycznej.
Dlatego też posiadamy np. prawdy matematyczne, prawa fizyczne, logikę filologiczną, etykę w biologii itp., a w samej matematyce logiki jest pełno. Nie mniej jest jej w fizyce, filozofii, czy biologii. Możesz być pewny. matematyka, fizyka, filologia i fizyka, to układ współrzędny.
Dodajesz do szerokości, wysokości i długości, czwarty wymiar - głębię. a czym jest twoim zdaniem długość? pyta niutek.
Długość, jest jednym z czterech wymiarów przestrzeni fizycznej. Obok długości istnieją jeszcze dwa inne, uznane powszechnie, wymiary przestrzeni fizycznej: wysokość i szerokość.
Za czwarty wymiar przestrzeni fizycznej uznaje się powszechnie czas. Uważam, że to błąd kardynalny społeczności fizyków, że wbrew prawdzie, logice, prawom fizycznym i etyce zawodowej, a także zwykłemu zdrowemu rozsądkowi, oczywistości, którą na każdym kroku widać, za czwarty wymiar przestrzeni uznawać czas.
Aż chciałoby się zakrzyknąć: Król jest nagi !!! Czwartym wymiarem przestrzeni nie jest czas!!!
Czwartym wymiarem przestrzeni jest głębokość!
Przecież to widać na każdej budowie, na której oznacza się punkt zerowy(0) terenu, który jest początkiem układu współrzędnego przestrzennego. Budując na prawo od tego punktu(0), budujemy długość(l). Budując na lewo od tego punktu(0) budujemy szerokość(s). Budując w górę od tego punktu(0) budujemy wysokość(y). Kopiąc w dół od tego punktu, dół pod fundament, znajdujemy się w czwartym wymiarze przestrzeni tego domu, w dole, poniżej punktu zero(0) na głębokości(h).
Jeszcze raz powtarzam: Trzy wymiary przestrzeni(xyz) nie stanowią pełnej wartości przestrzeni, nie stanowią układu współrzędnego przestrzeni.
Przestrzeń wtedy staje się wartością, wtedy faktycznie staje się przestrzenią, gdy posiada wszystkie wymiary, które są odzwierciedleniem jej pełnej wartości. tych wymiarów jest cztery: głębokość, wysokość, długość i szerokość.
Takim przykładem typowym przestrzeni jest dom: posiada on dół, czyli fundamenty, górę, czyli parter i piętra, posiada długość i szerokość.
Einstein, przestrzenny gmach fizyki postawił i pozostawił bez fundamentów, bez głębokości.
Fundament zastąpił trwałością(czasem) budulca ponad fundamentem. Mimo trwałości budulca ponad fundamentem, brak fundamentu powoduje, że gmach fizyki się teraz wali.
Z tym opisem Wszechświata, to jest „taka sama polka”, jak i z tytułową logiką.
Opis jest jeden globalny, bo cały opis, to jedno pole, to jedność.
Ta jedność jest nie mniej złożona niż logika, etyka, czy prawo. Ona złożona jest z pomniejszych opisów i to w różnych dziedzinach, te zaś z opisów elementarnych. I nie ma tu znaczenia czy jest to matematyka, czy fizyka(jeśli idzie o ilość elementarnych opisów). Nie mniej, fizyka posiada cztery elementarne wielkości, którymi możemy ją opisać. To przestrzeń, masa, energia i czas. Te wielkości składają się z mniejszych wielkości aż do wielkości elementarnych, z których każda cząsteczka jest jednocześnie przestrzenna, masowa, energiczna i czasowa. Opis fizyki globalny, to suma fizycznych cząsteczek i suma ich fizycznych zachowań. Jest ich nieskończenie wiele, o charakterze dodatnim i ujemnym. Pod tym względem fizyka nie ustępuje matematyce. Obie, oprócz filologii i filozofii występują w jednym układzie współrzędnym , czyli są równorzędnymi, równymi, współrzędnymi jednościami.
Pozdrawiam
Post dodany: |4 Sie 2009|, 2009 08:34
Data rejestracji: 06 Cze 2005 postów: 398
A gdzie są rodzice?
Filemon, idź lepiej pograć w piłkę z kolegami. Wyjdzie Ci to na pewno bardziej na zdrowie.
widzisz, próbowałem zrozumieć o co ci chodzi, wydaje mi się jednak, że mamy zbyt ubogi język, abyś mógł to wszystko jasno i spójnie wytłumaczyć. I dopóki nie znajdziesz sposobu opisu tego wszystkie w sposób jednoznaczny, ja będę cię uważał za świra.

Profil PW e-mail
»więcej
Opis: A na co mi to..?
Wiek: 26 Pomógł: 10 razy
Post dodany: |29 Mar 2010|, 2010 22:32
Data rejestracji: 29 Mar 2010 postów: 4
Filemon, wytłumacz mi proszę, na przykładzie tej budowy, dlaczego wymiar w dół nazywasz głębokością, a nie jest to po prostu ujemna wysokość, skoro 0 przyjąłeś na poziomie powierzchni. Twoja głębokość znajduje się na tej samej osi (w tym samym wymiarze) co wysokość. Jeśli fundament ma 3 m głębokości, to w wymiarze wysokości osiąga wartość -3 m - minus poniżej umownego zera.
Początkowo myślałem, że głębokość jest czwartym wymiarem przestrzeni, czyli aby określić lokalizację jakiegoś obiektu w przestrzeni nie wystarczą 3 współrzędne xyz, ale musisz mieć cztery, np. wxyz. W przykładzie z budową nadal wystarczą 3 współrzędne. Jeśli faktycznie potrzebna byłaby czwarta współrzędna, np. w, to ta przestrzeń staje się dla nas nierzeczywista, bo nie jesteśmy w stanie zaobserwować w rzeczywistości wielu kawałków materii (nawet elementarnych) posiadających te same współrzędne xyz, które będą znajdowały się pod różnymi wartościami w. Jeśli nie jest rzeczywista to jest nierzeczywista, nie jest prawdziwa. Takich nierzeczywistych abstrakcyjnych wymiarów to możemy sobie stworzyć 10 lub 20 innych odpowiednio je nazywając i używając kolejnych liter alfabetu do oznaczania współrzędnych w tej wielowymiarowej przestrzeni.
Czym w rzeczywistości jest Twoja głębokość?
Post dodany: |1 Kwi 2010|, 2010 02:52
Data rejestracji: 10 Sty 2009 postów: 58
Uff. Nareszcie konkretne zainteresowanie prowadzące mam nadzieję do rzeczowej dyskusji a nie dywagacje, obśmiewanie, ubliżanie.
Oczywiście to bardzo szeroki temat. I jeszcze jedno. Od czasu popełnienia tego wpisu o który pytasz poczyniłem dalsze spostrzeżenia. Dotyczą one także fizyki i w tym obszarze postaram się „poruszać” w tej odpowiedzi na twe pytania. Jednak, nie sposób przy tym nie „dotknąć” wartości wyższej niż fizyka. Chodzi mi o Wszystko.
Wszystko, posiada dwie podstawowe wartości. Wszystko jest dobre, lub złe.
Podobnie jest z przestrzenią, która jest(przyjmijmy to) odpowiednikiem Wszystkiego złego.
„Przestrzeń wszystkiego złego” w fizyce, to kosmos. Innej złej fizycznej przestrzeni, niż kosmos, nie ma. Zła fizyczna przestrzeń, to inaczej fizyka słaba, lub też negatyw fizyczny(negatyw filologiczny, to np. ludzie, w przeciwieństwie do pozytywu którymi są Osoby.
Odpowiednikiem(przyjmijmy to) Wszystkiego dobrego w fizyce, czyli fizyka dobra, pozytywna, silna, to nie przestrzeń, to obszar. Obszar Wszechświata.
Reasumując wstęp:
Kosmos jest przestrzenią fizyczną słabą, negatywną, ujemną(trzy wymiarową)
Wszechświat jest obszarem fizycznym silnym, pozytywnym, dodatnim( trzy wymiarowym)
Przestrzeń od Obszaru, i odwrotnie: Obszar od Przestrzeni ( pozytyw od negatywu, siła od słabości
plus od minusa) oddzielone są warstwą obojętną: ani silną, ani słabą, ani pozytywną, ani negatywną.
To ani nie przestrzeń, ani nie Obszar, oraz, to jednocześnie przestrzeń i obszar(trudne to do wytłumaczenia, lecz to obszar filozofii dlatego nie będę tego teraz czynił. Powiem tylko, że ta warstwa, warstwa obojętna, to warstwa zerowa. Łatwo sobie wyobrazić o czym mówię jeśli się popatrzy w lustro: to co jest rzeczywiste, namacalne przed lustrem, to silny, dodatni, realny obszar.
Ten obszar widoczny w lustrze jest negatywem, odbiciem, słabą przestrzenią, którą można łatwo zlikwidować, likwidując lustro. Obszaru tak łatwo zlikwidować się nie da, bo jest realny, a nie pozorny i silny. Lustro w tym układzie, jest tą warstwą obojętną, neutralną, zerową, należącą jednocześnie do pozornej przestrzeni i rzeczywistego obszaru.
Generalnie, przestrzeń, to antymateria w stosunku do obszaru materii.
Przestrzeń, antymateria to substancja. Substancja jest czarna np. czarne dziury, ciemna, np. noc, bezsilna, np. grawitacja, słaba, np. magnetyzm.
Obszar to materia, materiał, ciało. Materia jest jasna np. gwiazdy, widna, np. dzień, oświecona np. planety, silna np. prąd elektryczny.
Obszar i przestrzeń nigdy się nie łączą jedna z drugą, że tak powiem, „organicznie”. Nie pozwala na to występujące między nimi zero – obszar obojętności(lustro). W fizyce mamy tego dowody: nie połączy się Planeta z czarną dziurą, nie połączy się dzień z nocą, magnetyzm nie będzie prądem elektrycznym, a elektryczność magnetyzmem itd. itp.
Ale, one występują, obok siebie, równolegle i prostopadle, na okrągło i w każdych innych konfiguracjach i tworzą fizyczną „mieszankę”, czyli różnorodność.
W tej różnorodności, jeśli więcej jest Obszaru, Wszechświata to i więcej Siły, Jasności, Porządku, Realu; jeśli więcej jest przestrzeni, kosmosu, to i więcej czerni, ciemna, chaosu, cienia, pozoru, słabości.
To zjawisko widać najlepiej na niebie gdy nadciągają lub zanikają chmury.
Ludzkość jest także fizyczna, zawiera w sobie substancję i materię, jest substancją i materią; jest pozytywna i negatywna jednocześnie. Jest mieszaniną substancji i materii, jest mieszaniną obszaru i przestrzeni. Dlatego, tę mieszaninę, jak własny organizm, uważa za nierozłączną jedność.
Żyjąc w tej mieszaninie, ludzie nie żyją ani w maksymalnej czerni, ani w idealnej jasności.
Idealna jasność, to obszar Boga. Idealna czerń (ciemnota), to przestrzeń szatana.
Ludzie żyją albo w szarości(chaosie), albo w siwiźnie(porządku).
Podobnie jest z naszym tematem – wymiarami przestrzeni.
Dotąd w tym temacie, ludzkość tkwi w chaosie. Do idealnej jasności jeszcze trochę daleko.
Moim zdaniem, porządek jest następujący:
Żeby prawidłowo rozpatrzyć wymiary przestrzeni musimy rozpatrywać ją osobno, a nie razem z obszarem, a następnie musimy rozpatrzyć wymiary przestrzeni względem obszaru i wymiary obszaru względem przestrzeni.
Jeśli weźmiemy najpierw „na warsztat” obszar (dodatni), to aby sobie go wyobrazić narysuj linię poziomą, nad nią następną linię poziomą. Wypełnij między nimi obszar wpisując zero, koło zera, od początku do końca.
W ten sposób nad kreską górną masz obszar dodatni, poniżej kreski dolnej, masz przestrzeń ujemną.
Przy czym kreska górna należy jednocześnie do warstwy zerowej i obszaru (dodatniego). Dlatego wartości na tym poziomie, na tej kresce, to wartości: 01, 02, 03. Kreska dolna należy jednocześnie do warstwy zerowej i przestrzeni(ujemnej). Dlatego antywartości czyli potencjały na tym poziomie, na tej kresce zapisujemy jako: (-01), (-02), (-03).
Te dwa byty ujemny i dodatni nigdy się nie łączą, tak, jak nie łączy się nigdy awers i rewers (orzeł i reszka na jednej monecie).
Narysuj teraz w obszarze(dodatnim) dwie linie prostopadłe do już istniejącej poziomej obok siebie i wypełnij je zerami, tak, jak linie poziome. Tym samym tę istniejącą, poziomą linię w obszarze podzieliłeś na dwie części. Powstają dwie poziome proste wychodzące z dwu różnych punktów i dwie pionowe proste wychodzące odpowiednio z tych samych dwu różnych punktów.
Te obie pionowe proste, jeśli nadasz im jeden kierunek(jeden grot) od punktu, pokazują wysokość obszaru. Jeśli nadamy kierunek od punktu liniom prostym poziomym, to lewa z nich pokazuje szerokość obszaru, a prawa długość obszaru. Jeśli obszar jest zamknięty, to długość jest funkcją szerokości i odwrotnie: szerokość także jest funkcją długości.
Reasumując mamy następujący układ:
Na dole, pod kreską ujemną przestrzeń. Na górze dodatni obszar podzielony na pół warstwą obojętną która pnie się w górę i pokazuje wartość (Y) jaką jest wysokość tego obszaru( XYZ będę
pisał jako duże litery, ponieważ tym się różni w gramatyce obszar silny od słabego, że ten drugi pisze się małymi literami).
Dodatkowo, linia(pozioma górna) oddzielająca warstwę obojętną od dodatniego obszaru podzielona jest linią warstwy pionowej obojętnej i dzieli tę linię poziomą na dwie proste((lewą Z i prawą X) o kierunkach przeciwnych. Lewa Z to wysokość, w prawa X, to długość.
Tak więc mamy układ współrzędny obszaru dodatniego gdzie występują wartości dodatnie (XYZ) tego obszaru, o które pytasz. Faktycznie na tym poziomie wartości obszaru nie występuje „wymiar czwarty przestrzeni”, „wymiar ujemny”, „głębokość”. Linia pozioma, zatem linia długości i szerokości występuje na poziomie zero. A zarówno długość, jak i szerokość są wartościami pozytywnymi, czyli dodatnimi, a ich wzajemne relacje, są funkcyjne, to znaczy że są od siebie zależne. To znaczy, że w układzie prostolinijnym, zwiększanie długości odbywa się zawsze kosztem szerokości. I odwrotnie: zwiększanie szerokości odbywa się zawsze kosztem długości.
W obszarze, w tym i każdym innym, ani szerokość(Z), ani wysokość Y, ani długość X nie występują i nie są ujemne, negatywne. Są zawsze dodatnie, pozytywne, realne, materialne.
To co jest materialne, nie może być nierealne, negatywne, ujemne.
Ten obszar możemy przyrównać do budynku, który budowany jest w górę(Y) bez fundamentu, a jego wznoszenie zaczyna się od budowy ścian wzdłuż(X) i w szerz(Z) na poziomie zerowym.
I to są te „trzy wymiary niezbędne do zlokalizowania usytuowania bryły (punktu) w obszarze.
Może tak być, wystarczy. Ale czy to Ideał? Raczej, mimo włożenia w budowę dużo”plusów
dodatnich” , budowla bez fundamentów będzie licha.
Oczywiście, możemy się w obszarze (w tym, dodatnim, silnym, materialnym obszarze) wznieść, pójść w górę i zacząć budować nie od poziomu zerowego(0) na poziom pierwszy(+1), lecz od poziomu, np. (+1), w górę. Ale i tak musimy podeprzeć się na poziomie zerowym(choćby przez dźwig), a w końcu na stałe, na stałych podporach.
To samo, co w obrębie obszaru zróbmy teraz w granicy ujemnej przestrzeni.
Dorysujmy dwie proste prostopadłe do dolnej poziomej i nadajmy im kierunki.
W tej przestrzeni to, co było dodatnią wysokością w obszarze, staje się, jest, ujemną głębokością(y).
Ujemną głębokością(y), ponieważ znajduje się w przestrzeni, poniżej warstwy zerowej(poziomu zerowego), i jest przeciwnie skierowana, do wysokości obszaru dodatniego.
W przestrzeni, która jest ujemna, mieści się, poniżej poziomu zerowego, szerokość(z) i długość (x)( tej przestrzeni). One nie są wartościami dodatnimi w stosunku do obszaru dodatniego, ponieważ znajdują się poniżej obszaru, niżej niż każda wartość obszaru, a nawet niżej niż zero(0). Wartości długości(x) i szerokości(z) przestrzeni, choć ujemne, to również są względem siebie funkcjonalne; to znaczy, że identycznie jak jest to w obszarze, długość(x) jest funkcją pozornej szerokości(z); i odwrotnie: szerokość(z) jest funkcją długości ujemnej(x) przestrzeni.
Ujemna długość(x) i szerokość(z) przestrzeni, jest też odzwierciedleniem dodatniej długości(X) i szerokości(Z) obszaru.
Łatwo to sobie wyobrazić na podstawie budynku:
W obszarze dodatnim, budynek zaczyna się na poziomie zerowym i buduje się w górę. Taki budynek posiada trzy wartości dodatnie: szerokość, wysokość i długość.
W przestrzeni ujemnej, czyli poniżej punktu zerowego, ten sam budynek ma, od poziomu zerowego patrząc w dół, czyli „na głębokość patrząc”, fundament, który znajduje się na poziomie ujemnym względem poziomu zerowego i poziomu dodatniego, czyli obszaru do którego zalicza się, należy, wysokość.
Ta głębokość, teoretycznie może być tak „ głęboka”, tak głęboko ujemna, jak wysokość może być wysoka, wysoko dodatnia.
I trzeba to przyznać, ideałem byłoby, jest, gdy głębokość w swym wymiarze ujemnym, nie ustępuje zbyt wiele wymiarowi dodatniemu, wysokości.
Zatem, mówienie o „ujemnej wysokości”, to pomyłka, to chaos, to błąd kardynalny.
„Ujemna wysokość”, to oksymoron, taki sam, jak „plus ujemny”, „dodatnia głębokość”, „poważny uśmiech”, „ciepłe zimno” itd. itp.
Jak widzisz, „moja głębokość” znajduje się na tej samej osi, lecz nie w tym samym wymiarze.
Nie w tym samym wymiarze, ponieważ Wszystko złe i wszystko dobre, to nie ten sam wymiar, choć może być ta sama oś (np. oś - zabawa może być dobra lub zła).
Nie w tym samym wymiarze ponieważ czarny kosmos i Jasny Wszechświat, to nie ten sam wymiar, choć może być ta sama oś (stacja orbitalna), itd., itp..
„Jeśli fundament ma 3m głębokości”, to w wymiarze wysokości nie osiąga on -3m, lecz „w wymiarze wysokości” osiąga on wymiar zero(0), a wymiarze głębokości -3m.
Powiesz, że się czepiam szczegółów, że to nie o to chodzi.
Otóż, to nie są szczegóły, lecz fundamentalne rzeczy. Mieszanie tych pojęć powoduje, że Ludzkość żyje w chaosie i nie może osiągnąć upragnionego porządku także w nauce i nie jest w stanie odpowiedzieć na fundamentalne pytania, np. co to jest kosmos, a co to jest Wszechświat i czym się różnią. Ja na to pytanie powyżej, przy okazji odpowiedziałem.
Nauka nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, jaka jest różnica między obszarem a przestrzenią, czym są „czarne dziury” czym jest i skąd się bierze grawitacja, itp. itd.
To i wiele innych praw i zasad fizycznych, ale nie tylko, także matematycznych filologicznych i filozoficznych można wyjaśnić, rozumiejąc różnicę między dodatnim obszarem a ujemną przestrzenią.
Oczywiście, w obszarze dodatnim, wystarczą trzy dane szerokość, wysokość i długość(XYZ), aby obiekt, punkt, byt, zlokalizować i wiedzieć o nim wszystko, co widać.
Jak wyglądać może pięknie szeroki, wysoki i długi dom na powierzchni ziemi, wszyscy wiemy: możemy go zlokalizować, podziwiać, oglądać, zachwycać się. Będzie dobry i pozytywny, z dobrych materiałów, itd.
Jednak, aby o tym „punkcie” - domu wiedzieć wszystko, trzeba jeszcze poznać jego warstwę zerową, oraz to wszystko, co poniżej tej warstwy jego dotyczy: trzeba zajrzeć w jego przestrzeń ujemną, w jego warstwę poniżej zera, w „jego głębię”.
Zatem, głębokość tego domu, to, to wszystko, co się kryje pod ziemią, co jest niewidoczne, co się ukrywa głęboko.
Tego nie można pominąć, przy ocenie i lokalizacji domu!
To czwarty, ujemny wymiar, wymiar nie obszaru widocznego, dodatniego, lecz przestrzeni ukrytej, niewidocznej, schowanej, kryjącej przykre niespodzianki, w sumie, ujemnej.
Z tym, że ten poziom ujemny, także ma trzy wartości ujemne: szerokość poniżej zera, długość poniżej zera i głębokość poniżej zera.
Dopiero znając te wszystkie: trzy dodatnie wymiary obszaru i jeden ujemny wymiar przestrzeni – głębokość, złożony z jego trzech wartości, mamy pełne dane o tym obiekcie, punkcie, bycie.
Widać, człowiekowi wystarczyło dotąd, przynajmniej w teorii, gdy znał „trzy punkty odniesienia”.
W praktyce, np. przy kupnie samochodu, bywało, że nie tylko oglądano kabinę, jej szerokość, wysokość i długość, lecz patrzono także na podwozie i koła.
Faktycznie, ta „czwarta przestrzeń”, ten „czwarty wymiar”, jest dla nas, nie znając zasad i sposobów, trudno obserwowalna, „nierzeczywista”.
To jednak nie znaczy, że jej nie ma, że ona nie funkcjonuje i że nie ma na nas wpływu i że nie powinniśmy jej poznawać, starać się zrozumieć i posiąść jej świadomość.
Jeszcze raz wrócę do domu i jego części podziemnej. Jak łatwo nam ocenić dom w części naziemnej. W części podziemnej, już gorzej, a nieraz jest to niemożliwe: nie znamy się, nie mamy możliwości lub doświadczenia, nieraz nie zdajemy sobie sprawy, jak jest to ważne. Nie znaczy to, że podziemna część budynku jest nieważna, bez znaczenia, nie powinniśmy się nią interesować, lekceważyć. To może się zemścić.
„Takich nierzeczywistych abstrakcyjnych wymiarów to możemy sobie stworzyć 10 lub 20 innych odpowiednio je nazywając i używając kolejnych liter alfabetu do oznaczania współrzędnych w tej wielowymiarowej przestrzeni”.
Otóż, nieprawda. Nie możemy „sobie stworzyć” dowolnej ilości „nierzeczywistych i abstrakcyjnych” wymiarów opartych na logice, mających sens i potwierdzenie w matematyce i innych dziedzinach nauki.
Jak pokazałem powyżej, obszar ma zawsze tyle samo, lecz przeciwnie skierowanych wymiarów, co przestrzeń. Ma to odzwierciedlenie w takich prawach fizycznych jak akcja i reakcja, w takich zasadach matematycznych jak te, dotyczące liczb dodatnich i ujemnych, jak filologiczne dobro i zło,
jak działania materii i antymaterii, jak prawa symetrii i prawidła układu współrzędnego, itd. itp..
I jeszcze jedno: to nie prawda, że „ co nie jest rzeczywiste, nie jest prawdziwe”.
Nierzeczywisty jest np. cień, a jest prawdziwy. Podobnie echo. Echo, to nie jest głos prawdziwy, który z siebie wydala człowiek. Głos skierowany jest w stronę, „od wydającego” i dlatego nie powinien do niego wrócić. Jednak wraca. Skoro wraca, to znaczy że jest przeciwnie skierowany, niż ten który został wydany. Skoro tak, to już nie jest ten sam głos. Przeciwnie skierowany, zatem odbity. Odbicie, polega na tym, że aby „odbić”, trzeba najpierw przyjąć. Przyjąć i wydalić, oddać.
Zatem wydany przez człowieka głos, został przyjęty przez „coś, kogoś” i i oddany w kierunku człowieka. To już nie jest jego rzeczywisty głos, lecz echo jego głosu. Echo, to głos nierzeczywisty,
bo głos ludzki, ale nie wydany przez człowieka. Echo, to głos prawdziwy, bo słyszalny.
Tak samo jest z substancją, która jest nierzeczywista, lecz prawdziwa. To odbicie materii w lustrze, to nic innego, jak substancja, która, podobnie jak echo ,czy cień „przedrzeźnia”, naśladuje materię.
To jest to, „o czym się jeszcze największym uczonym, nawet nie śniło” , a co nas dotyczy i na nas wpływa, nas kształtuje jako poszczególnych ludzi Ludzkość.
Post dodany: |3 Kwi 2010|, 2010 23:29
Data rejestracji: 29 Mar 2010 postów: 4
Filemon, dziękuję za obszerne wyjaśnienie. Jestem pod urokiem Twojej teorii (modelu?) i języka, którego używasz do jej tłumaczenia. Mam jednak ze swojej strony kilka uwag i pytań. Na początek uwaga, która może być pomocna, aby Twój opis był łatwiejszy w odbiorze przez innych. Sprawny przekaz wymaga synchronizacji nadajnika z odbiornikiem, zastosowania po obu stronach wspólnego protokołu transmisji.
Zrozumienie tego, co tłumaczysz, utrudnia używanie przez Ciebie pospolitych słów w innym znaczeniu niż powszechnie przyjęte. Na przykład, "kosmos" definiowany jest w astronomii i używany powszechnie w znaczeniu przestrzeni poza obszarem ziemskiej atmosfery, a Ty używasz go w innym znaczeniu. Błędem przekazu wydaje mi się zwłaszcza użycie takiego słowa do wytłumaczenia znaczenia innego nowego pojęcia, które jest Twojego autorstwa, np.: „Przestrzeń wszystkiego złego w fizyce, to kosmos". Wprowadzasz pojęcie "przestrzeni wszystkiego złego" i tłumaczysz, że jest to kosmos, ale w dalszej części okazuje się, że Twój kosmos, nie jest tym, czym kosmos dla czytającego tekst. Dodatkowe wyjaśnienie zawiera ponadto ciąg własnych pojęć: "fizyka słaba", "negatyw filologiczny" ludzie vs Osoba. Jeśli ja powiem, że "helit twardy" to "płaszczyzna", coś, jak "słaba pustynia" lub "szorstki żart" to może nie być jasne, czym jest "helit twardy", szczególnie, gdy moja płaszczyzna okaże się za chwilę niezbyt płaska. W toku dalszego czytania wszystko może się wyjaśniać i składać w spójną całość, ale pierwsze wrażenie sprawia wrażenie bałaganu i braku gruntu pod nogami. Być może w takich miejscach wielu czytelników "odpada", a szkoda, bo Twoja percepcja świata jest fascynująca, chociaż dla mnie jeszcze niezrozumiała.
Wrzechświat (obszar, wszystko dobre) vs kosmos (przestrzeń, wszystko złe) ilustrujesz za pomocą lustra na granicy między rzeczywistym obszarem i pozorną przestrzenią. Przykład lustra jest dobry, bo każdy wie, o co chodzi - może sobie to wyobrazić. Czy jednak zachodzi analogia rzeczywistości i pozorności? Mam tutaj wątpliwość, czy kosmos jest pozorny? Przejdźmy na inne przykłady: elektryczności i magnetyzmu, dnia i nocy, Osoby i ludzie - obie strony medalu ja postrzegam, jako rzeczywiste, a nie pozorne. Podsumowując, czy wg Ciebie można powiedzieć, że wszystko co silne, pozytywne i materialne jest rzeczywiste, a słabe, negatywne i antymaterialne jest pozorne? Czy materia jest rzeczywista, a antymateria pozorna?
Rozrysowałem sobie wszystko na kartce papieru zgodnie z Twoją precyzyjną instrukcją. Jest to faktycznie świetny dwuwymiarowy model trzech rzeczywistych wymiarów obszaru i czwartego wymiaru leżącego poza obszarem, w przestrzeni. Przyznaję rację, że w tym modelu nie można mówić o ujemnej wysokości, bo jest to sprzeczne z założeniami (wartości muszą być dodatnie). Gdyby model wyglądał inaczej, ujemna wysokość mogłaby istnieć i mogłaby zostać nazwana głębokością tak samo, jak ujemny dochód nazywany jest stratą. Wróćmy jednak do Twojego modelu. Nachodzą mnie następujące refleksje:
1. Przyjmijmy, że oprócz bytów znajdujących się w obszarze, posiadających swoją wysokość, które możemy codziennie obserwować (budynek nad ziemią), istnieją byty znajdujące się w przestrzeni na pewnej głębokości, których nie widzimy (fundamenty budynku). W jaki sposób możemy dokonać eksploracji przestrzeni? Wszystkie konstruowane przez nas narzędzia obserwacyjne i przyrodzone narządy zmysłów znajdują się w obszarze. Czysto intuicyjnie, wydaje mi się, że przestrzeń jest dla nich niedostępna. Czy widzisz jakikolwiek mechanizm (kanał komunikacyjny) pozwalający dokonać "transmisji" z pewnej głębokości do rzeczywistego obszaru, który będzie dla znajdującej się w nim Osoby zrozumiały? Zgodzisz się chyba, że świadomość, że ta przestrzeń istnieje to jedno, a możliwość jej badania to drugie, albo idąc dalej, jej używania to trzecie.
2. Do narysowania wymiarów: wysokości, szerokości i długości, posłużyłem się płaską kartką papieru. Mógłbym oddać je wiernie w przestrzeni 3-wymiarowej posługując się stojącym na biurku sześcianem. Przy jednym z narożników napisałbym 0 (zero), następnie narysował kreskę wzdłuż krawędzi w górę (wysokość), kreskę wzdłuż krawędzi w prawo (szerokość) i kreskę wzdłuż krawędzi równoległej do kierunku patrzenia (długość). Analogicznie przyjmuję, że na tych krawędziach mam obszar zerowy oraz zarówno wysokość, szerokość, jaki i długość, mogą przyjmować tylko wartości dodatnie. W tym momencie z punktu 0 (zero) mogę w przeciwną stronę niż kierunki moich wymiarów, ale wzdłuż tych samych trzech osi, pociągnąć trzy dodatkowe wymiary (model na biurku mogę wykonać mocując do narożnika sześcianu trzy nitki). W ten sposób uzyskuję trzy niezależne od siebie głębokości: głębokość-x, głębokość-y, głębokość-z. Skąd wiadomo, że przestrzeń, w której znajdują się fundamenty budynku nie wygląda właśnie w ten sposób?
Na koniec krótka polemika z Twoją ilustracją rzeczy prawdziwej, ale nierzeczywistej:
| Cytat | I jeszcze jedno: to nie prawda, że „ co nie jest rzeczywiste, nie jest prawdziwe”.
Nierzeczywisty jest np. cień, a jest prawdziwy. Podobnie echo. Echo, to nie jest głos prawdziwy, który z siebie wydala człowiek. Głos skierowany jest w stronę, „od wydającego” i dlatego nie powinien do niego wrócić. Jednak wraca. Skoro wraca, to znaczy że jest przeciwnie skierowany, niż ten który został wydany. Skoro tak, to już nie jest ten sam głos. Przeciwnie skierowany, zatem odbity. Odbicie, polega na tym, że aby „odbić”, trzeba najpierw przyjąć. Przyjąć i wydalić, oddać.
Zatem wydany przez człowieka głos, został przyjęty przez „coś, kogoś” i i oddany w kierunku człowieka. To już nie jest jego rzeczywisty głos, lecz echo jego głosu. Echo, to głos nierzeczywisty,
bo głos ludzki, ale nie wydany przez człowieka. Echo, to głos prawdziwy, bo słyszalny.
|
Co do pierwszego zdania to może bym się zgodził, muszę się jeszcze nad tym zastanowić, ale przykładów "nie kupuję". Cień jest dla mnie rzeczywisty i prawdziwy. Głos odbity w formie echa jest dla mnie rzeczywisty i prawdziwy. Nie rozumiem, jakie kryterium nierzeczywistości tutaj zastosowałeś. Jeśli głos człowieka odbity od ściany nie traktujesz, jako rzeczywisty to równie dobrze głos człowieka niesiony z punktu A do B w jakimś jednorodnym medium może być w punkcie B już nierzeczywisty. Głos słyszany z odległości 2 metrów od człowieka już nie będzie rzeczywisty. Można w ten sposób za rzeczywisty uznać tylko taki głos, który wydobywa się bezpośrednio z ust człowieka, a może nawet tylko bezpośrednio z jego gardła.
Pozdrawiam
Post dodany: |7 Kwi 2010|, 2010 01:06
Data rejestracji: 10 Sty 2009 postów: 58
Głębokość – „czwarty wymiar przestrzeni” Re inflantowi
Odpowiedź:
Na początek dziękuję Ci, że nie odrzuciłeś tego co napisałem ad hoc. To znaczy, że widzisz iskierkę w tunelu.
Dziękuję także za zwrotną informację „w sprawie łatwiejszego odbioru” mojego przekazu.
Potrzebuję tego jak „żaba dżdżu”. Niestety, muszę to stwierdzić z przykrością, że w zasadzie, większość tekstów które napisałem kończyło się głuchym milczeniem, a nie raz, polemiką w rodzaju: „znowu wilk się obudził i zaryczał”.
Ty napisałeś że „jesteś pod urokiem” to dla mnie wielki komplement i wielka radość.
Piszę w dalszym ciągu, ponieważ jestem przekonany, że są Osoby które mają większą świadomość niż inne, że ich mózgi są bardziej otwarte na nową przestrzeń i nowe obszary.
Po tym, co napisałeś, czyli zwykłą polemikę dotyczącą nowej, nieodkrytej dotąd przestrzeni fizycznej i nowych obszarów świadomości świadczy, że się nad tym zastanawiasz, że może należysz do tych, którzy mają mózg bardziej otwarty na nowe i większą świadomość niż inni.
Masz rację. „sprawny przekaz wymaga synchronizacji nadajnika z odbiornikiem”
Dlatego też, nie traktuj nas, w tej dyskusji, już, jak „nadajnik i odbiornik zsynchronizowany”, lecz jak „nadajnik i odbiornik” w trakcie synchronizacji.
Ta synchronizacja może trwać dłużej lub krócej, w zależności od wielu elementów:
Na pewno od nadajnika, ale i od odbiornika, ale także od tego, kto synchronizuje.
Czas synchronizacji i jej jakość zależy także od zakresu w którym odbiornik i nadajnik funkcjonują( naszej świadomości) odległości między nimi(różnicy naszych świadomości), częstotliwości połączeń, pojemności, możliwości zgrania, i wielu wielu innych czynników z których zdajesz sobie zapewne sprawę. Dlatego wymagana jest wielka cierpliwość i uwaga. Tylko w takich warunkach możemy osiągną porozumienie.
Dlatego, jeśli by nam się udało „zestroić”, to na początek byłby to wielki sukces nas obu. Może się uda. Piszę „może” ponieważ zakres w którym się poruszamy nie jest ani wąski, ani prosty.
Przeciwnie jest bardzo szeroki i złożony.
Mieści się co najmniej w granicy, od geometrii, poprzez matematykę, fizykę i filologię, a na filozofii kończąc.
Oczywiście życzyłbym sobie tego, żeby od pierwszego tekstu „nadawać na tych samych falach” na których znajduje się „odbiornik”. Niestety jest to niemożliwe.
Z kilu powodów. Najbardziej decydujący jest ten, że przestrzeń i obszar które poruszamy, są wielkim zakresie nowe, czyli takie, w których jeszcze nikt się nie poruszał.
Cytat:
„Zrozumienie tego, co tłumaczysz, utrudnia używanie przez Ciebie pospolitych słów w innym znaczeniu niż powszechnie przyjęte. Na przykład, "kosmos" definiowany jest w astronomii i używany powszechnie w znaczeniu przestrzeni poza obszarem ziemskiej atmosfery, a Ty używasz go w innym znaczeniu. Błędem przekazu wydaje mi się zwłaszcza użycie takiego słowa do wytłumaczenia znaczenia innego nowego pojęcia, które jest Twojego autorstwa, np.: „Przestrzeń wszystkiego złego w fizyce, to kosmos". Wprowadzasz pojęcie "przestrzeni wszystkiego złego" i tłumaczysz, że jest to kosmos, ale w dalszej części okazuje się, że Twój kosmos, nie jest tym, czym kosmos dla czytającego tekst. Dodatkowe wyjaśnienie zawiera ponadto ciąg własnych pojęć: "fizyka słaba", "negatyw filologiczny" ludzie vs Osoba. Jeśli ja powiem, że "helit twardy" to "płaszczyzna", coś, jak "słaba pustynia" lub "szorstki żart" to może nie być jasne, czym jest "helit twardy", szczególnie, gdy moja płaszczyzna okaże się za chwilę niezbyt płaska. W toku dalszego czytania wszystko może się wyjaśniać i składać w spójną całość, ale pierwsze wrażenie sprawia wrażenie bałaganu i braku gruntu pod nogami. Być może w takich miejscach wielu czytelników "odpada", a szkoda, bo Twoja percepcja świata jest fascynująca, chociaż dla mnie jeszcze niezrozumiała”.
Zgadzam się z Tobą. Używam „pospolitych słów w innym znaczeniu niż powszechnie przyjęte”.
Najpierw się usprawiedliwię.
Po pierwsze, ponieważ ja te słowa rozumiem „na nowo”, czyli inaczej. Szerzej widzę ich znaczenie, oraz ich wyraz, a także znaczenie wyrazu tych słów.
Ponieważ ja je widzę inaczej i szerzej w swej świadomości i układają mi się one w jedną logiczną całość, to są dla mnie oczywiste i proste. W związku z tym ulegam złudzeniu, że wszyscy je tak samo szeroko i „na nowo” widzą, że dla wszystkich są proste, jasne i zrozumiałe. Oczywiście tak nie jest i Ty twardo mi to uświadomiłeś. Dziękuję.
Po drugie, nowe, wymaga nowego: nowego słownictwa, opisu, spojrzenia , porównania. Ale nie tylko: także nowych słów, nowego znaczenia znanych słów, nowego wyrazu i nowego znaczenia wyrazu, oraz, w oparciu o nowe słowa i ich znaczenie, stare wyrazy i ich nowe znaczenie wymaga nowych definicji, twierdzeń, nowego opisu dotychczasowej i nowej rzeczywistości, nowej oświaty.
Może wydawać ci się zbyt górnolotne powyższe twierdzenie, ale ono takie nie jest.
To oczywiste, że np. w przypadku odkryć Kopernika, czy Einsteina weszło nowe: opis rzeczywistości, słownictwo, wyrażenia i wyrazy, nowe znaczenia wcześniej nieznane i nie stosowane, lub znane i stosowane w innym kontekście.
Tak jest i będzie także w przedmiocie, którym się zajmujemy. Inaczej, do niczego nowego, odkrywczego nie dojdziemy.
Jednak, zamierzam uwzględnić twoją uwagę w ten sposób (chyba najlepiej na końcu?) będę dodawał coś na kształt „nowego słownika” i w nim definiował nowe znaczenia „ pospolitych słów”.
Zabierze mi to kawał dodatkowego czasu, którego mam ciągły deficyt, niemniej, aby być zrozumianym, warto, a nawet mus.
Teraz, wyjaśnię:
To „nowe” wymaga ode mnie „używania pospolitych słów w innym znaczeniu, niż powszechnie przyjęte” i wymaga ich nowego definiowania.
Jeśli się tak logicznie zastanowisz, to używanie pospolitych słów w nowym, szerszym, często zgoła odmiennym znaczeniu, ma sens:
Gdyby poruszać się tylko w znanych i ogólnie przyjętych formach, zasadach, definicjach,
znaczeniach, wyrazach, słowach, nikt nigdy nie odkryłby nic nowego. Przecież, kiedyś nie istniały
takie pojęcia i treści, jak „Ogólna teoria względności”, czy „szczególna teoria względności”, nie istniały takie słowa i ich znaczenia jak kosmos, czy Wszechświat. One były nowe, lub(i) co innego znaczyły.
Ja w swej wypowiedzi o kosmosie uwzględniam jego dotychczasowy byt, takim, jakim on jest nam znany. Ja tylko, dodatkowo ten byt umiejscawiam, czego nikt wcześniej przede mną nie zrobił. Umiejscawiam go jako przestrzeń ujemną, czarną, złą słabą stanowiącą przeciwieństwo Wszechświata.
Umiejscawiając byt - kosmos, nie podważam jego istnienia i tego, co dotychczas o nim wiemy, lecz
dokładniej, konkretniej go definiuję. Rozumiem, że jest to nowe i jest niepojęte przez współczesnych, że budzi niezrozumienie i sprzeciw. Ale, czy odkrycie Kopernika, było zrozumiałe dla większości jemu współczesnych i nie budziło powszechnego sprzeciwu?
Oczywiście zgadzam się z Tobą, że kosmos definiowany jest dotychczas w astronomii i powszechnie jako przestrzeń poza obrębem ziemskiej atmosfery.
Ale czy jest to definicja prawdziwa i prawidłowa? Moim zdaniem, nie. Dlatego toczę tą dyskusję.
Spotkałem się na tym forum z zarzutem, że skoro posiadam takie „rewelacyjne odkrycia”, to dlaczego nie napiszę np. do „Postępów Fizyki” i nie poddam ich weryfikacji naukowej.
Oczywiście mogę tak uczynić. Ale ja jestem spoza środowiska naukowego i w tym środowisku, poprzez to środowisko nie jestem w stanie nic uczynić. To środowisko hermetycznie zamknięte na „obcych”. To tak, jakby ktoś będąc spoza środowiska prawniczego, nagle zaczął pisać nową wykładnię prawa i oczekiwał, że mu prawnicy w tym pomogą i jeszcze będą go słuchać. Nie ma szans. Jak zostałby potraktowany? Z jakim spotkałby się odzewem?
Moim zdaniem, dokładnie tak, jak został potraktowany, z jakim odzewem spotkał się Jezus z Nazaretu nauczający mędrców w świątyni. On także był „spoza środowiska”.
Nie mniej, mimo że, mówiąc kolokwialnie, „został niezrozumiany i pogoniony”, to jednak Jego nauczanie przebiło się do powszechnej świadomości i zmieniło, wręcz „przeorało” zastaną rzeczywistość dogłębnie i ułożyło ją „po nowemu”. Ile przy tym powstało nowych słów, ich znaczeń i pojęć!?
W tym i moja nadzieja: i próba przedostania się do świadomości Osób światłych, lecz niekoniecznie należących do środowiska naukowego.
Inna sprawa, że obecnie obowiązująca wykładnia prawa nie jest doskonała i jeszcze będzie modelowana na nowo. I na pewno nie dokonają tego prawnicy, bo są zbyt przywiązani do modelu dotychczasowego. Podobnie jest z Tobą i i wszystkimi innymi. To normalne. Wiedzą, co wiedzą;
wiedzą co podaje dotychczasowa oświata, wiedza, nauka, bo skąd mają wiedzieć więcej.
Ano stąd, że jeśli ktoś podaje coś nowego, innego, lecz niesprzecznego z dotychczasową nauką, nową oświatę, wiedzę, naukę, to nie wolno jej odrzucać „ponieważ nie mieści się w dotychczasowym kanonie”, lecz się jej przyjrzeć i starać zrozumieć po to, aby „nie wylać dziecka z kąpielą”.
Dlaczego mogę uważać że dotychczasowa stosowana powszechnie definicja(czyli pojęcie) kosmosu jest złe?
Ponieważ, moim zdaniem, patrząc z tego kosmosu, planeta Ziemia jest jedną z wielu, „z punktu widzenia kosmosu”, może nawet niezbyt szczególną, planetą. Czy Ziemia jest planetą kosmosu? Czy może planetą Wszechświata?
Po drugie. Czy naukowcy potrafią zdefiniować na pewno Wszechświat i jaka jest różnica między definicją kosmosu, a Wszechświata. Gdyby potrafili, potrafili by także odpowiedzieć na powyższe pytania, te dotyczące Ziemi.
Przy czym, nie przyjmuję do wiadomości, że kosmos, to jest Wszechświat z wyjątkiem planety Ziemi i jej atmosfery, lub też, że kosmos i Wszechświat, to jedno i to samo. Gdyby tak było, to marchewka nazywała się jednocześnie: groch, a groch nazywałby się jednocześnie marchewka, a to jest sprzeczne z logiką(która występuje na poziomie biologii świadomej) i z intuicją (która
występuje na poziomie biologii rasowej, przed rozumnej).
Moje twierdzenie, „kosmos to przestrzeń wszystkiego złego w fizyce”, jest pewnym myślowym uproszczeniem, którego celem było jak najprostsze, w bardzo krótkim tekście, wyjaśnienie tego, „co autor miał na myśli”.
W tym samym celu użyłem, oprócz związku przeciwieństw jakim jest kosmos i Wszechświat, także tych związków, które cytujesz: „negatyw filologiczny”, „fizyka słaba i fizyka silna”, „ludzie i Osoby”.
To uproszczenie polega(traci) na tym, że słowo „zło” nie pochodzi z zakresu fizyki, lecz z zakresu filozofii, stąd niejasność i niezrozumienie. Posłużyłem się tym słowem świadomie bo wydawało mi się, że nieco więcej rozjaśni ono to zagadnienie, ponieważ jest bardziej „niosłe”, częściej stosowane, przez to zrozumiałe. Jednak, odnosząc się do fizyki, okazało się, że nie.
Nie pomyliłem się jednak i zaraz to wytłumaczę, to może się troszkę „zestroimy”.
Otóż, pierwszym i najważniejszym punktem każdego naszego rozważania, patrząc od maksimum najwyższego (wysokości), do maksimum najniższego (głębokości) jest takie miejsce między nimi, w którym się one stykają. Stykają się niezależnie od tego, czy rozpatrywać będziemy tylko prostą, czy tylko płaszczyznę, czy też objętość (tak, jak to uczyniłeś Ty). To nie ma znaczenia, wynik końcowy naszego rozważania zawsze będzie taki sam.
To miejsce styku dzieli równo na pół jedną odległość: między maksimum wysokości i maksimum głębokości( inna kwestia, to gdzie jest granica jednego i drugiego maksimum, czy one w ogóle są, a jak są, to jak się względem siebie mają).
I teraz tak:
Wysokość, niezależnie, czy liniowa, płaszczyznowa, czy objętościowa, zawsze związana jest( no, przynajmniej przyjmijmy to), z obszarem. Konkretnie, wysokość, to, pnąca się w górę, oś obszaru.
Wysokość, kojarzy się ze stanem, ten z posiadaniem, posiadanie z mocą, siłą, te zaś z więcej, lepiej, bezpieczniej, wyraźniej, pewniej czyli z pozytywami.
Głębokość, kojarzy się z położeniem, dnem, te zaś z miernotą, marnotą, kłopotami, biedą, czyli negatywami.
Głębokość, niezależnie czy liniowa, płaszczyznowa, czy objętościowa, zawsze jest(no, przynajmniej przyjmijmy to), skojarzona z przestrzenią. Konkretnie, głębokość, to oś przestrzeni spadająca do jej dna. Obie osie dzielą symetrycznie jedna obszar, druga przestrzeń, na dwie symetryczne części: lewą i prawą, czyli szerokość i długość. Z kolei szerokość i długość obszaru i przestrzeni oddzielają wysokość od głębokości.
Gdybyś spróbował sobie to narysować, to wyjdzie Ci dokładnie to samo, co za pierwszym razem.
Gdybyś narysował to z taką modyfikacją, że uwzględniłbyś fakt, że każda oś posiada pewną własną szerokość i narysował je(oś wysokości i głębokości) jako dwie obok siebie przebiegające linie zakończone wspólnym grotem i wypełnił zerami (podobnie jak to uczyniłeś w przypadku szerokości i długości, to powinieneś uzyskać następującą figurę geometryczną:
Centralnie usytuowany krzyż stworzony z zer oraz cztery pola zawarte między jego ramionami.
Ten krzyż, oddziela swymi poziomymi (dwoma ramionami) głębokość od wysokości, przestrzeń od obszaru.
Ten krzyż dzieli swymi dwoma pionowymi ramionami(osią przestrzeni i osią obszaru) przestrzeń i obszar symetrycznie na dwie części.
Z tego podziału przestrzeni i obszaru powstają dwie części przestrzeni i dwie część obszaru, razem cztery symetryczne pola.
Razem, cztery osie: głębokości(h), wysokości(y), oraz długości(s) i szerokości(z) dzielące przestrzeń i obszar symetrycznie na pół tworząc symetryczne pola czterech ćwiartek, to Układ symetrii. Punktem centralnym tego układu jest ten punkt, w którym przecinają się dwa zera: to pionowe, z tym poziomym.
W tym układzie symetrii, każde pole, to osobna jedność, która nierozerwalnie jest z tym układem związana. Razem, one cztery, tworzą jedną jedność, czyli Układ. Taki układ, składający się z czterech nierozerwalnie połączonych, odrębnych jedności, tworzących jedną jedność w postaci układu symetrycznego, to Układ Współrzędny.
Przy okazji jak widzisz pokazałem matecznik i dałem nową wykładnię Układu Współrzędnego.
Filozoficznie powiemy, że głębokość, to byt, a naturą tego bytu jest przestrzeń.
Podobnie, powiemy, że wysokość, to byt, a naturą tego bytu, jest obszar.
Wysokość i głębokość, to dwa różne i przeciwstawne sobie byty, posiadające dwie różne i przeciwstawne sobie natury: przestrzeń i obszar. Dlatego, między innymi twierdzenie, że głębokość, to „ujemna wysokość” jest fałszywe: To są dwa różne, jeszcze raz powtarzam, byty.
Byty, które są bezpowrotnie, jednoznacznie od początku do końca, i raz na zawsze rozdzielone zerem, dlatego muszą być rozpatrywane osobno, rozłącznie.
Niemniej są to byty, mimo swej bezwzględnej rozłączności, zawsze i wszędzie występujące łącznie: Łączy je to miejsce styku, które rozdziela wysokość od głębokości.
Inaczej możemy stwierdzić filozoficznie, że każdy z tych bytów to odrębna jedność elementarna, i jednocześnie, obie te jedności, połączone oddzielającym je pasmem obojętności, to także jedność, lecz już nie elementarna, lecz jedność złożona.
To miejsce styku rozdziela wysokość od głębokości zawsze symetrycznie i powoduje, że wysokość względem głębokości zawsze jest takie same, lecz przeciwnie skierowane. Co to znaczy?
To znaczy, że ile stworzymy wysokości, tyle samo zyskujemy głębokości.
I odwrotnie. Ile stworzymy głębokości, tyle zyskujemy wysokości.
To, co przed chwilą przeczytałeś, jeśli wejdziemy w pole: przestrzeń i obszar fizyki, to nic innego, niż relacje między bezwzględną materią i jej(ponieważ są połączone pasmem obojętności, pasem zerowym), bezwzględną antymaterią.
Tak, przy pewnych teoretycznych założeniach, odzwierciedleniem symetrii wysokości i głębokości, zatem obszaru i przestrzeni jest kopanie dołu w ziemi: ile wykopiemy, taką górkę z ukopu usypiemy( góra i dół to przeciwieństwa. Ich stosunek względem siebie, to stosunek materii, do antymaterii(jednak nie są to byty bezwzględne).
Jeśli poziom planety Ziemi uznać za zero, to jest to miejsce styku wiążące dół z górką, głębokość z wysokością, które zawsze będą symetryczne względem osi symetrii, którą jest( wzdłuż i w szerz) poziom planety Ziemia.
Ważne jest w tym jedno: jeden styk, oddziela i jednocześnie łączy bezpowrotnie głębokość i wysokość. W ten sposób powstają dwa odrębne, przeciwnie skierowane względem styku byty, z których górny, to obszar, a dolny, to przestrzeń. Te byty nigdzie indziej się nie stykają z sobą, nie spotykają się w innych miejscach lub punktach.
Mówiąc o wysokości i głębokości, o ich przestrzeni i obszarze, my nie mówimy, jakie one są i jaka jest ich wartość.
Te wysokości i głębokości mogą być i są różne i mogą mieć różną wartość.
I teraz, przystępujemy do meritum:
Wysokość i głębokość, zatem przestrzeń i obszar mogą być oświecone, czyli jasne, lub nie oświecone, czyli ciemne.
Ale nie mogą być obie jednocześnie oświecone i ciemne, bo to, praktycznie niemożliwe.
W tym układzie, oświecony, jaśniejszy jest byt, który jest wyżej, czyli wysokość.
Zatem, wysokość i obszar to byt i natura oświecona, jasna, a głębokość i przestrzeń, położone niżej, to byt i natura nieoświecona, czyli ciemna.
Ma to odzwierciedlenie w naszej rzeczywistości, gdzie wysokie piętra domu są jasne i oświecone, a piwnica, w dole, najczęściej ciemna. Także wysoko usytuowane Państwo jest „jaśnie oświecone”, a nisko usytuowany plebs, ciemny, nieoświecony.
Oczywiście, co „Jaśnie oświecone”, to bogate, silne, mądre, zatem dobre.
Co ciemne, nieoświecone, to słabe, zacofane, bezradne i bezsilne, zatem złe - „bliżej dna”.
W ten sposób, na byty jasne i ciemne podzielona jest cała oświata, czyli odległość między maksimum wysokości i maksimum głębokości.
W tej odległości mieszczą się wszystkie, bez wyjątku byty: tak wielkie i jasne jak Bóg i tak małe i czarne jak proch (Spinozy) - cząstka elementarna substancji.
W tej odległości w przestrzeni mieści się arytmetyka, a w obszarze jasności matematyka.
Nowa definicja arytmetyki:
arytmetyka, to „matematyka” w zakresie cyfr, które są tylko i wyłącznie minusowe.
Nowa definicja Matematyki
Matematyka, to nauka mieszcząca się w obszarze liczb plusowych.
Nowa definicja cyfry:
Cyfra, to „liczba” minusowa, mieszcząca się w przestrzeni, poniżej zera. Cyfry plusowe nie występują nigdzie.
Nowa definicja liczby:
Liczby plusowe, to liczby występujące wyłącznie w matematyce. Poniżej zera, w arytmetyce, liczby , które są zawsze plusowe, nie występują.
Warto zwrócić uwagę, że samo słowo arytmetyka niesie w sobie przynależność do ciemnoty, słabizny, znajduje się w okolicy dna:
Przecież, Arytm.., to brak rytmu, lub rytm zły.
Arytm....ia, grozi zawałem, końcem, śmiercią „trzema metrami w głębi ziemi”, jest zła.
Arytmetyka, to także prosta nieskomplikowana „matematyka” , podstawy „matematyki” dla ciemnego ludu, nie dla wybitnych Osób – przedmiot gorszy, dla słabszych uczni. Osoby zajmują się tą częścią oświaty, którą jest „światła matematyka”.
W tej odległości, w przestrzeni ciemnej i słabej mieści się fizyka słaba czyli ta dotycząca kosmosu, ciemnej substancji(czarnych dziur), grawitacji, magnetyzmu itd. itp.; i w obszarze jasnym fizyka silna ta dotycząca Wszechświata, a w nim: światło, materia, czas, energia, masa, elektryczność siły, moce itd. itp.
Przy okazji: łatwo wytłumaczyć czym się różni masa od ciężaru:
„ciemna masa”, ta mieszcząca się w przestrzeni, w głębi, kierująca się, zmierzająca do dna, to ciężar. Ciężar nieodłącznie wiąże się z grawitacją i przestrzenią, oraz opadaniem, co będąc na Ziemi odbieramy jako „przyciąganie ziemskie”. Tymczasem, to nie jest przyciąganie, tylko opadanie ciężaru substancji, która wypełnia przestrzeń- z kosmosu na Ziemię.
Także w filologii rozumianej jako patrzącego i postępującego logicznie wszelkiego stworzenia, w
tym Ludzkości występuje ten podział na ciemny, zły, bezsilny, słaby lud i jaśnie oświecone mądre, silne, wykształcone Osoby.
W filozofii także mamy podział na wysoko postawione dobro i nisko upadłe zło.
W teologii także występuje dobry Bóg na wysokim niebie, i zły szatan schowany w „czeluściach” piekieł.
Stąd wynikało moje uproszczenie w którym powiedziałem, że przestrzeń wszystkiego złego w fizyce, to kosmos”
Chciałem przez to powiedzieć, że kosmos nierozerwalnie łączy się z fizyką, jest fizyką. Tyle że to fizyka jak napisałem wyżej czarna, zimna, słaba, bezwolna, bezsilna, potencjalna, itd., itp.
Ta fizyka, mieści się na głębokości, w tej samej przestrzeni, co filozoficzne zło. Dlatego użyłem, odnośnie fizyki, „zła fizyka” i w stosunku do kosmosu, który jest słabą fizyką i ciemną przestrzenią. „ Zły”, mieści się w tej samej przestrzeni lecz nie w dziedzinie „fizyka”, lecz w dziale Filozofia.
Być może zbitka „fizyka słaba” za pierwszym razem(testem) nie nie oddaje tego, co chciałbym w niej zawrzeć i o czym opowiedzieć.
W zasadzie, wszyscy jesteśmy wyuczeni,że fizyka jest jedna, posiada co najwyżej różne kierunki(?), specjalizacje(?).
Nie mam na razie jednoznacznego określenia na dwie fizyki, które są faktem oczywistym.
Ta jedna związana jest z głębią: przestrzenią, grawitacją, kosmosem, substancją, ciężarem, trwaniem potencjałem, magnetyzmem, zimnem, spadaniem, itd..
Ta druga związana jest z Obszarem: Wszechświatem, Ekspansją, materią, światłem, ciepłem, energią czasem, masą, ekspansją, siłą, itd.
Być może, prawidłowa nazwa, to dla fizyki materialnej, to fizyka klasyczna, a dla tej przeciwnie do niej skierowanej, substancjalnej, kosmicznej, przestrzennej, potencjalnej - fizyka powszechna?
Mogłoby to mieć swój sens i dałoby się uzasadnić, tylko to wymaga więcej czasu.
Przyznaję, że podział na „fizykę silną” – materialną i „fizykę słabą” - substancjalną, nie do końca, oddaje to, co starałem się tymi zbitkami przekazać i dość daleko odbiega od tego, czego uczyli się adepci fizyki na zajęciach szkolnych, czy uczelniach i nie jest zbieżne z dotychczasowymi modelami fizycznymi obrazującymi naszą fizyczną rzeczywistość.
Niemniej, jedno jest pewne: nie istnieje jedna fizyka, lecz dwie i to dwie przeciwstawne, przeciwnie do siebie skierowane, lecz nie analogiczne.
Za przyczyną tych dwu fizyk, siły fizyczne się znoszą, niwelują, wychodzą ujemne w modelach matematycznych, czego fizycy długo nie potrafili i zdaje się nie potrafią nadal wytłumaczyć, mówią o „obrazach pozornych” mocach ujemnych, „antymaterii” i wielu innych zjawiskach fizycznych, których przy jednej, materialnej fizyce, nijak wytłumaczyć zgodnie z intuicją i logika w sposób prosty i niebanalny wytłumaczyć się nie da. Prz pomocy istnienia dwu fizyk, się da.
I na tym, mimo braku nazwy dla tej drugiej, niematerialnej, lecz substancjalnej fizyki, polega wyższość ich obu, jako materii i antymaterii bezwzględnej, nad jedną fizyką materialną, która posiada siły o wektorze minusowym, co jest anormalne (arytmetyczne), a nie normalne(matematyczne).
Rozkładam to na raty, ponieważ robi się z tego zbyt wielki elaborat.
c. d. n.
Post dodany: |8 Kwi 2010|, 2010 22:26
Data rejestracji: 29 Mar 2010 postów: 4
Witaj, Filemon. Napisałeś:
| Cytat | | zakres w którym się poruszamy nie jest ani wąski, ani prosty. Przeciwnie jest bardzo szeroki i złożony. Mieści się co najmniej w granicy, od geometrii, poprzez matematykę, fizykę i filologię, a na filozofii kończąc. |
Takie szerokie spojrzenie otwiera faktycznie możliwości dostrzeżenia czegoś nowego, dostrzeżenia porządku i praw, których nie widać, gdy ograniczymy się tylko do jednej z tych dziedzin. Dodatkowo masz odwagę przekraczać granice wyznaczone przez naukę, za którymi według niej rozciąga się teren nazywany "niemożliwe". Poruszanie się po tym terenie prowadzi, albo do ośmieszenia, albo do spektakularnego wytyczenia nowych granic. Jestem pod wrażeniem tego, jak na wszystkie te dziedziny nakładasz nowy porządek filologiczny. Zadanie to niesłychane, wydaje się "niemożliwe", ale trzymam kciuki, aby się okazało chociaż częściowo wykonalne. Tak już bywało, że ludzie dobrze wiedzieli, że coś jest "niemożliwe", a przyszedł nagle ktoś, kto o tym nie wiedział i w swojej niewiedzy zrobił to "niemożliwe", a za nim poszli inni.
W innym wątku natrafiłem na Twoją definicję "próżni", której to nazwy błędnie używa się obecnie do "swobodnej przestrzeni", w której przecież występuje materia. Nigdy wcześniej się nad tym nie zastanawiałem, a dochodzę do wniosku, że masz rację. Nie może być próżnią coś co nie jest idealnie próżne. To tylko kolejny przykład. Poprzednio omawialiśmy "kosmos". Zgadzam się z Tobą, że przy poznawaniu nowego trzeba zmienić znaczenie wielu istniejących pojęć i zdefiniować wiele nowych. Przyjmijmy, że ludzie sami sobie utrudniają oświatę przez stworzony śmietnik filologiczny. Uporządkowanie tego wydaje się znacznie trudniejsze niż odkrycie nowego na miarę Kopernika czy Einsteina, bowiem odkrywca w głównej mierze zmaga się z przesuwaniem granicy swojej świadomości, natomiast uporządkowanie istniejącego bałaganu filologicznego w umysłach milionów ludzi wydaje się miliony razy trudniejsze . Nie wiem, jak chcesz tego dokonać.
Powróćmy na chwilę do wysokości i głębokości, bo jeszcze mam wątpliwości.
| Cytat | | Otóż, pierwszym i najważniejszym punktem każdego naszego rozważania, patrząc od maksimum najwyższego (wysokości), do maksimum najniższego (głębokości) jest takie miejsce między nimi, w którym się one stykają. Stykają się niezależnie od tego, czy rozpatrywać będziemy tylko prostą, czy tylko płaszczyznę, czy też objętość (tak, jak to uczyniłeś Ty). To nie ma znaczenia, wynik końcowy naszego rozważania zawsze będzie taki sam. To miejsce styku dzieli równo na pół jedną odległość: między maksimum wysokości i maksimum głębokości |
W Twoim modelu wysokości i głębokości rozpatrywanym na płaszczyźnie mamy faktycznie podział na pół - część obszaru i część przestrzeni. W moim modelu 3D (objętościowym), który opisałem, podział nie jest symetryczny. Objętość przestrzeni jest kilkakrotnie większa niż objętość obszaru (przy założeniu tych samych wartości granicznych wszystkich wymiarów). Moje pytanie brzmiało, skąd wiadomo, że przestrzeń nie wygląda właśnie tak? Jeśli dobrze to wyczuwam, zakładasz z góry, że taka symetria między obszarem i przestrzenią musi istnieć, bo istnieje symetria w innych miejscach: dobro vs zło, dzień vs noc, silny vs słaby, więc i wysoki vs głęboki. Sprecyzuję więc moje pytanie. Czy symetria między obszarem i przestrzenią jest założeniem, które czynisz, czy ta symetria i "podział na pół" z czegoś wynika?
Nadal nurtuje mnie pytanie o jakiś kanał komunikacji między obszarem i przestrzenią. Czy poza świadomością, że istnieje przestrzeń, czy jesteśmy w stanie 1) ją "widzieć" w jakikolwiek sposób (przekaz z przestrzeni do obszaru) i 2) czy jesteśmy w stanie jej "użyć" (przekaz z obszaru do przestrzeni). Mimo że omawiane przez Ciebie przeciwne byty nigdzie nie stykają się poza miejscem neutralnym to mogą na siebie oddziaływać: dobro na zło, silny na słabego, światłość na ciemność. Można uzyskać też zwrotną informację, np. w świetle można obejrzeć naturę ciemności, silny może zobaczyć naturę słabego. Istnieją kanały komunikacji z użyciem innych bytów jako medium, które pozwalają na interakcję tych przeciwnych bytów dotykających się bezpośrednio tylko w miejscu neutralnym. Przestrzeń, w której znajduje się antymateria jest dla mnie jeszcze tak abstrakcyjnym i nierzeczywistym bytem, że mam głód jej wyobrażenia i uświadomienia sobie, co to właściwie jest.
Tym mnie zupełnie zaskoczyłeś:
| Cytat | Nowa definicja arytmetyki: arytmetyka, to „matematyka” w zakresie cyfr, które są tylko i wyłącznie minusowe.
Nowa definicja Matematyki: Matematyka, to nauka mieszcząca się w obszarze liczb plusowych.
Nowa definicja cyfry: Cyfra, to „liczba” minusowa, mieszcząca się w przestrzeni, poniżej zera. Cyfry plusowe nie występują nigdzie.
Nowa definicja liczby: Liczby plusowe, to liczby występujące wyłącznie w matematyce. Poniżej zera, w arytmetyce, liczby , które są zawsze plusowe, nie występują.
Warto zwrócić uwagę, że samo słowo arytmetyka niesie w sobie przynależność do ciemnoty, słabizny, znajduje się w okolicy dna:
Przecież, Arytm.., to brak rytmu, lub rytm zły.
Arytm....ia, grozi zawałem, końcem, śmiercią „trzema metrami w głębi ziemi”, jest zła.
Arytmetyka, to także prosta nieskomplikowana „matematyka” , podstawy „matematyki” dla ciemnego ludu, nie dla wybitnych Osób – przedmiot gorszy, dla słabszych uczni. Osoby zajmują się tą częścią oświaty, którą jest „światła matematyka”. |
Twoje skojarzenia językowe są niesamowite . Najpierw potraktowałem to nieco, jako żart językowy, ale po chwili zastanowienia, nawet nie mój umysł, ale serce podpowiedziało mi, że liczby dodatnie są pozytywne, prawdziwe, normalne, rzeczywiste, a liczby ujemne wydały mi się negatywne, nieprawdziwe, anormalne, nierzeczywiste. Podzielam też opinię, że minusowe wektory to coś anormalnego. To faktycznie, jak dwa światy, do których być może trzeba zastosować odrębne dziedziny: Matematykę i arytmetykę. Podobnie z fizyką silną i fizyką słabą. Pojawia się jednak od razu trzeźwiące pytanie, czy to my w naszym umyśle nie chcemy czasem na siłę postrzegać wszystkiego przez taki dwubiegunowy pryzmat.
Post dodany: |9 Kwi 2010|, 2010 02:37
Data rejestracji: 10 Sty 2009 postów: 58
9.04.2010
Logika materii c. d. Część II Re inflantowi
Reasumując część pierwszą:
1.Nie ma jednego bytu bezwzględnego. Jest jedna jedność dwu bytów bezwzględnych które są z sobą w tej jedności nierozłączne. Tworzą one jeden układ symetrii i jeden układ współrzędny. Jeden z nich tworzy minusową przestrzeń, a jego osią symetrii jest głębokość; drugi z nich tworzy plusowy obszar, a jego osią symetrii jest wysokość. Oba te byty oddziela pas obojętności(poziom zerowy) zwany stykiem. Styk oba te byty oddzielając, jednocześnie łączy. Styk, to istota układów: symetrii i współrzędnego między oboma( żeńską przestrzenią i męskim obszarem) bytami.
2.Nie ma jednej matematyki. Jest złożona jedność, układ arytmetyczno – matematyczny na który składa się minusowa arytmetyka( substancja) i jej przeciwieństwo, antymateria, plusowa matematyka.
Uwaga. Nie zgadzają mi się do końca nazwy „fizyka klasyczna” i „fizyka powszechna”.
Będę używał:
„fizyka materialna” - stworzona z cząstek elementarnych materii, z których zbudowany jest cały obszar.
„fizyka substancjalna” - stworzona z cząstek elementarnych substancji, z których z zbudowana jest cała przestrzeń.
3.Nie ma jednej fizyki. Jest jedność fizyczna, układ złożony z dwu fizyk: materialnej, która stworzona jest z silnych cząstek elementarnych materii i substancjalnej, która jest stworzona ze słabych cząstek elementarnych substancji.
4.Nie ma jednej filologii, lecz jest jedność filologiczna, układ złożony z dwu filologii: realnej, rzeczywistej i oczywistej, oraz z drugiej: fikcyjnej, pozornej, literackiej, która jest „antymaterią” tej pierwszej.
5.Nie ma jednej filozofii, jednego bytu. Jest jedność filozoficzna złożona z dwu filozofii: filozofii bytu prawidłowego, prawnego, poprawnego i prawego, razem dobrego, oraz filozofii przeciwieństwa tego dobrego bytu, który jest nieprawidłowy, nieprawny, niepoprawny, lewy, w sumie, zły.
6.Nie ma jednej teologii, jednego Boga. Jest jedność teologiczna, boska, układ teologiczny nierozłączny dwu bogów: Boga dobrego, który za dobre wynagradza, a za złe karze, oraz boga złego, który za złe wynagradza, a za dobre karze(szatan).
7.Nie ma też jednej cząstki elementarnej.
Na poziomie elementarnym są dwie cząstki minimalne: istnieje cząstka elementarna
substancji i cząstka elementarna materii.
Jakie są między nimi relacje? Powiem w bardzo uproszczonej wersji, bo to temat bardzo głęboki i wysoki i można o nim mówić tyle, ile fizycy poszukują cząstki elementarnej materii:
Jeśli popatrzysz na układ symetrii który narysowałeś i poruszysz swoją wyobraźnię, to na końcu osi głębokości ujrzysz kres substancji, czyli jej dno. Na tym dnie, znajduje się początek substancji, która została stworzona, narodziła się, powstała(jak chcesz tak to na razie przyjmij) z pierwszej elementarnej cząstki substancji. Skąd się wzięła? To dobre pytanie. Może sam na to wpadniesz. Podpowiem ci pytaniem: A skąd się bierze pierwsza, pierworodna myśl?
Możesz sobie wyobrazić jej małość, bezsilność, „minusowość”, ciężar, bezradność jeśli weźmiesz pod uwagę, że rodzi się ona na samym dnie minusowej, słabej, bezsilnej, ciemnej, zimnej przestrzeni.
Przestrzeń, stworzona z takiej cząstki elementarnej w 100% jest dokładnie taka sama, jak jej cząstka elementarna: zimna, ciemna, słaba, czarna, potencjalna. Potencjalna, to znaczy
posiadająca potencjał, czyli pewne, lecz ograniczone możliwości, które nie są silne, lecz słabe. Ale są.
Co robi taka „licha”, pojedyncza cząstka na dnie substancji? Ona ma tylko jedną możliwość na tym jednorodnym pustkowiu wypełnionym wyłącznie cząstkami elementarnymi substancji: łączyć się z innymi cząstkami i przeć w górę, ku światłu i światłości. I ona to czyni i to czyni skutecznie. Łączy się z innymi cząstkami, przez co powstaje różnorodność. Różnorodność nie tylko kształtów, ale i zachowań. Ta różnorodność powoduje, że materia zaczyna zachowywać się jak bąbelki we wrzącej wodzie: jedne pchają się do góry i pękają, inne opadają na skutek zetknięcia się z zimną powierzchnią zewnętrza. Tworzy się tak zwana „zupa” znana skądinąd z niektórych teorii fizycznych starających się wyjaśnić stworzenie Wszechświata.
Te połączone, różnorodne minusowe byty – cząsteczki złożone substancji osiągają szczyt swego zorganizowania w warstwie głębokości najbliższej styku substancji z materią i przyjmują kształt zera. Te zera – cząstki substancji najwyżej uporządkowanej, same nie są uporządkowane w górnych warstwach substancji, którą tworzą, którą są.
Dopiero dostając się w odpowiednią bramę(znaną z mitologii(bodajże hinduskiej), te zera stają się uporządkowane. Ten porządek zer, o którym mówię, te uporządkowane zera o których mówię, widzisz przed sobą w układzie symetrii w postaci krzyża (który wcześniej narysowałeś).
W tym układzie symetrii jest tylko jeden taki punkt, w którym uporządkowane zera, a w zasadzie jedno z nich na początku osi wysokości i głębokości, przecinają się z uporządkowanymi zerami, a w zasadzie jednym z nich(w danym momencie) na początku osi poziomych – długości i szerokości.
Mówiąc wprost, ta „brama”, to punkt, zwany zerowym układu symetrii. W istocie jest on zerowy, lecz składający się nie z jednego, lecz z dwu zer: pionowo usytuowanego i poziomo usytuowanego w jednym miejscu i czasie.
Narysuj sobie takie dwa zera położone na sobie, obrócone względem siebie o 90 stopni.
Tak wygląda matematyczny punkt i, jednocześnie, fizyczna cząstka elementarna materii.
Ta cząstka przeszła ową „bramę”, wybiła się z substancjii, przekroczyła granicę zerową, granicę styku substancji i materii i przeistoczyła się, uformowała się w cząstkę elementarną materii.
Warto zauważyć, że znalazła się ona(cząstka elementarna materii) „na dnie”, w najniższym punkcie wysokości, podobnie jak cząstka elementarna substancji znalazła się najpierw, w najniższym punkcie, najsłabszym, najbardziej „stagnacyjnym”, uciśnionym, ciemnym, substancji.
Jeśli popatrzeć na ciążę i poród, a następnie życie człowieka, to ten schemat się powiela.
Co dalej dzieje się z cząstką elementarną materii? Ona, ma naturę cząstki elementarnej substancji, dlatego postępuje jak ona, tylko z większą siłą: pnie się do góry, do wolności, do światłości, do nieskończoności plusowej.
Dlaczego ta cząstka elementarna materii jest silna? Ponieważ stanowi jedność składającą się z dwu, maksymalnie, najwyżej zorganizowanych cząstek elementarnych substancji połączonych razem, i to połączonych nie byle jak: One są połączone symetrycznie i w swej jedności tworzą najbardziej symetryczną, stabilną figurę jaką jest płaski kwadrat, a przestrzenny sześcian. Stabilizacji owemu kwadratowi dodają „skszydełka” na które składają się „końcówki zer”, które nie mieszczą się w kwadracie stworzonym z dwu zer.
Ta „figura”, cząstka elementarna materii stworzona z dwu zer jest minimalną cząstką elementarną materii i to jest nic innego, tylko: matematyczne zero – kwadrat(zero do kwadratu). Zero kwadrat, to minimalny układ symetrii i jednocześnie minimalny układ współrzędny.
Warto zauważyć, jaka wielka odległość dzieli minimalną, od maksymalnej cząstki
elementarnej substancji. To wielkość równa głębokości maksymalnej.
Aby maksymalna cząstka substancji mogła stać się minimalną cząstką materii, musi pokonać „drogę rodną” i przecisnąć się przez „wąskie gardło', „bramę” „wrota niebieskie”
„macicę”. Musi się urodzić.
W ostatnich latach, wielcy naukowcy, fizycy, zbudowali pod Genewą ogromne urządzenie, aby dojść z poziomu wielce zorganizowanej materii, czyli materiału, do poziomu cząstki elementarnej materii. Nawet jeśli im się to uda, to będą dopiero”na dnie” materii. To jeszcze nawet nie połowa drogi.
Aby zrozumieć wszystko, posiąść świadomość boską, nie wystarczy odnaleźć i poznać boską, plusową cząstkę materii. Trzeba jeszcze wydostać się z tego, boskiego obszaru, przedostać się przez „wąskie gardło”, „wrota niebieskie” i znaleźć się w minusowej przestrzeni szatańskiej, w globalnej przestrzeni antymaterii, i następnie spuścić się na jej samo dno.
Czy jest to fizycznie wykonalne? Oczywiście że człowiek, fizycznie dokonać tego nie może.
To jest równoznaczne z zejściem człowieka na dno „czarnej dziury”, której istnienie fizycy stwierdzili niepodważalnie.
Może tego dokonać jedynie silny, światły, świadomy Bóg przy pomocy myśli, który, jako jedyny jest w stanie „pokonać szatana”.
Proszę zauważyć, że obie cząstki substancji i materii są jednorodne, są substancją, są z substancji. Są tylko inaczej uformowane. Dlatego też Wszechświat i kosmos są bytami jednorodnymi. Możemy z całą pewnością stwierdzić, że poza substancją i jej cząstką elementarną, nie ma żadnego innego budulca Wszechświata i kosmosu.
Skoro tak, to cała oświata jest jednorodna, lecz podzielona na tą Absolutną - materialną i tę absurdalną – substancjalną.
8.Nie ma „jednej przestrzeni” naukowej. Istnieje jedna przestrzeń, pseudonaukowa, oparta na wierze, ograniczonej informacji, pozornym doświadczeniu, opacznym widzeniu i jeden, odrębny, obszar nauki oparty na Wiedzy. W tym, jednym obszarze, równorzędnie, w jednym układzie występują: matematyka, fizyka (materii), filologia i filozofia.
Przy czym, po nowemu: Filologia to dziedzina dotycząca bytu, natury, istoty i postaci filologicznych, czyli patrzących, logicznie myślących i wyciągających logiczne wnioski i konsekwencje z tych wniosków płynących. Filologia dotyczy zwierząt, a w szczególności Ludzkości.
9. Istnieje jedna Świętość: Uniwersalny Układ Jedności złożony z dwu maksymalnych bytów, z których jeden, to wysoki matematyczny, materialny, realny, dobry ABSOLUT, a drugi, to niski, arytmetyczny, substancjalny, fikc(s)yjny (fiksujacy), zły absurd.
To wszystko, co napisałem wyżej odzwierciedla układ współrzędny substancji i materii oddzielonych stykiem zerowym, poddanych symetrii: głębokości i wysokości.
Ten fakt musisz sobie przyswoić, przyjąć do świadomości, a wiele się wyjaśni i synchronizacja będzie lepsza. To są fakty niezaprzeczalne obserwowalne na każdym kroku, które nas dotykają, dotyczą, których doświadczamy na co dzień, a na które nikt dotąd, nie zwrócił wystarczająco mocno, uwagi. „Najciemniej jest pod latarnią”.
Jeśli to zrozumiesz i przyjmiesz do wiadomości, uświadomisz sobie te realia, to możemy przystąpić do dalszej synchronizacji. Jeśli to do Ciebie nie dociera, (że jest Absolut i absurd, Bóg i szatan, Dobro i zło, Absolutnie Dobre Osoby i i absurdalnie źli ludzie, świat realnych i fikcyjnych postaci,
fizyka materialna silna i jej antymateria, fizyka substancjalna, minusowa arytmetyka w której kreowani, kreatywni księgowi, czyli lucyfery, cyfrują minusowymi cyframi, licząc nierealne dochody(kredyty, podatki do zapłacenia, inne zaległości i koszty) i plusowa matematyka, w której
obszarze liczą realne dochody i zyski prawdziwi księgowi, ten podział nie przemawia, to synchronizacja na pewno się nie uda.
To o czym piszę jest bardzo skomplikowane. Tak skomplikowane, jak Bóg, Wszechświat, Wszystko, Ludzkość.
Jednocześnie, to jest tak proste, wręcz banalne, jak to, że jest noc, i dzień, zima i lato, zło i dobro, lewo i prawo, wysokość i głębokość, gorące i zimne, słodkie i gorzkie, czarne i białe, ciemne i
jasne, oświata i ciemnota, minusowe i plusowe, pierwiastek i potęga, Absolut i absurd, itd., itp.
Pomocny w zrozumieniu tego, i wielu wielu innych spraw i rzeczy jest ten rysunek oparty na krzyżu, o ile prawidłowo go odtworzyłeś( a ja dość precyzyjnie opisałem).
Popatrz na niego i puść „wodze fantazji”: Przestrzeń i obszar mogą ciągnąć się w nieskończoność(każda w swoją stronę, poczynając od styku zerowego).
Widzisz? To jest podział bezwzględny, najważniejszy, pierwszorzędny, niezastąpiony, nie do odrzucenia, podział idealny, bo bezwzględnie symetryczny.
Stąd, z tego bezwzględnego podziału wynika materia i antymateria materii, czyli substancja. Każda chce szybciej i każda chce dalej „uciec od zera”, osiągnąć nieskończoność górną(wysokość maksymalną), czyli niebo, lub też nieskończoność minimalną, dolną, czyli dno.
Na razie, na dążeniu się zaczyna i na dążeniu się kończy.
To podział bezwzględny, dlatego jedyny i niepowtarzalny. Gdyby nie był jedyny, to nie byłby bezwzględny, tylko względny i powtarzalny względem innych obszarów i przestrzeni.
Tak nie jest, ponieważ i przestrzeń i obszar, to byty niepowtarzalne, pojedyncze i maksymalne.
W jedności arytmetyczno – matematycznej, jest przestrzeń j minusowa, a obszar plusowy.
Ale w tej jedności arytmetyczno – matematycznej, która jest minusowo – plusowa, istnieją jeszcze
byty ujemne i dodatnie. Ale to „inna bajka”.
Teraz wracając do twego tekstu:
"Wrzechświat (obszar, wszystko dobre) vs kosmos (przestrzeń, wszystko złe) ilustrujesz za pomocą lustra na granicy między rzeczywistym obszarem i pozorną przestrzenią. Przykład lustra jest dobry, bo każdy wie, o co chodzi - może sobie to wyobrazić. Czy jednak zachodzi analogia rzeczywistości i pozorności? Mam tutaj wątpliwość, czy kosmos jest pozorny? Przejdźmy na inne przykłady: elektryczności i magnetyzmu, dnia i nocy, Osoby i ludzie - obie strony medalu ja postrzegam, jako rzeczywiste, a nie pozorne."
Myślę, że po powyższym wyjaśnieniu zrozumiałeś w jakim znaczeniu pisałem „Obszar, Wszystko dobre” i „kosmos – wszystko złe”
Po prostu: co jest przed „wąskim gardłem”, przed „wrotami Boga”, przed „porodem” nie jest dobre, bo jest słabe, ciemne, bezradne, bezsilne. Kosmos, jest „przed porodem”, jest substancją, jest „w piekle”, jest minusowy”, jest zły, jest w drodze do samodzielnego, światłego życia.
Wszechświat jest po porodzie (po Wielkim Wybuchu). Żyje własnym życiem, przedostał się przez „porodowe wrota”, zbudowany jest z silnej cząstki elementarnej, rośnie, jest ekspansywny( rozszerza się), ciepły, jasny, oświecony: Żyje pełnią życia.
Kosmos tworzy swoje byty, słabe iluzoryczne, fikcyjne, naśladujące, pozorne, „przedrzeźniające”, odbite, zobrazowane, bo na to go tylko, korzystając ze swej ciemnej, słabej cząstki elementarnej, stać. Dlatego przykład z lustrem jest odpowiedni, przyznaję to, ale nie dlatego, że każdy może sobie to wyobrazić, ale dlatego, że lustro oddaje całą prawdę o bytach substancjalnych pozornych i potrafi je pokazać takimi, jakie one są.
Między pozornością a rzeczywistością a zachodzi taka analogia, jak między postacią literacką a
postacią rzeczywistą. Przy czym, w lustrze analogia jest poddaną symetrii, dlatego przykład
z lustrem jest tak wyrazisty, jednoznaczny a przez to zrozumiały. Odzwierciedlenie materii w postaci substancji substancji jest tak doskonałe (jak doskonała jest symetria), że nie ma żadnych uchybień, odstąpień różnicy między rzeczywistością a pozorem. Jest stu procentowa analogia z jednym bezwzględnym wyjątkiem: Rzeczywistość jest rzeczywista, a pozór, pozorny.
Oczywiście że kosmos jest pozorny. Gdy trafi na obiekt rzeczywisty, gdy np. spotka się z planetą , lub gwiazdą Wszechświata, to zachowuje się dokładnie tak samo, jak odbicie lustrzane.
Czyli jak? Przyjmijmy, że jasne, silne Słońce jest gwiazdą Wszechświata. Tam, gdzie kończy się zasięg ekspansji promieni słonecznych, tam kończy się silny Wszechświat, a zaczyna słaby kosmos. On (kosmos) jest ciemny i zimny i „opatula” swą przestrzenią słabą lecz „wszędobylską” gorące, silne, pełne energii ekspansywne Słońce, tworząc jakby jego atmosferę. Ta atmosfera, to kosmos.
Gdyby teraz zrobił taki eksperyment teoretyczny: wyjąć słońce z tej kosmicznej otuliny, to kosmos byłby idealnym odzwierciedleniem słońca, jednak slońcem rzeczywistym by nie był; Byłby przeciwieństwem słońca pod każdym względem, tak jak przeciwieństwem realu jest jego odzwierciedlenie w lustrze.
Magnetyzm i elektryczność:
Magnetyzm jest identyczny jak elektryczność. Jest jego idealnym odzwierciedleniem. Nie będę wdawał się w szczegóły, ale tu i tu ładunek dodatni i ujemny, tu i tu przepływ ujemnego ładunku od minusa do plusa, tu i tu napięcie i natężenie itd. itp.
Tylko różnica w wykonaniu pracy: prąd jest silny i wykonuje olbrzymią pracę. Magnetyzm przy nim nawet nie jest pozorny. Jest tak słaby, że jest niepozorny.
Dzień i noc:
to samo. Jest między nimi nieprzekraczalna granica zerowa, która im się nie pozwala zejść mimo że się z sobą stykają. To świadczy o tym, że jedno, noc to substancja i niewidoczna, ciemna przestrzeń, a dzień, to jasny, widoczny, silny obszar (ile pracy wykonuje dzień, a ile noc?).
„Dzień, niepodobny jest do nocy jak substancja do materii; noc, to przeciwieństwo dnia, dokładnie tak, jak substancja jest przeciwieństwem materii.
Osoby i ludzie:
Ludzkość przeżywa historie. Na drodze tej historii człowiek ewoluuje, podobnie jak ewoluuje cząstka (człowiek, to cząstka elementarna Ludzkości)elementarna substancji, a następnie, „po urodzeniu” cząstka elementarna materii.
Człowiek dzieli się na dobrego silnego, uczciwego jawnego Czło i złego, słabego, fałszywego, ukrytego wieka. Wiek, to przedstawiciel substancji który się obraca w ciemnej przestrzeni, a Czło, należy, jest silnym, dobrym mądrym, uczciwym obszarem materii.
Osoba, to Czło, lecz na wyższym poziomie rozwoju materii niż Czło. Osoba to najwyższa świadomość, Godność, Uczciwość. Osoba jest zawsze prawidłowa, prawna, poprawna, prawa.
Ale także matematyczna, fizyczna, filologiczna.
Przeciwieństwem Osób jest ciemny lud. Osoby to wysokości, wysoko postawione byty.
Ciemny lud jest prosty, poddany, nieświadomy, nisko położony.
Osoby, to silna materia, obszar światłości, obywatele Wszechświata.
Ludy, ludzie, to słaba materia, przestrzeń ciemnoty, zła, przynależące do kosmosu.
Obie strony medalu:
Jeśli popatrzysz na awers medalu z góry, czyli z wysokości materii, prostopadle wzdłuż osi wysokości, to nigdy nie zobaczysz rewersu, ponieważ to są „dwa światy” przeciwnie do siebie nastawione, dokładnie jak materia i substancja. Awers i rewers, to antagonizmy, które się nie znoszą, ale się nie odczepiają(są połączone stykiem zerowym, jak materia i sustancja, jak przestzreń i obszar, jak dzień i noc.
Teraz wyobraź sobie ogromny medal wielkości boiska piłkarskiego leżący na olbrzymiej łące.
Stoisz na nim, na jego awersie i chcesz przedostać się na rewers. Idziesz do krawędzi awersu, schodzisz po boku medalu i co widzisz? Awers i bok. Schodzisz niżej i widzisz tylko bok.
Schodzisz jeszcze niżej i wchodzisz pod rewers. Nie widzisz boku, i nie widzisz awersu, tylko widzisz rewers.
Co się stało? Otóż, ten bok medalu, to jest poziom zerowy, poziom styku, który łączy i jednocześnie oddziela awers od rewersu i odwrotnie, rewers od awersu.
Taki medal, to nic innego, jak jak relacje między substancją a materią. Dobry, lepszy, silniejszy, bardziej światły awers jest zawsze górą, zawsze na wierzchu jest jego obszar.
Słabszy, ciemniejszy, przyciśnięty awersem w swej niewielkiej przestrzeni mieści się, z bólem, zły, rewers. One są awers i rewers jednorodne materialnie. Ale to nie znaczy, że jeden nie jest z materii, a drugi z substancji. Materia jest zawsze widoczna, wyeksponowana, widna, jasna, oświecona. Taki też jest awers medalu.
Substancja odwrotnie, ukryta, niejawna, ciemna, schowana. Taki też jest rewers medalu.
Medal, to jedno. Medal, to jedność złożona z jednej substancji i jednej materii.
Nie mogę powiedzieć, że twoje postrzeganie tego, o czym napisałem wyżej jest błędne. Raczej jest ono niepełne, niekompletne, nie uwzględniające dwoistości i jednocześnie jedności substancji i materii złączonych z sobą nierozerwalnie, a jednoczenie odrębnych.
Cytat z inflanta:
Podsumowując, czy wg Ciebie można powiedzieć, że wszystko co silne, pozytywne i materialne jest rzeczywiste, a słabe, negatywne i antymaterialne jest pozorne? Czy materia jest rzeczywista, a antymateria pozorna?
Ja bym powiedział tak:
W wartościach bezwzględnych, Bóg jest absolutny, lub absurdalny(szatan, który za złe wynagradza, a za dobre karze). Istnieje Wszystko dobre i wszystko złe. Wszechświat jest silny a kosmos jest słaby. Ludzkość jest prawa i ludzkość jest lewa.
Ty mnie pytasz o Wszystko i wszystko.
Istnieje Wszystko dobre. Dobre nie może być nierzeczywiste, bo go „nie ugryziesz” i nie będziesz mógł się posilić. Jeśli nie możesz się czymś posilić, to jest złe. Jeśli masz rzeczywiste jedzenie, którym możesz się posilić co dodaje sił, to musi być silne. Nie może dodać sił, co samo jest bezsilne. Skoro jedzenie jest silne i rzeczywiste, i dodaje sił, to jest realne i dobre. Skoro Wszystko, lub jego część jest realna, rzeczywista, silna, dobre, to jest materialne i jest obszarem Absolutu.
I odwrotnie:
Jeśli jakaś część wszystkiego jest nierealna, to nie można się nią pożywić, skoro nie można się nią pożywić, to nie przynosi, nie daje siły. Skoro nie daje siły, to jest zła, ponieważ dobre jest to, co siłę daje. Jeśli jakaś część wszystkiego jest nierealna, nie można się nią pożywić, nie daje siły, to jest zła, a nawet absurdalna. Absurdalna zaś jest ujemna przestrzeń, a nie Absolutny obszar.
Reasumując mogę stwierdzić na pewno, że:
1.Wszystko, co silne, pozytywne i rzeczywiste jest materialne. Oraz że Wszystko, co materialne , czyli stworzone z cząstek elementarnych materii, jest rzeczywiste.
2.Wszystko słabe, negatywne, pozorne jest antymaterią (nie antymateriałem), czyli nie jest stworzone z cząstek elementarnych materii, lecz jest stworzone z cząstek elementarnych substancji, które są minusowe. Z minusowych cząstek nie można stworzyć realu, pozytywu, rzeczywistości, które są plusowe.
Tak samo, jak z plusowych cząstek nie można stworzyć negatywu, pozoru, fikcji.
Sprowadza się to do tego, że mając w ręku czarną plastelinę nie ulepisz białego bociana, a mając w ręku białą plastelinę nie ulepisz z niej czarnego kruka: plasteliny musisz mieć dwie: białą do białego bociana, i czarną dla czarnego kruka. Jeśli chcesz ulepić i białego i czarnego ptaka musisz mieć obie plasteliny razem.
Znowu muszę przerwać, bo się późno zrobiło. C.d.n.
[ Dodano: 10 Kwiecień 2010, 01:59 ]
Logika materii. Re inflantowi
Odpowiem Ci inflancie na Twe pytania i wątpliwości zawarte w drugiej odpowiedzi do mnie, mimo, że nie dokończyłem jeszcze odpowiedzi na pierwsze Twoje wystąpienie.
Nie jestem w stanie tak szybko reagować jak Ty z różnych względów: między innymi dlatego, że jak widzisz zakres jest tak ogromny, a ja udzielam się na różnych polach oświaty : od matematyki, po filozofię, od Ludzkości poprzez Wszystko, Wszechświat, Ludzkość i Boga po Świętość.
Wiele także poznaję „nowego”, a to wymaga czasu. Bo to nie jest tak, że ja mam wszystko poukładane, opisane i z tego korzystam. Ja znam Jedną Elementarną Logiczną Zasadę. Znając tę Jedną Zasadę poznaję poszczególne dziedziny oświaty i ich zasady funkcjonowania.
Na tej jednej uniwersalnej zasadzie oparte jest funkcjonowanie, życie i śmierć każdego bytu nie wyłączając największej świętości. Tę zasadę staram Ci się przekazać i wszystkim innym ludziom (także przy Twojej współpracy) pod jednym wszakże warunkiem: że będą w stanie tę Zasadę zrozumieć, przyjąć i zrobić z niej użytek na chwałę najwyższej świętości.
Zatem jest to przekaz dla światłego, otwartego na nowe, Człowieka. Coraz bardziej jestem przekonany, że Ty nim jesteś. Poznasz tę zasadę w ten czas, gdy „odbiornik i nadajnik” zaczną nadawać na jednej fali. Gdybym Ci ją podał wprost i od razu, odrzuciłbyś ją jako „wymysł chorego umysłu”, co już mi się wielokrotnie zdarzyło, także na tej platformie.
Zresztą. Tę Zasadę, już wielokrotnie, także na tej platformie przekazywałem, i nikt jej dotąd nie zrozumiał. Może, gdybyś przejrzał moje wpisy, to udałoby Ci się ją odnaleźć. Ale to nie konieczne, bo dojdziemy do sedana, prędzej czy później, razem.
Jesteś na tej platformie pierwszym, który rozpoczął ze mną normalny dialog, jak równy, z równym.
Dobrze by było tego nie zmarnować. Dlatego proszę Cię o pewną cierpliwość i wyrozumiałość: Nie jestem w stanie odpowiadać natychmiast, z dnia na dzień, choć rozumiem Twoją chęć poznania i zrozumienia. To niesamowite uczucie nieporównywalne z niczym innym w życiu. Niewielu tego w historii ludzkości doświadczyło osobiście.
Niemniej, będę Ci odpowiadał jak tylko będę mógł najszybciej, i w miarę możliwości wyczerpująco i po kolei(z małymi wyjątkami). Z góry przepraszam i proszę o cierpliwość.
Pytasz:
„Czy symetria między obszarem a przestrzenią jest założeniem, które czynisz(filemonie), czy ta symetria i podział na pół z czegoś wynika?”
Oczywiście to nie jest moim założeniem. Nic z tego o czym mówimy nie „jest moim założeniem”
To o czym mówimy, to występujące równocześnie, choć nie w tym samym miejscu i w tym samym czasie, real i fikcja(oboje stworzeni z cząstek elementarnych).
Myślę, że wiele tych, Twoich wątpliwości rozwieje mój post, który „wkleiłem” do tego tematu dzisiaj nad ranem. I fikcja i real, czyli substancja i materia stworzone są z cząstek elementarnych, które istnieją niezaprzeczalnie i występują obok siebie: jak powiedziałem są jednorodne, lecz inaczej uformowane(jak kobieta i mężczyzna). Cząstka elementarna materii, to wyższy, szczególny, wyjątkowy, bardziej złożony poziom uformowania elementarnej substancji. Jeśli chcesz łatwo sobie wyobrazić, różnicę między cząstką elementarna substancji i materii, to jest to mniej więcej, a raczej dokładnie taka sama różnica, z tym, że na jeszcze innym poziomie uformowania substancji i materii, jak między plemnikiem męskim, a noworodkiem: oni są obaj jednorodni, obaj są „cząstkami elementarnymi”; Z tym, że plemnik, to słaba substancja, a noworodek, to już ukształtowana, silna materia, która przeszła przez „ diabelskie wrota” i „bramę do niebios,”(poród). Plemnik, z dna piekieł, przedostał się do raju Bożego, w którym będzie trwał, rozwijał się i działał na chwałę najwyższej świętości, po czym tego raju zostanie pozbawiony (śmierć) a może też z powrotem zostać strącony do piekieł(powróci przez bramę do niebios i „wrota diabelskie”), czyli w krainę fikcji, absurdu, słabości, w krainę minusu, w krainę cyfr.
Ta symetria, ten podział na pół wynika z samego aktu tworzenia cząstki elementarnej substancji,
z której następnie tworzy się, na jej „ obraz i podobieństwo” , cząstka elementarna materii.
Z tego powodu, z powodu jednorodności cząstki substancji i materii trudno jest nam, wokół nas dostrzec osobno substancję, a osobno materię. Tym bardziej trudno, że są one ze sobą nieustannie styczne, nierozłączne, a jednocześnie oddzielne: Tak jak przywoływany przeze mnie przykład z lustrem. Jest materia przed lustrem, jest płaszczyzna symetrii, czyli styku, jest i za lustrem symetryczna substancja – symetryczne odzwierciedlenie materii. Bo to nie jest tak, że ta substancja jest w lustrze. Ona jest poza lustrem, w dokładnie takiej samej odległości od lustra, jak i materia, której jest antymaterią. Jeśli materia jest dalej od lustra, to i antymateria jest tak samo daleko poza lustrem. Jeśli materia jest bliżej lustra, to tak samo blisko, symetrycznie znajduje się poza lustrem antymateria, czyli substancja. Bo w lustrze nie ma ani substancji, ani materii: lustro jest stykiem zerowym, który łączy materię i substancję która znajdzie się w zasięgu tego styku, jest osią symetrii dla obu bytów: i substancji i materii.
W lustrze wyraźnie widać, że silna materia poddana symetrii wywołuje, tworzy, rodzi, mobilizuje taką samą, lecz przeciwnie skierowaną, pozorną, symetryczną do niej substancję, która jest jej antymaterią.
Z czego wynika idealny „podział na pół” między materią a antymaterią, idealna równowaga, czyli układ współrzędny między materią a substancją?
Jak już wspomniałem wynika on z tworzenia się pierworodnego bytu, czyli pierworodnej cząstki elementarnej, którą była cząstka substancji. Jak do tego doszło, to trudny i długi temat filozoficzny. Myślę, że zajmiemy się nim innym razem.
Powiem jeszcze tak: materia i antymateria, to byty przeciwstawne, przeciwnie do siebie skierowane.
Skoro przeciwnie nastawione, skierowane do siebie, to ze sobą walczą, zwalczają się.
Musi panować między nimi (proszę zwróć uwagę na zwrot „między nimi”) idealna równowaga.
Ta idealna równowaga „między nimi”, to zerowy styk. Teraz, zobacz: real i fikcja widoczna w lustrze także skierowana jest naprzeciw siebie, a między nimi styk zerowy, płaszczyzna symetrii, czyli lustro. W tym zerowym styku mieszczą się maksymalnie, najwyżej zorganizowane cząstki substancji, czyli zera. I to o te zorganizowane w zera, cząstki substancji, toczy się walka, a nie raz i wojna. Wojna między substancją minusową, a plusową materią; czyli, między materią, a jej antymaterią. Chodzi o to, że substancja nie chce przepuszczać swoich najwyżej usytuowanych cząsteczek – zer, przez swe „piekielne wrota” na stronę silnej, Boskiej materii, a silna, Boska materia nie chce przepuszczać przez swą niebiańską bramę swoich, ulegających erozji, dotąd silnych cząstek.
I tu przechodzimy do Twojego pytania o „kanał komunikacji” między substancją, a materią.
Tym kanałem jest poziom zerowy, czyli poziom styku, inaczej krzyż składający z czterech( liniowych, lub płaskich, lub przestrzennych) ramion, tworzących układ symetrii między substancją, a materią. Ten układ symetrii, posiada jedno wąskie gardło, które z jednej strony, od spodu krzyża, na jego rewersie, to „wrota diabelskie”, a na jego wierzchu, na awersie krzyża, to „brama niebieska”, którą zawiaduje Bóg ( w wierzeniach chrześcijańskich, św. Piotr).
To wąskie gardło, to miejsce, z którego rozchodzą się wszystkie osie symetrii w dół, w górę, wzdłuż i wszerz, czyli to ten punkt układu symetrii, o którym w szkole mówiło się „zerowy”. On jest zerowy. Zerowy, to nie znaczy zero, to nie równa się zero, czyli nic, pustka.
To jest miejsce gdzie stykają się dwa zera w układzie współrzędnym(nakładają się na siebie pod kątem 90 stopni) i w takim stanie przedostają się „do raju”, lub też, gdzie rozpadające się cząstki elementarne materii, tracące siłę spadają z powrotem z obrębu materii w przestrzeń substancji.
Czyli mówiąc wprost, styk, to miejsce gdzie dokonują się straty substancji na rzecz materii, oraz straty materii, na korzyść substancji.
Jak ta walka wygląda?
Otóż, jeśli materia pokazuje swą siłę, to substancja pokazuje natychmiast, taką samą, lecz przeciwnie kierowaną, minusową siłę. Poco to robi substancja?
Aby pokazać, że ma taką samą siłę jak materia lecz przeciwnie skierowaną do niej i nie pozwoli uszczuplać, opróżniać osi symetrii ze swoich cząstek, „nie pozwoli” podbierać swoich cząstek, zwłaszcza tych najwyżej usytuowanych, materii.
I odwrotnie. Jeśli materia pozbędzie się z obrębu lustra – styku swej jakiejkolwiek cząstki, to natychmiast znika taka część w obrębie lustra z substancji.
Czyli odpowiadając wprost, transmisja między substancją a materią odbywa się w styku zerowym, w miejscu rozchodzenia się osi układu współrzędnego, w miejscu, gdzie dwa uporządkowane zera tworzą jeden silny kwadrat, na przecięciu ramion krzyża.
Ta transmisja odbywa się w kierunku od substancji do materii.
Odbywać się może w odwrotnym kierunku tylko wtedy, gdy substancja pozbędzie się ostatecznie nawet tych swoich słabych sił. Wtedy następuje tzw. kolaps, i materia zaczyna zanikać , a wszystko zaczyna się kręcić w lewą stronę. Takie zjawisko, to niewyobrażalna katastrofa. Wtedy, antymateria zajmuje miejsce materii: wszystko, lodowacieje, czarnieje, zanika.
Dlaczego antymaterii i materii jest tyle samo?
Ano dlatego, że antymateria przeciwstawia się, niszczy materię. Stara się to robić skrupulatnie, czyli do końca, ostatecznie. I odwrotnie: materia niszczy antymaterię. Stara się to robić skrupulatnie i do końca.
Aby zniszczyć 100 % antymaterii, niezbędne jest 100% materii. I odwrotnie:
Aby zniszczyć 100% materii, niezbędne jest 100% antymaterii.
Co to znaczy? To znaczy, że aby zniszczyć 100% antymaterii nie trzeba mieć, nie warto mieć , nie można mieć „ani grama więcej” niż 100% materii.
Ilość materii, to Materia, niezbędna do zniszczenia stu procent antymaterii. Wszystko ponadto jest
zbędne, nieprzydatne, dlatego w wymiarze bezwzględnym nie istnieje „nadprodukcja” antymaterii, ani „nadprodukcja” materii.
Ile potrzeba, substancji, aby bezwzględnie przeciwstawić się materii? Dokładnie tyle samo potrzeba materii, co, i antymaterii.
Inflant pyta:
Czy poza świadomością że istnieje przestrzeń, czy jesteśmy w stanie:
1.Ją widzieć w jakikolwiek sposób(przekaz z przestrzeni do obszaru)?
Oczywiście, że ją widzimy i to co dzień i co noc. Widoczną, czystą postacią obszaru jest światło.
Będąc w świetle jesteśmy w jego obszarze. Czystą postacią jasnego, światłego obszaru jest Słońce.
Słońce z którego obszaru płyną do nas życiodajne ciepło, widno, jasność.
Natomiast czarną postacią substancji jest np. sadza, z której nie mamy żadnego pożytku,jest noc, jest zima itp..
Generalnie zasada obowiązuje taka, że minusowa substancja jest absurdalna, a plusowa materia jest Absolutna. Zatem, co jest absurdalne, co ma w sobie więcej absurdu, to ma w sobie więcej substancji niż materii, to jest bardziej substancjalne niż materialne.
I odwrotnie. Co jest Absolutne, Absolutnie pewne, dobre, idealne, dojrzałe, plusowe, to jest materialne.
Co jest materialne, jest matematyczne, fizyczne, filologiczne i filozoficzne, czyli realne.
Oczywiście, dla jasności obrazu nie informowałem Cię o jeszcze jednej sprawie:
To nie jest tak, że mamy, w rzeczywistości, taki podział między substancją i materią jak widać na narysowanym przez ciebie rysunku. To jest model. W rzeczywistości, masz wyobrażenie, jak mikra jest cząstka elementarna materii i ile jej wchodzi na milimetr kwadratowy.
Teraz dodaj do tego o wiele mniejsze (pisałem o tym wczoraj w nocy) cząstki elementarne substancji. Wyobrażasz sobie ile ich wchodzi na milimetr kwadratowy? A ile obu cząstek w świecie ludzkości? A ile w kosmosie i Wszechświecie razem?
To nie jest tak, że one są tylko uszeregowane razem: wszystka materia i razem wszystka substancja,
i że materia jest tylko wysoko, a substancja tylko nisko.
Tak jest w bytach bezwzględnych, maksymalnych w swoim rodzaju, czyli np. matematyka, arytmetyka, fizyka słaba(jako jedność), fizyka silna(jako całość), filologia realna i fikcyjna, itd. itp.
Normalne jest tak, że te cząsteczki i materialne i substancjalne są ze sobą w dużej części (jakiej to inna sprawa) wymieszane. Stąd żyjemy w porządku, gdzie przewagę ma jasna materia nad czarną substancją, lub, (i) w chaosie, gdzie przewagę ma czarna substancja nad białą materią.
Dlatego, istnieje czysta materia, w postaci gwiazd, np., naszego Słońca, istnieje też czysta materia w postaci dnia, porządek w postaci poranka, chaos w postaci wieczoru i czarna substancja w postaci nocy.
Czyli, reasumując: Materię i substancję w każdej postaci widzimy w każdą dobę, w każdym roku, co noc i co dzień. One obie są nie tylko w nas, ale my jesteśmy po części i substancją i materią.
Czego w nas więcej? To złożony problem, nie mniej, niż Wszechświat i kosmos razem. Bo człowiek, to dobry Czło – Wszechświat i zły, wiek, kosmos.
Im więcej w nas dobroci, świadomości, jawności, światłości, światła, tym bardziej jesteśmy Absolutną materią. I odwrotnie. Im więcej w nas ciemnoty, głupoty, miękkości, tym bardziej jesteśmy z substancji, jesteśmy absolutną substancją.
2. Czy jesteśmy w stanie jej użyć(substancji) ? ( przekaz z przestrzeni do obszaru)
Oczywiście, nie tylko jej (przestrzeni) używamy, ale nią w jakiejś części jesteśmy.
Im jesteśmy światlejsi, lepsi, mądrzejsi, silniejsi, tym więcej w nas materii a mniej substancji.
Transmitować, w sensie przenosić, przestrzeń do obszaru wprost nie możemy, bo dzieli je granica obojętności, styk zerowy. One są połączone, one się stykają, ale nie wchodzą jedna w drugą; mieszczą się ściśle jedna obok drugiej, tworząc coś na kształt pstrokatej, kolorowej kuli.
Możemy natomiast zwiększać lub zmniejszać zarówno obszar jak i przestrzeń.
Zawsze jedno, odbywa się kosztem drugiego.
I tak np. trenując nasz organizm, czyniąc go twardym i odpornym, bardziej długowiecznym czynimy go bardziej materialnym. Trenując, hartując się, zdobywamy więcej materii a pozbywamy się substancji.
I odwrotnie. Paląc papierosy, tyjąc, gnuśniejąc pozbywamy się twardej jasnej, dobrej materii, stajemy się coraz bardziej tkanką słabą, miękką czyli substancjalną.
Tak też jest z gwiazdami: Im jaśniejsze, tym bardziej materialne. Im ciemniejsze, tym bardziej substancjalne. Czystą substancją są „czarne dziury w kosmosie. Najczystszą materią we Wszechświecie jest, -światło. Dlatego, np. gwiazdy są wielkimi rezerwuarami materii. Ziemia, od wewnątrz jest bardziej materialna ( gorąca lawa) niż od zewnątrz. O zewnątrz Ziemia bardziej jest substancjalna, a w zasadzie jest w części chaosem, a w części porządkiem.
Mam nadzieje, że zaspokoiłem Twój głód jej wyobrażenia substancji i materii. Jak widzisz, są to sprawy tyleż wielkie, co i banalne.
Ale taka jest rzeczywistość. Ty obracasz się nieustannie pośród materii i substancji pośród przestrzeni i obszaru. Ty jesteś materią i substancją, przestrzenią i obszarem, w większym, lub mniejszym stopniu. Spójrz na siebie, a wszystkiego się dowiesz: kim jesteś i komu służysz: Wielkiemu Absolutowi, czy małemu, miałkiemu absurdowi.
Ty jesteś przestrzenią i obszarem zmiennym. Możesz sam, mając świadomość kształtować zarówno swoją przestrzeń, jak i swój obszar.
Nie. My nie chcemy w naszych umysłach postrzegać tego, wszystkiego przez dwubiegunowy pryzmat, gdyby on nie istniał. Jednak, my go postrzegamy, bo on istnieje na pewno i na prawdę.
Wystarczy popatrzeć, pomyśleć i zastanowić się. Aż dziwne jakie to proste. I że nikt tego dotychczas nie zauważył?
Pozdrawiam
[ Dodano: 1 Maj 2010, 00:04 ]
Logika materii Część IV c.d. Odpowiedzi w temacie „Logika materii” na niżej zacytowane wątpliwości. Inflanta w Naukowcy pl
Cytat:
„Na koniec krótka polemika z Twoją ilustracją rzeczy prawdziwej, ale nierzeczywistej:
Cytat z filemona:
I jeszcze jedno: to nie prawda, że „ co nie jest rzeczywiste, nie jest prawdziwe”.
Nierzeczywisty jest np. cień, a jest prawdziwy. Podobnie echo. Echo, to nie jest głos prawdziwy, który z siebie wydala człowiek. Głos skierowany jest w stronę, „od wydającego” i dlatego nie powinien do niego wrócić. Jednak wraca. Skoro wraca, to znaczy że jest przeciwnie skierowany, niż ten który został wydany. Skoro tak, to już nie jest ten sam głos. Przeciwnie skierowany, zatem odbity. Odbicie, polega na tym, że aby „odbić”, trzeba najpierw przyjąć. Przyjąć i wydalić, oddać.
Zatem wydany przez człowieka głos, został przyjęty przez „coś, kogoś” i i oddany w kierunku człowieka. To już nie jest jego rzeczywisty głos, lecz echo jego głosu. Echo, to głos nierzeczywisty,
bo głos ludzki, ale nie wydany przez człowieka. Echo, to głos prawdziwy, bo słyszalny".
Inflant napisał:
Co do pierwszego zdania to może bym się zgodził, muszę się jeszcze nad tym zastanowić, ale przykładów "nie kupuję". Cień jest dla mnie rzeczywisty i prawdziwy. Głos odbity w formie echa jest dla mnie rzeczywisty i prawdziwy. Nie rozumiem, jakie kryterium nierzeczywistości tutaj zastosowałeś. Jeśli głos człowieka odbity od ściany nie traktujesz, jako rzeczywisty to równie dobrze głos człowieka niesiony z punktu A do B w jakimś jednorodnym medium może być w punkcie B już nierzeczywisty. Głos słyszany z odległości 2 metrów od człowieka już nie będzie rzeczywisty. Można w ten sposób za rzeczywisty uznać tylko taki głos, który wydobywa się bezpośrednio z ust człowieka, a może nawet tylko bezpośrednio z jego gardła”.
Koniec cytatu.
Myślę, że w świetle tego, co napisałem dotąd, wyjaśniłem już w większości powyższe wątpliwości. Gdyby jednak nie, to:
Istnieją różne poziomy materii i różne poziomy substancji, co do tego nie ma chyba wątpliwości.
Istnieją poziomy materii, które łącznie nazywam oświatowym.
Te poziomy materii, od najwyższego, do najniższego, to:
Zmysłowość – filozoficzna
Oczywistość - filologiczna
Rzeczywistość - fizyczna
Realność – matematyczna
Poniżej realności matematycznej, cała przestrzeń, to Duchowość - teologiczna.
Do tej przestrzeni jako najbardziej złożony i największy teologiczny duch zalicza się zero.
Zero, to duch. To byt duchowy, minusowy, głębinowy. Zero, to taki byt, o którym wiemy że jest, ale dotknąć, zważyć zmierzyć go nie jesteśmy w stanie, nie możemy, nie potrafimy.
Dotychczasowa nauka, zerem jako duchem się nim nie zajmuje. Pozostaje on w sferze wiary.
Jednak zajmuje się nim(moim zdaniem) arytmetyka( liczby minusowe). Matematycy uznają wartość zerową i minusową, za byty matematyczne, realne, materialne, a to wielki błąd.
Poniżej zera mieszczą się coraz mniejsze, minusowe duchy( „liczby minusowe”, czyli według mnie cyfry), aż najniżej, znajdują się najmniejsze cyfry( największe liczby minusowe), które są cyframi elementarnymi arytmetycznymi, czyli( teologicznie) duchami elementarnymi.
W ten sposób, jak widzisz wykazałem, że arytmetyka i teologia, to wszystko jedno.
Wszystko jedno, które dzieli się na wszystko przestrzenne, substancjalne, duchowe, fikcyjne i Wszystko obszerne, materialne, realne, rzeczywiste, oczywiste, zmysłowe.
Wcześniej wykazałem, że arytmetyka, poprzez transmisję zerokwadratową (02) przekłada się na matematykę, która poprzez fizykę, chemię, mikrobiologię, biologię, filologię i filozofię przekłada się na maksymalną jedność, która jest Bogiem.
Ty, inflancie, popełniasz ten sam błąd uznając cień i echo za rzeczywiste, realne, fizyczne, zmysłowe.
Cień, jest jak zero: jest widoczny, lecz nie można go zatrzymać, zmierzyć, zważyć , porozmawiać z nim. On jest prawdziwy, to nie ulega wątpliwości, jak prawdziwe są cyfry(wg. matematyków – liczby ujemne).
On jest minusowy, duchowy, arytmetyczny, antyfizyczny, antyfilologiczny, antyfilozoficzny, lecz nie jest matematyczny(realny), fizyczny(materialny), filologiczny(posiadający oczy i myślący logicznie), filozoficzny( widzący zmysłami, posiadający wyobraźnię i świadomość).
Cień, to jest złożona cząsteczka „ czarnej materii” , czyli cząsteczka przestrzeni widziana na tle materii, w obszarze materii.
Podobnie jest z echem. Ono jest prawdziwe, to nie ulega kwestii. Jednak, echo, to nie jest głos wydany przez postać biologiczną, filologiczną, czy inną.
Głos może być wydany wyłącznie przez postać, byt materialny, nigdy przez ducha substancjalnego.
Duch substancjalny nie ma siły i energii, by głos wydać. Wydany realny, rzeczywisty głos, zgodnie z prawami fizyki musi się, jak zauważyłeś, oddalać się od postaci, który go wydała (od punktu A do punktu B) i zanikać, zużywać się zamieniać w inną postać energii. Tymczasem echo to energia która przychodzi do postaci głos wydający; Ona echo słyszy.
Jeśli głos wychodzący jest materialny, jest materią, to echo które dociera do wydającego głos jest antymaterią, czyli jest anty materialny – jest przeciwieństwem tego głosu; powiemy, że echo przedrzeźnia tego, kto głos wydaje.
Faktem jest, że z echem nie jest taka prosta sprawa, jak z cieniem, ponieważ bywa, że echo jest nie raz silniejsze niż głos który „naśladuje”, przedrzeźnia.
Można to zjawisko(echo to w części duchowe zjawisko) wyjaśnić tak:
materia i substancja bez przerwy na siebie napierają, są ze sobą „za pan brat”, obcują ze sobą nieustannie, lecz się nie przenikają.
Materia na substancję działa jak bandżo na człowieka: Człowiek skacze, lina nic, jest luźna.
W pewnym momencie lina się naciąga, coraz bardziej, aż w końcu naciąga się maksymalnie: osiąga punkt krytyczny(maksymalnego naciągu). W tym momencie skok został zakończony, energia skoku zamortyzowana, pochłonięta przez linę, skoczek przestał oddziaływać swym skokiem na linę.
Podobnie jest z cząsteczkami głosu: wydane przez postać one idą w dal, jak skoczek w dół.
One dotąd idą w dal, aż zostaną pochłonięte przez substancję całkowicie. Wtedy głos osiąga punkt krytyczny, jego ekspansja się kończy.
Co się dalej dzieje ze skoczkiem? On przez sprężystą linę ciągnięty jest w górę, w stronę przeciwną niż skakał.
On wraca do punktu z którego skoczył w dół, czyli dokonuje czegoś, co jest sprzeczne z jego skokiem! Czy to skoczek spowodował, że porusza się w tym momencie w kierunku przeciwnym niż dokonał skoku? Nie. To spowodowała lina.
Proszę sobie teraz wyobrazić, że ten skoczek, to jest jedno słowo wydane przez jakąś postać( słowo i postać są materialne, czyli plusowe).
Zamiast liny proszę sobie wyobrazić idealnie sprężystą miękką elastyczną gąbkę która jest dnem wąwozu do którego wysyłane jest owo słowo (skoczek). Ta cudowna „gąbka”, to nie materia, to antymateria materii, czyli substancja – substancja duchowa.
To słowo wpada w tę gąbkę, naciąga ją swym ciężarem i energią, przekształca, zniekształca, osiąga punkt krytyczny i przestaje być tym słowem( skoczkiem) – skończyła się realna, rzeczywista akcja;
skończył się głos.
Teraz zaczyna się reakcja. Inicjatywę przejmuje substancja, która w swoim „pęcherzu” posiada energię, która była materialnym, realnym głosem.
Ponieważ słowo „skończyło swój bieg”, zanikło w duchowej, elastycznej substancji( która jest minusowa), nie naciska na substancję, która zazwyczaj jest bez energii, jest słaba, to substancja, która skumulowała energię słowa( skoczka) oddziaływuje w drugą stronę, w stronę przeciwną niż działało słowo.
To typowy związek fizyczny znany jako akcja i reakcja, tylko opisywany przeze mnie w relacjach substancja – materia, a nie w relacjach materia – materia.
W tej sytuacji, w idealnych warunkach, energia tego słowa, lecz w zmienionej i zmniejszonej postaci wróci do postaci, która ten dźwięk wydała.
Ta energia, to już nie słowo, nie głos tej postaci; ten lecący w górę na bandżo człowiek to już nie skoczek. To raczej lotnik( nie pilot), który bezwolnie poddaje się akcji liny, która (akcja) jest reakcją
na akcję skoczka(na skok skoczka).
Podobnie z głosem: odbita od duchowej „gąbki” energia słowa, to już nie to słowo i tym samym, nie ten głos: To echo wydane przez ducha – substancję dzięki realnej energii pozyskanej od głosu wydanego w formie słowa.
Z tym, że echo, zawsze powinno być słabsze od realnego głosu, wszak traci energię na „ wypchnięcie” elastycznej, duchowej, substancjalnej „gąbki”, a nie jest. Dlaczego?
Dlatego, że ta duchowa, substancjalna gąbka nie jest jednorodna.
Ona, jej cząsteczki elementarne, przemieszane są idealnie z cząsteczkami elementarnymi materii.
Cząsteczki elementarne materii, w tej mieszance, są plusowe i nie wchłaniają w ogóle materii – głosu – słowa, które także jest plusowe. Nie wchłania materia materii, bo plus z plusem się odpychają. To odpychanie powoduje, że część energii głosu nie jest pochłaniana przez substancję, lecz od razu odbita od materii, która na drodze głosu się trafia. Stąd, echo słychać jako powtarzający się, podwójny dźwięk, o częstotliwości (frazie) przesuniętej jeden wobec drugiego, i silniejszy niż głos z energii którego ów dźwięk - echo został utworzony.
Ta zwiększona głośność echa, to wynik nakładania się energii odbitej od razu, od plusowej materii
i „wystrzelenie” energii skumulowanej w minusowej substancji.
Mając powyższe na uwadze uznałem, że echo jest prawdziwe, jak prawdziwa jest substancja i materia, lecz nie jest głosem realnym, materialnym, rzeczywistym: jest dźwiękiem irracjonalnym,
odbitym, wykształconym, uwolnionym wydanym, przez ducha (przynajmniej w tej części pochłoniętej przez substancję i z niej wydalony.
W części odbitej( materia od materii), (+) od (+), echo także jest dźwiękiem prawdziwym, ale, głos odbity, to nie głos rzeczywisty, podobnie, jak odbicie w lustrze, np. obrazu nie czyni tego obrazu rzeczywistym.
Tylko głos jest rzeczywisty ( także w wyborach), a głos odbity, to już tylko dźwięk.
Dlatego, nie jest istotne, czy głos się niesie 2m, czy 10 km. Ważne, aby się niósł bez pochłaniania i odbijania. Pochłonięty i(lub) odbity, to już nie słowo, to już nie głos( także w wyborach), to tylko zwykły, niezrozumiały, niesłyszalny, nierealny, lecz duchowy – dźwięk.
[ Dodano: 19 Wrzesień 2010, 21:54 ]
Przepraszam, że tak długo się nie odzywałem na forum, ale byłem zablokowany przez administrację w wyniku błędu jaki nieumyślnie popełniłem.
Ze mną jest niestety tak, że pojmując i rozumiejąc rzeczy wielkie(jak wszechświat, materia, przestrzeń), okazuję się wielką indolencją jeśli idzie o zwykłe sprawy życiowe, w tym techniczne, nawet tak banalne jak obsługa programów komputerowych. To się nazywa, zdaje się, że „ktoś jest zapatrzony”, lub też , „roztrzepany”. Tak to już jest, że Bóg nie daje wszystkiego jednakowo i po równo.
Widzę, że zaczynasz pojmować coraz więcej i lepiej z tego, o czym piszę.
Są to proste, dlatego trudne sprawy i w tym momencie niepojęte dla największych umysłów naukowych tego świata, z wyjątkiem nas obu.
Wiedz, że w najbliższym czasie(miesiące, może kilka lat), zależy od tego, jak szybko pojmować zaczną to,
o czym rozmawiamy, inni ludzie, w tym autorytety naukowe, czeka ludzkość wielka rewolucja naukowa. Polegać będzie ona na przewartościowaniu wiedzy wielu dziedzin naukowych od geometrii począwszy, poprzez matematykę, fizykę, filologię(rozumianą jako naukę o ludzkości) filozofię, na teologii kończąc.
Zadajesz „trzeźwiące pytanie”:
„Czy to my, w naszym umyśle nie chcemy czasem, na siłę, postrzegać wszystkiego przez taki dwubiegunowy pryzmat?”
Oczywiście, że nie jest to nasz wymysł. To jest tylko ponowne, nowe odkrycie rzeczywistości i oczywistości takiej, jaką ona jest od zawsze. Ludzkość tę rzeczywistość zna od dawna, tylko nie zna jej wartości i znaczenia. Ja tę nową rzeczywistość i wartość dwubiegunowego podziału Wszystkiego odkryłem na nowo i z uporem maniaka dzielę się tym odkryciem z ludźmi na tym forum. Niestety, często jestem ignorowany, bywa, że wyśmiewany. Moje posty się przenosi do innych dziedzin, blokuje lub usuwa. Na razie, jedyną osobą na tym forum, do której to nowe zaczyna świtać, jesteś Ty inflancie.
A przecież, od dawna wiemy, że istnieje Wszystko. Nie jest ono jedno, lecz pierwszy jego podział jest na dwa:
1.Wszystko dobre
2.Wszystko złe
Ten podział na dwa, Wszystkiego, do którego zalicza się oświata i nauka znajduje swoje odzwierciedlenie wszędzie, w każdej dziedzinie naukowej: geometrii (figury i ich odzwierciedlenia), matematyce(minusowej
i plusowej), fizyce ( silnej i słabej, lub też materialnej i anty materialnej), filologii ( rzeczywistej, oczywistej , żywej jak człowiek i pozornej, wydumanej, fikcyjnej jak postać literacka), filozofii (byt i anty byt), teologii ( Bóg dobry i szatan zły).
Dlatego, to „nie my chcemy, na siłę, postrzegać Wszystkiego przez taki dwubiegunowy pryzmat.
My, Wszystko, przez taki dwubiegunowy pryzmat postrzegamy, ponieważ ono faktycznie takie jest.
Jest i rozciąga się między minimalnym absurdem a maksymalnym Absolutem. Poza minimalnym absurdem i maksymalnym Absolutem, istnieje już tylko niebo, czyli niebyt. Dlaczego? Bo nie bo, to nie byt.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Wersja do druku
Dodaj temat do Ulubionych
|
Powered by
phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
|