• Artykuły
  • Forum
  • Ciekawostki
  • Encyklopedia
  • Prof. Kundzewicz: Z powodziami sobie nie radzimy - ani w Polsce, ani nigdzie na świecie

    14.09.2010. 00:33
    opublikowane przez: Redakcja Naukowy.pl

    Na wzrost ryzyka powodziowego wpływa wiele różnych czynników. Przybywa terenów miejskich i woda nie ma gdzie wsiąknąć. Przyrost ludności jest znaczny, zatem ludzie zajmują nawet miejsca niechronione. W okolicach wielkich miast trzeciego świata slumsy powstają na terasach zalewowych. Nawet osoby świadome i bogate budują sobie rezydencje blisko rzek, bo tam jest ładnie. Rośnie potencjał strat, ponieważ nagromadziliśmy wiele wspólnego dobra - analizował prof. Zbigniew Kundzewicz z Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego Polskiej Akademii Nauk.

    Diagnozę sytuacji powodziowej w Polsce i w szerszym, globalnym kontekście prof. Kundzewicz przedstawił 7 września podczas debaty "Powódź 2010" na I Krajowym Kongresie Hydrologicznym w Warszawie.

    Tegoroczną powódź w Polsce nazwał "niebywałą". Podkreślił, że nigdy nie było tak, żeby od maja utrzymywał się w kraju stan prawie permanentnej powodzi, z wyjątkiem dwudziestu kilku suchych dni po 20 czerwca.

    "Ale w świecie to nie jest nic nadzwyczajnego. Jest wiele krajów bardziej zagrożonych niż Polska, gdzie powodzie są na porządku dziennym, gdzie giną tysiące ludzi i praktycznie powódź zdarza się co roku. Jest to przede wszystkim Azja - Chiny, Bangladesz, Indie, w tym roku Pakistan" - wyliczał profesor.

    W Bangladeszu podczas wielkich powodzi rzeki zalewają 70 proc. powierzchni kraju. W tym muzułmańskim, ludnym kraju jest to naprawdę problem nie do rozwiązania. Uczony tłumaczył, że holenderskie rozwiązania, czyli obwałowania, tam nie zadziałają.

    Prof. Kundzewicz uważa, że problem światowych powodzi się nasila. Wprawdzie niektórzy nazywają to "efektem CNN", bowiem telewizje pokazują głównie transmisje z rozmaitych kataklizmów, ale ekspert nie zgodził się z tym poglądem.

    "Niektórzy mówią, że powodzi jest tyle samo, co kiedyś, tylko teraz lepiej o nich wiemy, bo media mają duże możliwości techniczne, docierają w najdalsze miejsca i są skoncentrowane na sprawach negatywnych. Jeśli coś źle idzie, to media się na to rzucają. Ale to nieprawda, a przynajmniej nie tylko. Oczywiście istnieje efekt CNN, ale wzrost strat powodziowych jest obserwowany i to znaczny. W ciągu ostatnich czterech dekad wzrósł o rząd wielkości, uwzględniając inflację dolara" - szacował naukowiec.

    Podkreślił, że zarówno tło światowe, jak i sytuacja wewnętrzna naszego kraju, świadczą o tym, że z powodziami sobie nie radzimy - ani w Polsce ani nigdzie. Dlaczego tak jest?

    "W zależności od tego, gdzie jesteśmy, różne czynniki mogą odgrywać mniejszą lub większą rolę. Jeden z czynników to fakt, że wszystkie społeczeństwa bogacą się, może niektóre niezbyt szybko, ale jednak - mamy coraz więcej do stracenia" - mówił prof. Kundzewicz.

    Wspominał też o dążeniu ludzi do zajęcia jak największych obszarów, zwłaszcza w wielkich metropoliach i ich okolicach. Lekkomyślność w tym względzie zobrazował przykładem prywatnego właściciela gruntu w Kanadzie, który rozbierał wały, ponieważ zasłaniały mu widok na rzekę.

    "Polska też się rozwija, może nie tak szybko, jak byśmy chcieli, ale też mamy coraz więcej majątku. Ale nie tylko potencjał strat powodziowych rośnie. Zmienia się powierzchnia ziemi. Jest coraz więcej terenów miejskich, woda nie ma gdzie wsiąknąć - bruki, chodniki, asfalt, parkingi, dachy, wszystko w przyspieszonym trybie spływa do rzek" - analizował uczestnik debaty hydrologów.

    Jednak, jak wynika z zaprezentowanych przez niego porównań, nasze ulewne deszcze są bardzo dalekie od rekordów. Rekord opadu dobowego to 1800 mm - tyle deszczu spadło na jednej z francuskich wyspie na Oceanie Indyjskim. W roku 2002 na zlewnię Łaby spadło lokalnie 312 mm, co stanowi rekord Niemiec i Czech. Co więcej, jeżeli ten dobowy opad notowano między godz. 3.00 dnia pierwszego a godz. 3.00 nazajutrz, to wyniósł on 353 mm. Tamten opad - jak zauważył naukowiec - "zostawił Odrę w spokoju", tylko na krańcach naszego kraju zdarzyły lekkie powodzie.

    Oprócz urbanizacji, prof. Kundzewicz poddał analizie przyspieszenie odpływu przez regulację rzek i odcięcie teras zalewowych. Jego zdaniem, może to zwiększać ryzyko strat powodziowych, bowiem woda pozbawiona naturalnych terenów zalewowych nie ma się gdzie rozlać.

    "Niemcy się kiedyś tym chwalili, że regulacje () skróciły Ren o 20 proc. i zamiast rozlewać się na szerokości 7 km, został ujęty w gorset ciasnych obwałowań. Ale Niemcy też mają problemy z tym, że obwałowania nie wystarczą. Są dobre na wodę stuletnią, ale czasem zdarza się 200-letnia, 500-letnia, 1000-letnia - i co wtedy? Można tylko minimalizować straty" - konstatował specjalista.

    Hydrolodzy stosują określenia takie jak "woda 100-, 200- letnia" określając granice zasięgu zalewu wód powodziowych o coraz mniejszym prawdopodobieństwie wystąpienia, np. woda 100-letnia to największy przepływ, który zdarzy się z prawdopodobieństwem 1 proc.

    W rozważaniach nad ryzykiem powodziowym naukowcy nie mogą nie brać pod uwagę znaczenia zmian klimatycznych. Jak stwierdził prof. Kundzewicz, w cieplejszym klimacie opady intensywne przybierają na sile. Ale powodzie powodowane są przez różne mechanizmy i silniejsze opady intensywne wpływają tylko na niektóre ich rodzaje.

    "W 2003 roku w +Nature+ opublikowano artykuł, którego autorzy pokazują, że nie ma trendu wzrostowego powodzi zimowych. Wręcz przeciwnie, w cieplejszym klimacie powodzie zatorowe, powodzie roztopowe przestają być problemem, natomiast zimą mogą pojawić się powodzie opadowe - na przykład na Renie. Do nas one też przyjdą" - zaznaczył profesor.

    Dodał, że wpływ klimatu na zmianę ryzyka jest wielostronny. Tam, gdzie decydują opady intensywne, ryzyko powodziowe rośnie, natomiast tam, gdzie decyduje topnienie pokrywy śnieżnej ryzyko mogłoby maleć, gdyby nie fakt, że w niektórych miejscach, mimo ocieplenia śniegu jest więcej. No bo - tłumaczył ekspert - jeśli mimo ocieplenie temperatura jest ciągle poniżej zera, to następuje akumulacja śniegu.

    Co można zrobić? Zdaniem naukowca, obwałowania, czyli kosztowna ochrona za wszelką cenę nie jest w pełni skuteczna. Nie ma środka, który stuprocentowo zapobiega powodzi. Według niego. obwałowania są dobre dla wód nieprzekraczających wartości projektowych. Jeśli są projektowane na wodę stuletnią, to nawet w sytuacji stacjonarnego klimatu nie muszą wytrzymać wody 500- czy 1000-letniej. Można ogromnym wysiłkiem wały wzmocnić, ale nie ma gwarancji, że wytrzymają większy przepływ.

    "Czasami wały mogą działać destruktywnie. Ludzie wierzą, że za obwałowaniami zbudowanymi za wielkie pieniądze mogą być bezpieczni. Dlatego jeżeli wał puści, to straty mogą być większe, niż gdyby go nie było, bo ludzie zainwestowali w niebezpiecznych miejscach" - tłumaczył prof. Kundzewicz.

    Jego zdaniem, najlepszym wyjściem jest opuszczenie zagrożonych miejsc, co się gdzieniegdzie zdarza. Przypomniał, że w Stanach Zjednoczonych w 1993 roku zdarzyła się ogromna powódź mid-west-flat na Missisipi (Missouri). Zarówno rząd federalny, jak i poszczególne stany rozpoczęły wówczas programy wykupu budynków i posiadłości na zagrożonych terenach po to, żeby tam odtworzyć użytki ekologiczne.

    "Nasze problemy, chociaż bardzo dramatyczne, niezwykłe i zupełnie nieoczekiwane, nie są w świecie niczym szczególnym. Ten rok obfitował w niszczące powodzie w różnych miejscach. W czasie, kiedy przeżywaliśmy powódź majową i czerwcową, na południu Francji też zdarzyła się szybka powódź i liczba jej ofiar przekroczyła 20; ogromne zniszczenia. Nawet w krajach wydawałoby się dobrze przygotowanych, w krajach rozwiniętych o stabilnej demokracji, stabilnym systemie, powodzie uderzają i zabijają. W 2002 roku Europa straciła 20 mld euro. Bardzo potężne straty poniosły Czechy, Węgry i Austria. Nam się wtedy udało - w tym roku nie" - podsumował uczony.

    PAP - Nauka w Polsce, KOL

    agt/bsz


    Czy wiesz ĹĽe...? (beta)
    Powódź błyskawiczna (gwałtowna) (ang.: flash flood) - rodzaj powodzi związanej z szybkim zalaniem nisko położonych obszarów, rzek i strumieni przez zwiększone opady deszczu spowodowane zazwyczaj przez burzę lub przez kilka burz. Powodzie błyskawiczne mogą nastąpić także wskutek zatoru lodowego na rzece, lub zostać spowodowane uszkodzeniem obiektu hydrotechnicznego (np. przerwaniem tamy). Powódź błyskawiczna ma miejsce, gdy ziemia zostaje nasycona wodą, która zgromadziła się tak szybko, że nie może być wchłonięta. Woda zbiera się i szybko spływa dalej w dół stoku nagle wzbierającą falą. Powodzie w Queensland (2010-2011) – seria powodzi w australijskim stanie Queensland która rozpoczęła się październiku 2010. Powodzie zostały spowodowane początkowo cyklonem tropikalnym Tasha, dodatkowo spotęgowane zatoką niżową wynikłą z efektu La Niña. Do 16 stycznia z powodu powodzi zginęło co najmniej 31 osób, kilkadziesiąt jest uważanych za zaginione. Trzy czwarte stanu zostało ogłoszone terenem klęski żywiołowej. Powódź w stanie Maharashtra - powódź, która nawiedziła indyjski stan Maharashtra w lipcu 2005. Woda zalała m.in. ważny ośrodek miejski Indii - Mumbaj. Powódź wywołały obfite opady atmosferyczne, niespotykane nawet jak na porę monsunową. W ciągu jednego dnia, 26 lipca, spadło 944 mm opadów. Stanowi to jeden z największych opadów dobowych zanotowanych w Indiach; więcej spadło tylko 6 maja 2004 w Aminidivi ma Lakszadiwach. Powódź spowodowała śmierć około 1000 osób.

    Jökulhlaup – termin pochodzący z języka islandzkiego oznaczający powódź glacjalną – jökull (lodowiec) + hlaup (bieg). Zasadniczo tym mianem można określić wszystkie wezbrania wykraczające poza obszar koryta i zalewające obszary sąsiednie, których źródłem są wody z ablacji lodowcowej. Jacek Jania używa terminu "epizodyczne powodzie lodowcowe": „Wielkie powodzie lodowcowe pojawiają się raz na dłuższy czas, a niektóre wykazują cechy cykliczności”. Ten termin jest najbliższy znaczeniem angielskiemu pojęciu glacier outburst flood i jego podtypowi glacial lake outburst flood (w skrócie GLOF). Pierwsze pojęcie jest synonimem polskiego terminu – katastrofalne powodzie glacjalne. GLOF natomiast jest pojęciem węższym; dotyczy wyłącznie wezbrań związanych z odwodnieniem jezior glacjalnych. Powódź w Polsce (2001) – powódź, która nawiedziła w lipcu 2001 dorzecze Wisły w południowej Polsce.. Jej przyczyną były ulewne opady deszczu oraz burze. Wysoki stan wód utrzymywał się przez 2-3 dni, co spowodowało przesiąkanie i przerywanie wałów na Wiśle. Wystąpiły również awarie budowli hydrotechnicznych (m.in. przerwanie grodzy budowanego zbiornika Wióry na Świślinie i w konsekwencji zalanie znacznej części Ostrowca Świętokrzyskiego). Straty po powodzi oszacowano na 4 miliardy złotych.

    Powódź – przejściowe zjawisko hydrologiczne polegające na wezbraniu wód rzecznych lub morskich w ciekach wodnych, zbiornikach lub na morzu powodujące po przekroczeniu przez wodę stanu brzegowego zatopienie znacznych obszarów lądu - dolin rzecznych, terenów nadbrzeżnych lub depresyjnych, doprowadzające do wymiernych strat społecznych i materialnych. Jest jedną z najbardziej groźnych i niszczycielskich w skutkach klęsk żywiołowych. Walka z nią jest stale aktualnym problemem ogólnoświatowym. Poważny wpływ na występowanie powodzi ma istniejący układ rzek oraz występująca w poszczególnych okresach roku sytuacja hydrologiczno-meteorologiczna. Kanał Odpływowy (Przewał Widawski) – to kanał we Wrocławiu, stanowiący element zabezpieczenia przeciwpowodziowego miastakanał przeciwpowodziowy. Zlokalizowany jest we wschodniej części Wrocławia, pomiędzy osiedlami Strachocin i Swojczyce. Wybudowany został w celu umożliwienia przerzutu części wód wezbraniowych na rzece Odra, do rzeki Widawy i tym samym przeprowadzenia ich poza centrum miasta. Jego długość wynosi ok. 2,5 km. Stanowi on uzupełnienie węzła wodnego Bartoszowice–Opatowice, który umożliwia sterowanie przepływem wód przez Wrocławski Węzeł Wodny. Możliwości kanału w czasie powodzi w 1997 r. były zdecydowanie nie wystarczające i wynosiły do 150 m/s. Planowana jest modernizacja tego elementu ochrony przeciwpowodziowej Wrocławia, poprzez inwestycję polegającą na jego przebudowie, tak aby istniała możliwość przerzucenia 320 m/s wody wezbraniowej z Odry do Widawy, co stanowić ma około 10% ilości wód powodziowych, którą ma mieć możliwość przeprowadzić cały Wrocławski Węzeł Wodny. Odpowiedzialny za modernizację obwałowań na terenie Wrocławia i za budowę przerzutu do rzeki Widawy będzie Dolnośląski Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych we Wrocławiu oraz Pełnomocnik Rządu ds. Programu dla Odry 2006.

    Powodzie i lawiny błotne w Brazylii (2010) – klęska żywiołowa, która dotknęła brazylijski stan Rio de Janeiro 5 kwietnia 2010. Powódź oraz związane z nią masowe lawiny błotne i osunięcia gruntów spowodowały śmierć 231 osób. Rannych zostało co najmniej 161 osób. Największe zniszczenia wystąpiły w mieście Niterói, gdzie lawiny błotne zasypały dużą część tamtejszych faweli. Zagrożonych lawinami było ok. 10 000 domów. W wyniku katastrofy dachu nad głową zostało pozbawionych ponad 4 000 rodzin, a 2 000 rodzin zostało przeniesionych z najbardziej zagrożonych terenów. Straty wywołane przez lawiny błotne i powodzie szacuje się na około 23,76 miliardów R$. Po katastrofie rozprowadzono około 70 000 paczek żywnościowych dla poszkodowanych, a burmistrz Rio de Janeiro Eduardo Paes wystąpił do rządu federalnego o pomoc finansową. Zator lodowy – zjawisko polegające na znacznym wypełnieniu koryta rzeki krą i zmniejszeniem bądź zablokowaniem jego przekroju. Występuje przy tym podpiętrznie wody, mogące prowadzić do powodzi. Jest wiele typów zatorów mających różne genezy. W Polsce często powstają one na długich rzekach płynących południkowo: (Wisła, Bug, Odra, Warta). W ich górnym biegu ruszyły już lody, natomiast dolny bieg ciągle jest pokryty lodem.

    Znak wysokiej (wielkiej) wody – sposób oznaczania maksymalnej wysokości wezbrania wód powodziowych.Takie znaki są upamiętnieniem klęski żywiołowej, jak i ostrzeżeniem dla następnych pokoleń; jest to zwyczaj sięgający średniowiecza. Oprócz wysokości poziomu wody zawiera również datę wystąpienia powodzi. Może mieć formę wykutej linii w murze, bądź tablicy z zaznaczonym markerem.

    Powódź na Alasce – seria powodzi, które miały miejsce na Alasce, w obszarze rzek Jukon, Chenay, Tanany, Kuskokwim i Susitny. Powodzie miały miejsce w kwietniu i maju 2009 roku. Powodzie powstały w wyniku dużych opadów śniegu w zimie oraz wystąpieniu na wiosnę wyższych temperatur od średniej wieloletniej. Wysoki poziom wód występował na skutek powstawania zatorów lodowy.

    Powódź w Chinach w 1931 roku – seria powodzi, które wystąpiły w środkowych Chinach w 1931 roku. Jak się ocenia, w ich wyniku śmierć poniosło co najmniej 400 tys. osób. Całkowita liczba zabitych mogła wynieść nawet 4 mln. Jest to prawdopodobnie największa klęska żywiołowa w historii ludzkości, a na pewno w XX wieku. Powódź w Holandii w 1953 roku (nider. Watersnoodramp - w dosłownym tłumaczeniu „katastrofa powodzi”) – powódź, która nawiedziła Holandię w wyniku bardzo silnego sztormu w nocy z 31 stycznia na 1 lutego 1953 oraz zbiegu kilku innych niekorzystnych zjawisk meteorologicznych i spowodowała przerwanie wałów przeciwpowodziowych i wdarcie się wody morskiej 75 km w głąb lądu. W wyniku powodzi zginęło 1835 (lub 1836) osób. Tenże sztorm spowodował też powodzie w innych krajach rejonu Morza Północnego. Aby uniknąć powtórzenia się kataklizmu władze Holandii podjęły decyzję o realizacji stworzonego wcześniej Planu Delta.

    Dodano: 14.09.2010. 00:33  


    Najnowsze