Polski Serwis Naukowy - OnLine od 1999 roku
RSS
Czwartek, 31 maja 2012
Petronia, Bożysława, Ernestyna, Teodor
 1891: budowa Kolei Transsyberyjskiej
 1970: zagłada miasta Yungay w Peru
 WHO: Dzień bez Papierosa
Nowe publikacje
Post dodany: |12 Kwi 2010|, 2010 13:11
Data rejestracji: 22 Lip 2006 postów: 1989
Chyba każdy dokładnie pamięta swój sobotni poranek, to w jaki sposób dowiedział się o tragedii w Rosji. Do mnie zadzwoniła mama i z niekrytym przerażeniem opowiadała coś o jakimś wypadku pary prezydenckiej. Pamiętam, że dokładnie dopytywałem o jakiej parze mówi, bo nierealnym wydawało się to co miało miejsce. Później szybko zacząłem w internecie szukać informacji, docierały wiadomości od znajomych, sam starałem się poinformować moich bliskich. Jak mocno i smutno brzmiały takty utworów Chopina, które można było usłyszeć przez cały dzień w radiowej Trójce.
Mam też w pamięci sobotni wieczór, gdy dzwony toruńskiej katedry zwoływały tłumy idące w ciszy bo modlić się za tragicznie zmarłych. Modlić się bez względu na przynależność polityczną czy wyznaniową. Było nas tak wielu, że nie zmieściliśmy się wszyscy w środku, a na twarzach ludzi było widać ból, niekiedy wręcz rozpacz i przerażenie.
Jak Wy wspominacie ten dzień?
Post dodany: |12 Kwi 2010|, 2010 14:39
Data rejestracji: 20 Maj 2009 postów: 256
Ja gdy wstałam usłyszałam w drugim pokoju włączony telewizor i informacje, że prezydent nie żyje. Na początku nie uwierzyłam w to. Później prawie przez cały dzień oglądałam telewizje i słuchałam wiadomości o wypadku. Nawet u mnie w małej miejscowości wieczorem w sobotę była odprawiona Msza Święta w intencji ofiar. Niestety nie poszłam na nią i dzisiaj na Mszę w intencji rodzin ofiar również nie pójdę bo jestem chora.

Profil PW
»więcej
Wiek: 17 Pomogła: 24 razy
Post dodany: |12 Kwi 2010|, 2010 15:59
Data rejestracji: 11 Cze 2007 postów: 5113
W sobotę o 9:30 dostałem sms-a od kolegi z wiadomością, że rozbił się samolot z polską delegacją i parą prezydencką - stwierdziłem, że to niemożliwe i zwyczajnie przeszedłem do porządku dziennego. O 10:00 zadzwonił z pracy tata i powtórzył tą samą wiadomość, wtedy włączyliśmy tv i szok. Od 11:00 do 18:00 czekały mnie obowiązki, dopiero wieczorem z telewizji dowiedziałem się szczegółów, uderzyła mnie wiadomość o zidentyfikowaniu ciała prezydenta.
Następnego dnia z rodziną oglądaliśmy uroczystość związaną z przetransportowaniem ciała i wtedy powoli do każdego zaczęło docierać, ile straciliśmy i co się stało.
Post dodany: |12 Kwi 2010|, 2010 18:08
Data rejestracji: 11 Paź 2007 postów: 1421
Ja właśnie czytałam spokojnie książkę, za co zabrałam się po przebudzeniu, bez uruchamiania środków masowego przekazu - tv, Internet. Zadzwonił Tata, który obecnie jest za granicą - ironia losu, że wiedział pierwszy - i zapytał, czy wiem, co się stało. Ja, że nie wiem. Tata powiedział, że robił się samolot, lecący do Katynia. Ja na to: "Jasne. Tata, Prima Aprilis już był!" i chciałam się rozłączyć, kiedy zdenerwowany Tata uświadomił mnie, że to nie temat do żartów. Włączyłam telewizor i przeżyłam mały szok, delikatnie mówiąc. Przez cały weekend byłam roztrzęsiona. Nigdy bym nie pomyślała, że tego typu wydarzenie, gdzie ja nigdy nie interesowałam się zanadto polityką, aż tak mnie poruszy.
Post dodany: |12 Kwi 2010|, 2010 20:49
Data rejestracji: 22 Lip 2006 postów: 1989
Bardzo ciekawi mnie na ile tak wielka tragedia zmieni nastawienie ludzi do siebie. Już widać po komentarzach, że niestety nie brakuje uszczypliwości. Dziś w radio słyszałem jak człowiek, który jak sam o sobie mówił zawsze szanował prezydenta Kaczyńskiego, wyrażał w dość mocnych słowach co sądzi skrusze polityków, którzy do tej pory go krytykowali. Szkoda, że nie dajemy sobie szansy aby przejrzeć na oczy. Drażnią mnie pytania typu "Ciekawe ile potrwa jeszcze ta atmosfera dobroci?", niosące ze sobą tyle niedowierzania i negatywnego nastawienia. Mam jednak nadzieję, że coś się w ludziach zmieni i w końcu się obudzimy. W szczególności obudzą się Ci, którzy nas reprezentują w parlamencie.
Post dodany: |17 Maj 2010|, 2010 12:43
Data rejestracji: 21 Sty 2005 postów: 458
Od początku.
W sobotę 10. kwietnia miałam wyśmienity humor. Wstałam dość wcześnie, poczytałam, popisałam jakieś brednie, pokazałam paru osobom, że znów nie mają racji... i wtedy zadzwoniła mama mojego mężczyzny. On jak to on - "wielkie mi rzeczy, pewnie panikują". Ja: "o matko, następny miesiąc na studiach = analiza wydarzeń. Pff, politoologia - nikt mi nie kazał". Następnie trzeźwa ocena: będzie burdel, konstytucja konstytucją, ale Krakowskim Przedmieściem daleko nie dojadę.
Dopiero wyjście z domu do pracy było szokiem. Co tam prezydent, nigdy go nie kochałam, ale... no dobrze, bez hipokryzji: Maryśka byla świetną kobietą, zginęła masa ważnych ludzi, mój ojciec jest w służbie mundurowej, kiedyś też mógł trafić na "taki" lot. I ta załoga. Kiedyś chciałam być stewardessą.
Nie brałam udziału w tygodniowej szopce (przepraszam, nie chcę nikogo urazić), nie stałam ponad 20 godzin w kolejce na krakowskim, nie płakałam za "wspaniałym Polakiem". Było mi zwyczajnie smutno, żal, że za tydzień wszystko wróci do normy, babcie w autobusach powrócą do popychania młodych laskami, a motorniczy znów zamknie mi drzwi tramwaju przed nosem. Tak jak po 2. kwietnia, tak teraz wiedziałam, że jedyną zmianą będzie zmiana na stołkach. Normalnie, niekoniecznie złe. Typowe, takie są zasady gry.
Kampania wyborcza przeraża, cały czas widzę Jarka z trumnami w tle. To już przeszło granice dobrego smaku, politycy zaczęli żerować na uczuciach, na których żerować się nie powinno.
Pozdrawiam,
Roś.
P.S. Jak ktoś chce mnie zmieszać z błotem - proszę bardzo. Błoto dobrze robi na cerę
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum
|
Wersja do druku
Dodaj temat do Ulubionych
|
Powered by
phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group
|