• Artykuły
  • Forum
  • Ciekawostki
  • Encyklopedia
  • Prof. Zahorska-Markiewicz: ponad 50 proc. Polaków ma nadwagę

    21.03.2009. 23:57
    opublikowane przez: Maksymilian Gajda

    Ponad 50 proc. Polaków ma nadwagę, w tym 20 proc. jest otyłych. Dlaczego mężczyźni bardziej tyją, ale łatwiej im schudnąć, ile trzeba ćwiczyć i co ma zrobić rodzic, żeby wychować szczupłe dziecko - o tym w rozmowie z PAP mówi prezes Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością prof. Barbara Zahorska-Markiewicz.

    PAP: Ponoć ponad 50 proc. Polaków ma nadwagę? Czy stajemy się narodem grubasów?

    Prof. B. Zahorska-Markiewicz: Tak, ponad 50 proc. Polaków ma nadwagę, w tym 20 proc. jest otyłych. Nadwaga to wskaźnik masy ciała w granicach 25-30, otyłość powyżej 30. Oblicza się go, dzieląc masę ciała w kilogramach przez wzrost w metrach, podniesiony do kwadratu. W Europie nadwagę ma średnio 15-30 proc. społeczeństwa, a więc Polska plasuje się w tej gorszej części Europy.

    Epidemia otyłości narasta. Szczególnie niepokoi szybkie pogarszanie się sytuacji mężczyzn i dzieci. O ile w przypadku kobiet odsetek otyłych od lat jest zbliżony, a nawet nieco spada, to w przypadku mężczyzn wzrósł w ciągu ostatnich 20 lat dramatycznie. Według Wieloośrodkowego Ogólnopolskiego Badania Stanu Zdrowia Ludności nadwagę ma 61 proc. mężczyzn i 48 proc. kobiet.

    PAP: Czemu mężczyźni tak bardzo tyją?

    Prof. Zahorska-Markiewicz: Na pewno sprzyja temu styl życia - jeżdżenie wszędzie samochodem, bary typu fast food. Kobiety wcześniej orientują się w sytuacji i szybciej mobilizują do podjęcia działań. Ich główną motywacją jest wygląd, nawet jeśli cierpią już na choroby związane z otyłością. Przeszkadza im jednak własny widok, mają bardzo zaniżoną samoocenę.

    Mężczyznom specjalnie otyłość nie przeszkadza, nie jest to tak źle widziane przez społeczeństwo, poza tym w garniturze mniej ją widać. Większość panów mobilizuje się dopiero wtedy, gdy lekarz im zwróci uwagę, że jest zagrożenie nadciśnieniem, dolegliwościami sercowymi, cukrzycą. Jeśli poważnie się biorą do odchudzania, mają znacznie lepsze wyniki, niż kobiety. Może mają więcej silnej woli, poza tym mniej pracują w kuchni, więc mogą się od jedzenia łatwiej odciąć. Mężczyźni mają też większą przemianę materii, a więc podczas terapii odchudzającej mogą sobie pozwolić na więcej jedzenia, niż kobiety. W sumie mają lepsze warunki do zrzucania wagi, ale spisują się w tej chwili gorzej.

    PAP: Żeby schudnąć, trzeba mniej jeść, a więcej się ruszać. Jak wygląda nasza aktywność fizyczna?

    Prof. Zahorska-Markiewicz: Spośród tysięcy moich pacjentów nie było ani jednego, który nie znałby tej zasady, gorzej jest z jej realizacją. Ze sportem jest jeszcze gorzej niż z jedzeniem. Aktywność rekreacyjną podejmuje ok. 6 proc. Polaków, wszyscy nasi sąsiedzi - Czesi, Niemcy - są od nas lepsi. Nie tylko nie ćwiczymy sami, ale i zniechęcamy innych. Swoim pacjentom bardzo zalecam nordic walking, czyli chodzenie z kijami. To świetny sport na odchudzanie, bo u osób otyłych bardzo obciążone są nogi i kręgosłup, a jak się weźmie kije w ręce, to następuje ich odciążenie. Zaangażowanie mięśni górnej części klatki piersiowej powoduje, że jest większy wydatek energetyczny, większa masa mięśniowa pracuje, idzie się sprawniej, szybciej. Czasem uczestniczę w tych wędrówkach i nieraz słyszałam od przechodniów żarty: "Gdzieście narty zgubili?". Jeśli idzie grupa, to nie przejmie się takim złośliwym stwierdzeniem, a jeśli tylko jedna, tęga osoba, może się zawstydzić, zniechęcić.

    PAP: A ile czasu powinniśmy poświęcać na sport?

    Prof. Zahorska-Markiewicz: Profilaktycznie minimum 30 minut dziennie na chodzenie, marsz. Dla odchudzania co najmniej drugie 30 minut, optymalnie 60-90 minut dziennie. Oczywiście podejmujemy różne rodzaje aktywności - to może być pływanie, taniec, aerobik. Wysiłek fizyczny powinien być regularny! Nie wystarczy w sobotę ćwiczyć od rana do wieczora, a potem cały tydzień spędzić w samochodzie i przed telewizorem. Technicyzacja życia jeszcze ogranicza naszą aktywność. Szwedzki badacz udowodnił, że sam tylko wynalazek pilota do telewizora zapewnił nam kilogram przybytku tkanki tłuszczowej rocznie, bo już nie musimy wstawać, żeby zmienić program czy przyciszyć odbiornik.

    PAP: Jaka jest skuteczność terapii odchudzających?

    Prof. Zahorska-Markiewicz: Nie jest łatwo utrzymać wagę, z wiekiem w naturalny sposób ważymy coraz więcej, a i genetyka ma znaczenie. Proszę pamiętać, że natura tak przygotowała człowieka, żeby na czarną godzinę, kiedy był okres głodu, miał zapasy tłuszczu. Kiedy głód rzeczywiście przychodził, to ci, którzy je mieli, przeżywali. My jesteśmy ich potomkami, jesteśmy więc obciążeni genetycznie predyspozycją do odkładania tłuszczu na czarną godzinę.

    Fińskie badania skuteczności terapii odchudzających wykazały, że po roku ubytek wagi o ponad 5 proc. w stosunku do wyjściowej utrzymywało 43 proc. badanych, po trzech latach - 13 proc. Moje badania w poradni leczenia chorób metabolicznych pokazały, że po 5 latach ubytek wagi utrzymywało 30 proc. pacjentów, po 10 latach - 10 proc. Te wyniki odległe są bardzo dobre, ale robione w grupie osób, będących pod opieką poradni, która kompleksowo leczy, oferując nie tylko poradę lekarską, ale też pomoc dietetyka i psychologa.

    PAP: Czy warto w takim razie w każdym przypadku korzystać z takiej fachowej pomocy? Nie wystarczy własna silna wola i mobilizacja, zwłaszcza, jeśli nadwaga nie jest duża?

    Prof.Zahorska-Markiewicz: Kontakt z lekarzem, psychoterapeutą, dietetykiem jest wskazany i potrzebny. Zmiana stylu życia wymaga, żeby ktoś nam powiedział, jak to zrobić, jak wyeliminować błędy. Na początku ważna jest też kontrola. Motywacja jest, ale czasem krótkotrwała i żeby ją zwiększyć, trzeba zorganizować kontrolę i podpowiedzieć pacjentowi, co, kiedy i jak ma zrobić.

    Niestety, Narodowy Fundusz Zdrowia w poradniach leczenia chorób metabolicznych nie finansuje porad dietetyka i psychologa. Lekarz rodzinny nie zawsze poradzi sobie z problemem odchudzania, ma tyle innej pracy, nie zawsze jest fachowo przygotowany. A przecież zmniejszenie otyłości to nie tylko korzyść dla pacjenta, ale również wymierne społeczne korzyści ekonomiczne. Poprawa wydolności to poprawa efektywności pracy, zmniejsza się absencja chorobowa i koszty farmakoterapii.

    PAP: Odchudzanie pod okiem specjalisty pomaga też uniknąć tzw. efektu jojo?

    Prof. Zahorska-Markiewicz: Tak. Ten problem bierze się stąd, że po zakończeniu kuracji odchudzającej i osiągnięciu zamierzonej wagi uznajemy, że sprawa jest załatwiona i wracamy do tych samych błędów. A po odchudzaniu skłonność do tycia się zwiększa. Organizm człowieka przystosowuje się do pewnych sytuacji i jak się mniej je, to zmniejsza swoje zapotrzebowanie energetyczne, potrzebuje coraz mniej na podstawową przemianę materii. Dlatego na początku chudnie się szybko, potem wolniej, a w pewnym momencie wcale, bo ustala się pewna równowaga na niższym poziomie. Jeśli na tym niższym poziomie przemiany materii ktoś wróci do jedzenia tego, co przedtem, to nawet jeśli będzie jadł tyle samo, co przed odchudzaniem, przytyje znacznie szybciej i więcej, nawet ponad wagę wyjściową!

    Odchudzanie oznacza więc dożywocie. Nie ma powrotu do niekontrolowanego jedzenia. W kuracji są większe restrykcje, potem można sobie lekko poszerzać zakres swobody, ale pod kontrolą wagi i nigdy na żywioł, ile się chce.

    PAP: A co pani profesor myśli o dietach cud i preparatach zapewniających sytość?

    Prof. Zahorska-Markiewicz: Nie ma diety cud. Ludzie się szarpią i szamoczą, tu dieta kapuściana, tu efekt jojo. A każde kolejne chudnięcie jest trudniejsze i psują sobie sytuację, zamiast zacząć kurację świadomie i potem pilnować się.

    To, że jakiś preparat jest w aptece oznacza, że jest sprawdzony pod względem bezpieczeństwa, ale nie dowiedziono dotąd ich skuteczności. Jeden kupi, bo wierzy, a wiara czyni cuda. Będzie ćwiczył, a jednocześnie będzie myślał, że to ta tabletka mu pomogła. Poza tym środki zapewniające sytość nie służą wszystkim. Jeden jest zadowolony, że ma żołądek zapełniony, drugi w głowie nadal jest głodny, a w żołądku wzdęty. Jeśli komuś bardzo zależy na wsparciu lekami, to są leki na receptę. Pomocne są dwa - sibutramina, która daje uczucie sytości i zwiększa metabolizm, czyli ułatwia uruchomienie zapasów tkanki tłuszczowej, oraz orlistat, który utrudnia trawienie, dzięki czemu część niestrawionego jedzenia zostaje wydalona z wypróżnieniem. Oba są na receptę, są sprawdzone w wielu krajach, stosowane przez wiele lat. Potwierdzono, że ułatwiają kurację odchudzającą. Nie zastąpią jednak diety i aktywności. Można je stosować, ale pacjent musi być świadomy, że w trakcie tej farmakoterapii musi zmodyfikować swoje nawyki i potem chudnąć już bez nich.

    PAP: A jak wygląda problem otyłości u dzieci?

    Prof. Zahorska-Markiewicz: Są prognozy, które mówią, że odsetek dzieci z nadwagą przekroczy wkrótce 10 proc. Co dzieci lubią? Chipsy, frytki, colę, fast food, słodycze. Rodzice, dziadkowie i wszyscy dookoła je uczą, że na każdą okazję - i jak są grzeczne, i za dobre stopnie w szkole, i na urodziny - dostają słodycze. Słodycze zaczynają się wtedy kojarzyć z sukcesem życiowym i nagrodą. Potem w dorosłym życiu ten problem pozostaje. Jeśli dziecko nie ma świadomości, że chce być szczuplejsze, ciężko je odchudzić. Dzieci nie mogą stosować farmakoterapii. Bardzo duże znaczenie w tym przypadku ma aktywność fizyczna, bardzo wiele można w ten sposób poprawić.

    PAP: Jakie więc powinno być modelowe podejście rodziców, żeby nie wychować grubaska?

    Prof. Zahorska-Markiewicz: Podstawowa zasada to różnorodność produktów spożywczych, żeby dziecko nie jadło wciąż tego samego. Jeśli nie rozszerza się stopniowo jego jadłospisu, to wyrasta taki dziwny dorosły, który wielu rzeczy nie jada. Trzeba więc wyrabiać zainteresowanie rozmaitością. Trzeba ograniczać słodycze i nie traktować ich jako nagrody. Nauczyć pić wodę mineralną, a nie tylko colę i oranżady. Nauczyć jeść warzywa, choć wiele dzieci początkowo ich nie lubi, ale z czasem do nich dojrzewa. A więc próbować, ale nic na siłę, nie zmuszać. Wszystko, co z umiarem, jest dla ludzi i dla dzieci.

    PAP: Dziękuję za rozmowę.

    Rozmawiała: Anna Gumułka

    PAP - Nauka w Polsce

    agt/bsz

    Czy wiesz ĹĽe...? (beta)
    Otyłość (łac. obesitas) – patologiczne nagromadzenie tkanki tłuszczowej w organizmie, przekraczające jego fizjologiczne potrzeby i możliwości adaptacyjne, mogące prowadzić do niekorzystnych skutków dla zdrowia. Za otyłość uważa się stan, w którym tkanka tłuszczowa stanowi więcej niż 20% całkowitej masy ciała u mężczyzn oraz 25% u kobiet. Otyłości towarzyszy nadwaga, czyli nadmierna masa ciała powyżej masy optymalnej. Odchudzanie jest procesem, który polega na zmniejszaniu masy, do prawidłowej masy ciała, zapewniającej optymalny stan zdrowia. Proces ten, w ujęciu biologicznym, zmierza do poprawy trawienia, spalaniu tkanki tłuszczowej i tworzeniu mięśniowej, zmniejszenia zapotrzebowania na pokarmy, a w efekcie ogólnej zmianie odżywiania. W ujęciu psychologicznym wywołuje zadowolenie, podwyższenie własnej samooceny, poczucie atrakcyjności oraz wzrost wiary we własne możliwości; może przeciwdziałać stanom nadwagi i otyłości. Otyłość brzuszna – zwana inaczej "otyłością centralną", "otyłością typu jabłko", "otyłością trzewną", "otyłością wisceralną", "otyłością androidalną". Jest częściej spotykana u mężczyzn niż u kobiet. Jej powikłaniami mogą być:

    Metformina (INN) – lek z grupy biguanidów zaliczany do doustnych leków przeciwcukrzycowych. Jest stosowany w cukrzycy typu 2, szczególnie jeśli towarzyszy jej nadwaga lub otyłość.
    Metformina jest stosowana w lecznictwie od 1957 roku. Endokrynologia, Otyłość i Zaburzenia Przemiany Materii – oficjalny kwartalnik Polskiego Towarzystwa Badań nad Otyłością wydawany przez Wydawnictwo Via Medica. Redaktorem naczelnym jest prof. Marek Bolanowski. Zastępcami redaktora naczelnego jest prof. Ewa Małecka-Tendera.

    Lorkaseryna – organiczny związek chemiczny, potencjalny nowy lek zmniejszający łaknienie, który przeznaczony byłby do podawania doustnego w postaci tabletek (10 mg raz lub dwa razy na dobę), przy jednoczesnym wprowadzeniu zmian w nawykach żywieniowych i trybie życia. Działa centralnie. Jest wybiórczym agonistą receptora serotoninowego 2C (5HT2C) w podwzgórzu. Wskazaniem do jego stosowania jest otyłość (wskaźnik BMI ≥ 30) lub nadwaga (wskaźnik BMI ≥ 27) przy jednoczesnym współistnieniu przynajmniej jednego czynnika zwiększającego śmiertelność i związanego z otyłością, np. cukrzyca typu 2. Obecnie lek znajduje się w fazie przedrejestracyjnej na terenie krajów UE i Wielkiej Brytanii. Został pozytywnie oceniony w USA przez komisję doradczą FDA – uznano na podstawie załączonych wyników badań doświadczalnych, że potencjalne korzyści przewyższają potencjalne działania niepożądane podczas długotrwałego stosowania w grupie osób z otyłością lub nadwagą. Ten związek chemiczny pretendujący do uznania za lek został opracowany przez firmę farmaceutyczną Arena Pharmaceuticals. Zastrzeżona nazwa handlowa (jeszcze niepotwierdzona) to Lorqess. Lorkaseryna byłaby medykamentem do leczenia otyłości przeznaczonym dla osób dorosłych. Dieta odchudzająca, własc. dieta redukująca – zestaw zaleceń dietetycznych, zazwyczaj w postaci jadłospisów, których celem jest zmniejszenie ilości tkanki tłuszczowej, np. w leczeniu otyłości lub dla poprawy wyglądu.

    Gay bear – subkultura homoseksualna oparta na pociągu emocjonalnym, psychicznym i seksualnym do mężczyzn o określonym typie budowy ciała – powinien być wysoki, owłosiony, zarówno na twarzy, jak i na ciele, przy kości lub paker. Subkultura posiada własną identyfikację kulturową, kod, wydarzenia, publikacje. W Polsce z reguły utożsamia się ją z inną, pokrewną subkulturą – gay chub, której istotą jest pociąg w kierunku osób z nadwagą i otyłych. Forum Zaburzeń Metabolicznych – to oficjalny kwartalnik Polskiego Stowarzyszenia Praktycznej Terapii Otyłości wydawany przez Wydawnictwo Via Medica. Redaktorem naczelnym jest prof. Danuta Pupek-Musialik. Zastępcą redaktora naczelnego jest dr Paweł Bogdański.

    Nadwaga – nagromadzenie tkanki tłuszczowej w organizmie przekraczające optymalne ilości zdrowotne. Nadwaga staje się typową cechą w populacjach, gdzie nie ma problemów z brakiem żywności i dominuje styl życia pozbawiony aktywności fizycznej.

    Sama idea bardzo mi się podoba, jednak niepokoi mnie jedno: "Artykuł wymaga jeszcze trochę pracy, ale nie jest to konieczne dla pozytywnego odbioru artykuł. Jeśli artykuł nie został jeszcze zwikizowany, teraz jest ku temu odpowiednia chwila." - artykuł mający status DA musi być zwikizowany, nie wyobrażam sobie, żeby to miano zostało przyznane artykułowi, który nie spełnia tego kryterium. W związku z tym, może warto usunąć ten fragment opisu? Galileo01 Dyskusja 23:19, 20 wrz 2008 (CEST)

    Sibutramina – organiczny związek chemiczny stosowany jako lek anorektyczny (hamujący łaknienie) w leczeniu otyłości (obesitas). Mechanizm działania polega na hamowaniu wychwytu zwrotnego noradrenaliny, serotoniny i dopaminy. Nasila poposiłkowe uczucie sytości oraz zwiększa wydatek energetyczny, prawdopodobnie zwiększając termogenezę, co łącznie prowadzi do zmniejszenia masy ciała nawet do 25 kg/ m-c. Ślepota barw – zwana też zaburzeniem rozpoznawania barw (często ogólnie i mylnie nazywana daltonizmem), u ludzi jest niezdolnością do spostrzegania różnic pomiędzy niektórymi lub wszystkimi barwami, które normalnie są dostrzegane przez inne osoby. Ślepota barw jest zazwyczaj wadą wrodzoną, uwarunkowaną genetycznie, dziedziczoną recesywnie w sprzężeniu z chromosomem X. Z tego też powodu znacznie częściej dotyczy mężczyzn (ok. 1,5%) niż kobiet (ok. 0,5%). Ponieważ mężczyźni nie przekazują swojego chromosomu X swoim męskim potomkom, zatem mężczyzna ze ślepotą barw nie przekaże jej swojemu synowi. Kobieta, mając dwa chromosomy X może być nosicielką genu ślepoty barw nawet o tym nie wiedząc. Jeżeli po stronie rodziny matki jest mężczyzna, który ma ślepotę barw, to jest duża szansa, że jej dziecko odziedziczy jego gen. Przyczyni się to do ślepoty barw zazwyczaj w przypadku, gdy dziecko będzie płci męskiej. W bardzo rzadkich przypadkach matka sama będzie miała tę wadę. Oznaczać to będzie, że posiada dwa „ślepe na barwy” chromosomy X. Fakt, że gen ślepoty barw jest w chromosomie X, jest przyczyną, że prawdopodobieństwo wystąpienia tej choroby u mężczyzn jest od 10 do 20 razy większe niż u kobiet.

    Wikipedystka:IsadoraDeWitch/brudnopis4 Backgammon/Chouette: Chouette (z fr. Sowa), to odmiana backgammona dla więcej niż dwóch graczy. Istnieje wiele zasad gry w tę właśnie odmianę, dlatego osoby, które chcą się przyłączyć do gry, powinny najpierw zapoznać się z obowiązującymi przy danym stole wymaganiami. W tym artykule przedstawione zostaną podstawowe zasady gry w Sowę, gry w wielu aspektach bezwględnej, dla niektórych pewnie nie zawsze do końca uczciwej, ale na pewno atrakcyjnej i zupełnie innej niż gra w dwójkę. Przed rozpoczęciem gry, każdy z graczy rzuca jedną kostką i ten, który wyrzuci najwięcej oczek zostaje tzw. Boxem i będzie grać przeciwko drużynie. Gracz, który wyrzucił najwięcej oczek spośród pozostałych osób, zostaje Kapitanem drużyny. Zadaniem kapitana jest rzucanie kości i wykonywanie ruchu drużyny. Hierarchia drużyny jest ustalana również według ilości wyrzuconych oczek. W przypadku remisu, powtarza się rzut. Tak więc po losowaniu mamy następującą sytuację: po jednej stronie planszy jest Box, a po drugiej Kapitan, Gracz 1, Gracz 2, Gracz 3 itd. Jeżeli w grze bierze udział więcej niż osiem osób. Box może wybrać sobie partnera do gry. Partnerstwo takie oferuje się najpierw Kapitanowi, a potem kolejnym graczom. Jeśli nikt nie przyjmie oferty, partnera można wylosować spośród graczy, omijając przy tym kapitana. W Sowie obowiązują standardowe reguły gry z uwzględnieniem zasady Jacoby’ego, która mówi, że nie można wygrać gammonem lub backgammonem dopóki kostka dublująca nie znajdzie się w grze. Trzeba tu zauważyć, że Sowa jest zazwyczaj grana na pieniądze, zasada Jacoby’ego pozwala przyspieszyć grę, jak również eliminuje ryzyko wysokich przegranych w momencie, gdy jeden z przeciwników już na początku gry uzyskał sporą przewagę. W tym momencie (mając świadomość, że gammonem może wygrać tylko jeśli zdubluje) gracz z przewagą używa kostki dublującej, co jego przeciwnik może i powinien odrzucić, oddając graczowi z przewagą tylko jeden punkt. Wróćmy jednak do naszych graczy. Załóżmy, że przeciwko Boxowi gra Kapitan i pięciu graczy. Co się dzieje po zakończeniu gry. Jeśli Box wygra, zostaje na swoim miejscu, a Kapitan wędruje na koniec kolejki i staje się graczem numer pięć. Z kolei gracz numer jeden staje się Kapitanem. Natomiast jeśli Box przegra, wędruje on na koniec kolejki i staje się graczem numer pięć, a Kapitan staje się Boxem. Jeśli gra toczy się na pieniądze, przegrany Box wypłaca uzgodnioną wcześniej stawkę każdemu graczowi z drużyny przeciwnej. Jeśli Box wygra, każdy z przeciwników płaci jemu. Gracze mogą przyłączać i odłączać się od gry w dowolnym momencie. Gracz przyłączający się do gry zawsze siada na końcu kolejki. W zależności od ustaleń przed rozpoczęciem gry drużyna może lub nie może konsultować ruchy wykonywane przez Kapitana. Często gracze decydują się na kompromis w postaci konsultacji tylko po użyciu kostki dublującej. Kolejna dowolność ustaleń dotyczy ilości kostek dublujących w grze. Może to być jedna kostka. Wtedy drużyna ma prawo rozważać indywidualnie tylko duble zaoferowane przez Boxa. Natomiast oferty podwojenia ze strony drużyny leżą w wyłącznej gestii Kapitana. Jeśli Box podwaja, każdy z graczy może indywidualnie zdecydować, czy przyjmie czy odrzuci dubla. Ci, którzy odrzucą, wypłacają Boxowi należną stawkę i nie biorą udziału w dalszej części gry. Jeśli Kapitan odrzuci dubla, a wśród graczy znajdą się tacy, którzy przyjmą podwojenie, Kapitan zostanie przeniesiony na koniec kolejki i utraci stanowisko kapitańskie na rzecz jednego z pozostających w grze graczy. W przypadku, gdy tylko jeden z graczy chce przyjąć podwojenie Boxa, a w grze jest minimum pięciu graczy przeciwko Boxowi, to większość graczy wymusza decyzję i pojedynczy głos, chcący przyjąć dubla się nie liczy a drużyna rezygnuje. Inna popularna zasada mówi, że pojedyczny gracz, który chce przyjąć dubla Boxa, musi też przyjąć dodatkową kostkę dublującą o wartości 2 od dowolnego gracza drużyny, który chce mu zapłacić stawkę za jeden punkt. Gracz przyjmujący staje się teraz właścicielem dwóch kostek dublujących, których może użyć indywidualnie do kontrowania i jeśli wygra, zdobędzie stawkę za obydwie kości, a jeśli przegra, będzie musiał zapłacić podwójnie. W Sowę można też grać z większą ilością kostek dublujących. Każdy gracz z drużyny posiada wtedy własną kostk. Box może zaproponować dubla każdemu z graczy osobno i każdy z graczy może indywidualnie podjąć decyzję, kiedy zaproponować podwojenie Boxowi. Przy większej ilości kostek dublujących możliwe są sytuacje, gdzie Box wygrywa przeciw niektórym graczom, a przegrywa z innymi. Pojawia się pytanie, kiedy Box traci swoją pozycję? Naturalnie tylko wtedy, gdy przegra z Kapitanem. Każdy klub lub stowarzyszenie opracowuje swoje własne szczegółowe zasady gry w Sowę. Przy planowaniu rozgrywek Sowy, można m.in. skorzystać z zasad opracowanych przez Stowarzyszenie Backagammona z Atlanty (Atlanta Backgammon Association).

    Dodano: 21.03.2009. 23:57  


    Najnowsze