Droga Czytelniczko, Drogi Czytelniku,

Czerniak złośliwy jest często występującym nowotworem złośliwym skóry. Niestety wyniki leczenia czerniaka w Polsce należą do najgorszych w Europie. Niezrozumiałe pozostają przyczyny późnego rozpoznawania czerniaka skóry, którego diagnostyka jest najprostszą i najtańszą w całej onkologii.

Kierujemy do Ciebie prośbę o wypełnienie anonimowej ankiety, która pozwoli na ocenę naszej wiedzy o czerniaku skóry, a w szczególności o profilaktyce i leczeniu tej choroby.
Czas jaki to zajmie - około 10-15 minut.

Czy chcesz pomóc w badaniach naukowych - odpowiedzieć na nasze pytania?

TAK, wypełniam
NIE, odmawiam

Zebrane informacje wykorzystane zostaną wyłącznie do celów naukowych
Polski Serwis Naukowy - OnLine od 1999 roku RSS RSS
  auto?
Piątek, 1 czerwca 2012
Konrad, Magdalena, Świętopełk, Alfons
 W 1980 telewizja informacyjna CNN rozpoczęła emisję
 Międzynarodowy Dzień Dziecka
 W 1915 urodził się Jan Twardowski
Dodaj do: 
Dodaj link do serwisu Facebook   Dodaj link do opisu GG  Dodaj link do serwisu Wykop   Dodaj link do serwisu Google   Dodaj link do serwisu Twitter  Dodaj link do serwisu Wyczaj.to   Dodaj link do serwisu Gwar  

Dodaj link do serwisu Delicious  Dodaj link do serwisu Digg   Dodaj link do serwisu Furl   Dodaj link do serwisu Reddit   Dodaj link do serwisu Slashdot  Dodaj link do serwisu Technorati   Dodaj link do serwisu YahooMyWeb
Nowe publikacje
Artykuły
Wydarzenia
Kompendium
Skocz do:  
Splenektomia - moja historia
Przesunięty przez: Mr_Maks - |1 Wrz 2008|, 2008 21:48
Post dodany: |30 Sie 2007|, 2007 13:57
Data rejestracji: 30 Sie 2007 postów: 10
cytuj
" "

UWAGA. Wersja tego posta do czytania offline(plik .pdf do ściągnięcia) znajduje się TUTAJ(albo na bartekkob.cba.pl). Wydanie trzecie z dnia 21.10.2007.

Hej. Zdecydowałem się napisać ten post, ponieważ wiem, że ludzie przed operacją często są niedoinformowani bądź boją się spytać lekarza o przebieg i rekonwalescencję. Sam przed zabiegiem znalazłem tylko 1 opis splenektomii z autopsji. To trochę mało i w dużej mierze opis ciut przesadzony, więc zamierzam podzielić się swoją historią operacji.

No i sorry za błędy składniowe, gramatyczne i interpunkcyjne:)

Krótkie to nie jest:) i ze szczegółami:)

Wiadomo, na początek trzeba streścić historię choroby. Choroby dość niezwykłej i rzadkiej.

Zaczęło to się w roku 2006, w październiku. Miałem wtedy 18 lat, złożony wniosek o dowód osobisty i maturę za 9 miesięcy. Wtedy przyszła choroba. Gorączka i nic więcej. Objawy podobne jak w chorobie 3 lata wcześniej(zaczęło się to w czerwcu a skończyło pod koniec lipca. Gorączka i nic więcej. Po 2 tyg. pobycie w szpitalu w Gdyni przepisano mnie do Akademii w Gdańsku na Oddział Chemioterapii. Wykryto tam tylko zmiany w śledzionie na USG. Choroba ustąpiła. Po roku przyszła podobna gorączka, ale dostałem antybiotyk doksycyklinę i mi przeszło). Lekarz 1-go kontaktu - badanka krwi. Jakaś monocytoza i wysokie OB(~40). Wymusiłem doksycyklinę. Pani doktor przepisała, ale nie pomogło. Później USG. Obraz gorszy niż w badaniach poprzednich - więcej obszarów o słabym echu, takie czarne plamy ok. 1,5 cm na szarym tle. Ponoć jakieś nacieki bakteryjne z komórek. Szpital Miejski w Gdyni. Seria badań wszelkich: TK, USG, echo(+ przezprzełykowe), wniosek - podejrzenie ziarnicy złośliwej. Nie przejąłem się, wiedziałem, że to się leczy. Skierowanie na splenektomię do Szpitala w Redłowie. Ale ja chciałem się leczyć, nie operować. Więc moja mama zainterweniowała u lekarza rodzinnego, a ten u dyrektora gdańskiego NFZ. Skutek - przyjęcie do Akademii Medycznej w Gdańsku na Oddział Chemioterapii Dziecięcej(miejsce, gdzie leżałem 3 lata wcześniej) z tytułu kontynuacji leczenia. A tam znowu - badania krwi, USG, TK, scyntygrafia śledziony i wątroby itd. Zdecydowano się pobrać dużego węzła z okolicy żołądka pod znieczuleniem ogólnym. Zgodziłem się, podpisałem co trzeba. Musiałem również zrobić wszystkie 8 chorych zębów. Prywatnie, za kwotę ok. 600 zł, w dwie sesje nałożyli mi plomby.

Wieczorem przed operacją miły pan doktor dał mi tabletkę na sen. Spałem całą noc. Obudziłem się lekko stremowany. Oczywiście musiałem być na czczo. Dostałem coś do wypicia, nie wiem co, ale kilka minut później było mi wszystko obojętne:). Rozwiązywałem krzyżówki(fajne uczucie - głowa ci opada, ręka nie słucha i nie rozumiesz najprostszych pytań typu „papuga na 3 litery, z czego 1 to 'A'”). Przyszły panie pielęgniarki, kazały położyć się na jeżdżącym łóżku i rozebrać pod kołdrą. Zawiozły mnie na chirurgię ogólną AMG prosto pod blok
operacyjny. Ja oczywiście z tego wszystkiego nabijałem się ostro:D, przejeżdżając obok gapiących się na ciebie ludzi. Na blok zawiozła mnie jakaś zamaskowana pani. Wjechałem na salę, która wyglądała na nową, a cała była niebieska. Kazali mi się przerzucić na stół operacyjny. Zrobiłem to nad wyraz ochoczo nie zwracając uwagi na odsłonięte przyrodzenie:) Mi naprawdę wszystko było obojętne w tej chwili. Przyszła miła pani anestezjolog. Lewą rękę
przesunęli w kierunku ściany, podstawiono pod nią jakiś stolik i wbito w moją zimną dłoń wenflon. Trochę bolało. Podłączono pulsometr i na całej sali rozległ się pulsujący dźwięk mojego szybkiego serca. Pani doktor kazała się uspokoić, ale ja nic na to. Oznajmiła mi, że teraz będą wtłaczane środki znieczulające i usypiające. Nałożono mi jakąś maskę na twarz i powiedziano, że zaraz będę spał. Rzeczywiście, zachciało mi się ogromnie spać. No i w końcu zasnąłem. Aha, miałem sen. Śniła mi się operacja. Nie wiem, czy moja czy kogo. W końcu budzę się. Słyszę jakieś stłumione dźwięki, nie rozumiem, co się dzieje. Ktoś mi każe oddychać głęboko. Biorę powietrze do płuc , zgodnie z nakazem, aż tu nagle poczułem wielką słabość i ogromny ból mięśni brzucha. Takie ogromne zakwasy. Oddychałem płytko, bo inaczej się nie dało. Chciałem spać. A ta mi tu mówi "Głęboki wdech robimy..." no to robię, trochę wbrew umysłowi. A tu kolejna niemiła niespodzianka. Wyjmuje mi jakąś rurę z gardła! Dławię się, kaszlę, czuję niepokój ból, ale zaraz spokój, mogę oddychać i wreszcie zrozumiałem, czemu coś czułem w gardle('głaskanie' krtani). Wyjeżdżam z sali operacyjnej. Każą mi się przerzucić na drugie łózko. Myślę sobie: jak to? Brzuch naparza mnie jak nigdy, spać mi się chce, a tu się muszę przerzucać? Resztką sił i woli i z pomocą pielęgniarzy jakoś mi się udało. Później obudziła mnie pani chirurg na sali pooperacyjnej. Coś mi powiedziała, że śledziona jest duża, że węzła wycięto i wysłano na badania. Nieważne, chce mi się spać. Budzę się znowu, widzę brata. 'Fajnie' - myślę sobie. Później widzę mamę. Wszyscy w zielonych fartuchach. Extra. Idę spać. Budzę się w nocy, chcę
mi się sikać. Ruszać się nie mogę, sił nie mam. Patrzę: widzę butelkę przystosowaną do moczu. Macham ręką, a raczej przedramieniem, coby pielęgniarka mnie zauważyła. Przyszła, podała, kazała obsłużyć się samemu. Co za męka: podsadzić się do tyłu 20 cm, rozchylić kołdrę, zobaczyć plaster na brzuchu i się załatwić. Ale ulga! Wydaliłem chyba pół litra. A ten brzuch dalej swoje: ostre zakwasy i jeszcze lepsze zmęczenie. Śpię dalej. Budzę się
znowu. Mam gorączkę, czuję to. Znów macham do pani pielęgniarki. Przychodzi, rozumie, że boli mnie brzuch i aplikuje zastrzyk w prawe ramię. Ważne, że pomogło. Rozglądam się po sali, widzę po lewej stronie jakiegoś pana z rurkami i plastrami. Nad głową widzę monitor z wykresem przypominającym etap górski z wyścigu kolarskiego: wzrastające pagórki.
Zrozumiałem, że to temperatura i to w dodatku moja. Śpię dalej. Godzina 5. Budzą nas wszystkich panie pielęgniarki. Dostaliśmy termometry pod pachę. Później miski z wodą z mydłem. Kazały się umyć. Musieliśmy się podsadzić, aby usiąść. Oczywiście używając mięśni brzucha. Ogromne zakwasy i ból, tego nie trzeba powtarzać. Znów z pomocą dałem radę. Myję się, ledwo utrzymując pionową pozycję. Idę spać. Budzę się z rana, w międzyczasie kilkoma mrugnięciami oczu radośnie witając obchód. Pielęgniarka każe się ubrać, bo wracam na Chemioterapię. Nie dowierzam. Znów mam użyć rozciętych mięśni brzucha. Ekwilibrystycznie za pomocą drabinki udaje mi się usiąść na łóżku. Bluzka jak bluzka, ale spodnie i skarpetki to dopiero wyzwanie .Nie mówiąc już o butach, ale je założyła mi mama. Miałem zjeść kleik, ale jakoś nie miałem ochoty. Przyjechał po mnie pan pielęgniarz z wózkiem i pojechałem na oddział. Wskoczyłem:) na łóżko i spałem dalej. Za 24 godziny byłem bardziej przytomny. Musiałem opracować technikę wstawania z łózka. Za pomocą drabinki było za ciężko dla mnie, więc obracałem się na prawy bok, chwytałem się poręczy i bokiem pionizowałem się(byle nie nadwrężać brzucha). Później już z górki: wskoczyć na kapcie, wstać, złapać równowagę i iść do toalety. Najgorsza była 2 noc po operacji. Dostawałem antybiotyk Klacid dożylnie. Okropnie bolała mnie ręka w którą Klacid wtłaczano(taki efekt uboczny). Wiłem się z bólu. Musiałem tak leżeć i czekać, aż skapie do końca. Nie wytrzymałem. Zadzwoniłem po pielęgniarkę. Przepłukała mi wenflon, ale dalej to samo. A nawet jeszcze gorzej, bo alarm się zaciął i brzęczał w mojej sali aż do rana... Do dziś nie mogę uwierzyć, że mogłem wtedy spać w takim hałasie. Szczęście, że byłem sam w sali. A spałem tylko w pozycji otwartej. Na bok nie mogłem się przewrócić przez 4 dni. Ale jak już się przewróciłem, to poczułem, jaki to luksus móc spać na boku. Przespałem wtedy całą noc. Następne dni minęły na wracaniu do ruchliwości i normalnego jedzenia. Zajęło mi to z 1,5 tygodnia. Nie ma to jak garść cukierków i paluszki na noc:).

Po tygodniu leżenia na chemioterapii wróciłem do chałupy. Miałem już zaklepany termin na splenektomię za ok. 2 tygodnie(początek grudnia). Lekarze nie mieli już pomysłu na co choruję, więc zdecydowali się wycinać. Zgodziłem się. Dobrzy lekarze na szczęście zapodali mi zastrzyki przeciw meningokokom, pneumokokom i zapaleniu opon mózgowych. Te dni wolne w domu minęły na ibupromie i pyralginie. Nadszedł dzień powrotu do szpitala. Spałem jak zwykle całą noc. Pojechaliśmy na Chirurgie Ogólną AMG dzień przed zabiegiem. Na łóżko czekałem ok. 5 godzin. W poczekalni był też jeden gość, mocno zdenerwowany czekaniem. Ja sobie czytałem w spokoju "Przedwiośnie". Jak się później okazało, razem z tym panem leżeliśmy w tej samej sali i tego samego dnia mieliśmy operacje. Oczywiście na noc dostaliśmy premedykację od pani anestezjolog. Spaliśmy jak niedźwiedzie. Podczas wywiadu lekarskiego dowiedziałem się, że miesiąc będę się kurował, a 3 miesiące później będę mógł uprawiać sport. Nic z tych rzeczy: 2 miesiące i byłem sprawny. W czasie tego wywiadu pan chirurg zażartował sobie, że 50%
pacjentów przeżywa. Na szczęście zrozumiałem, o co chodzi, ale moja mama niestety dobrą chwilę później.
Rano coś mnie obudziło. A to pani pielęgniarka goliła brzuch pana obok. Idę spać dalej, tabletki działają:). Budzę się i patrzę: mama z tatą już siedzą, a na moją salę przywieźli kogoś po zabiegu. Jakiś profesor czy ktoś. Oporządziłem się itp. Byłem dziwnie spokojny, a przecież za parę godzin miałem być chudszy o 450 g, czyli o śledzionę(muszę tu nadmienić, że jak brałem głęboki wdech to czułem lekki ból pod przedostatnimi lewymi żebrami z boku, czyli tam, gdzie powinna być śledziona). Pana sąsiada już zabrali na 8 godzinną operację.
Czekałem tylko ja. Poszedłem się wypróżnić. Gdy wróciłem, czekała już na mnie niebieska tabletka. Musiałem zjeść. No to zjadłem i, zgodnie z tradycją, zabrałem się za krzyżówki. I nawet nie pamiętam, kiedy straciłem świadomość(te krzyżówki to fajna pamiątka - same zygzaki zamiast liter). Pamiętam tylko, że byłem już na jeżdżącym łóżku i pani pielęgniarka pozwoliła mi zostawić skarpetki na nogach. Dalej przypominam sobie salę operacyjną: biała sala do laparoskopii, duży telewizor i drzwi z przodu, no i duży ból spowodowany wbiciem się wenflonu w moją lewą, piszącą rękę. Dalej nie pamiętam nic. Z opowiadań mamy ponoć machałem ręką do niej jak wyjeżdżałem z sali. Z sali, w której było pełno krwi na ziemi i fartuchach asystentów. Obudziłem się po 9 godzinach, po godz. 20. Miałem gorączkę, trząsłem się, puls około 100. Rozglądam się po sali: widzę tatę w fartuchu, sąsiada śpiącego podłączonego do rurek, profesora ruszającego się już. Zdałem sobie sprawę, że już nie mam śledziony, bo jak ruszyłem się lekko w bok, poczułem pustkę pod lewymi żebrami. Już nic tam mnie nie bolało. Ale brzuch: jak zwykle po laparotomii, napiernicza. Chce mi się do toalety. Tata podaje mi butelkę, rozchylam kołdrę, patrzę: wielki plaster i rurka wychodząca z brzucha, dren. Zawsze powtarzałem: róbcie wszystko co chcecie, byle nie wsadzać mi rurek do ciała! Nie posłuchali. Pani doktor z dyżuru przyszła, popatrzyła, powiedziała, że to może być sepsa. OK, liczyłem się z tym po splenektomii. Na szczęście nie, bo temperatura po pyralginie zeszła na dół. Śpię dalej. Z rana oczywiście mycie, ale ja już byłem uprzedzony, więc dałem radę wstać sam. Dalej pamiętam obchód, na którym dowiedziałem się, że mam 3 dodatkowe małe śledziony, a ta duża miała 15, a nie 11 cm, więc musieli wyjmować ją przez dziurę w brzuchu, a nie laparoskopem. Jak się później dowiedziałem, nie mieli worków do śledzion, żeby wyjmować laparoskopowo, więc wyjęli je przez środek brzucha. Drugi dzień po operacji cały przespałem, bo nic nie pamiętam. W trzecim dniu pielęgniarki kazały mi chodzić. Lekarze zdecydowali o wyjęciu drenu. To wyjmowanie to dopiero przygoda. Głęboki
wdech i czujesz jak ci wyjmują rurkę z najodleglejszych zakątków brzucha. Uczucie niesamowite, bardzo nieprzyjemne i nieciekawe, ale miałem już to za sobą, uff. Wybrałem się na spacer po szpitalu chwiejnym krokiem razem z tatą. Wróciłem na łóżko, pani pielęgniarka posłuchała słuchawką mój brzuch, czy coś tam się rusza i czy mogę jeść. A z apetytem było tak: raz chciałem jeść, a za chwilę kompletnie neutralnie nic mi się nie chciało. Ale zupę pierwszą od 2 dni zjadłem, po czym położyłem się. Zupę tą czułem jeszcze chyba 3 dni, tyle mi się trawiła(bulgotanie w przełyku, żołądku i jelitach). A gorączka jak była, tak była.
Panu lekarzowi prowadzącemu to się nie podobało i wysłał mnie na USG brzucha. A na USG pełno studentów English Division(czarni, biali, żółci) przyglądających się mojemu brzuchowi. Wyszło na to, że w loży pośledzionowej mam jakiś płyn. Więc musiałem poddać się drenażowi. Bez znieczulenia ogólnego. To gorsze niż operacja. Pan doktor zadecydował, że wkłuwać we mnie będzie się pan profesor. Termin był nazajutrz. Poszedłem pod salę chirurgii naczyniowej. Chwile później wszedłem, razem z trójką studentów.
Położyłem się na stole, na prawym boku, siostra wysmarowała mnie jodyną. Przede mną stał monitor USG, ponieważ mieli się we mnie wkłuwać właśnie pod kontrola USG. Przyszedł pan profesor, wziął sprzęt i zaczął się wkłuwać. Pierwszo znieczulenie. Później tylko czuję tylko napieranie na mój lewy bok, tak, jakby ktoś po mnie skakał, a ja tylko czuję, że się przesuwam. Pan profesor zażartował, że skórę mam twardą jak trampek. Ale jak już się wkłuł
na miejsce, to wtedy poczułem ból, ale zaraz minął. Profesor sobie poszedł, a ja poczułem, że jestem mokry jak pies. Spociłem się niemiłosiernie. Opadłem z sił całkowicie. Nie byłem w stanie wrócić pieszo. Student musiał mnie doprowadzić na wózku do łóżka. Aż sąsiad się przestraszył("chłopak wyszedł pełen życia, a wrócił nie do poznania"). Po pół godzinie wróciłem do siebie. Dren wbity był prawie na plecach, trochę przeszkadzał. Następnego wieczoru
gorączka znikła! Tak o, nie pojawiła się. Po raz pierwszy od 2 miesięcy nie miałem gorączki. Co za radość mieć normalną temperaturę! Jeszcze tydzień przeleżałem w szpitalu, płyn mi zleciał, dren wyjęto(mniejszy ból) i wyjechałem do domu zdrowy!

Po splenektomii nie czułem żadnych dolegliwości z brzucha czy coś(oczywiście nie licząc zakwasów na brzuch). Odporność miałem taką, jaką miałem przed chorobą. Przez 9 miesięcy od splenektomii nie zachorowałem. Jedyną zmianą w życiu będzie wizyta u immunologa raz do roku. Po specjalistycznych badaniach krwi wyszło, że wszystko mam w porządku, włącznie z immunoglobulinami. Jedynym przypominaczem o operacji są blizny: jedna 15 cm na środku brzucha i 3 po laparoskopii po lewej stronie. Codziennie 3 razy smaruję się Cepanem, efekty widać, blizny są jaśniejsze i bardziej elastyczne.

W wyniku badania his-pat śledziony wyszło: zmiany te występują w tularemii, chorobie kociego pazura i yersinozie(yersinia pseudotuberculosis). Pani doktor z chemioterapii wysłała moją krew do Warszawy na obecność p/cial yersinia pseudotuberculosis. Wynik przyszedł... dodatni! Wreszcie, po 5 miesiącach, gdy byłem zdrowy, dowiedziałem się co mnie trapiło i powodowało gorączki. Tak, to była yersinioza. W necie mało piszą o niej, ale co mnie to obchodzi, ja już jestem zdrowy. Nie leczono mnie żadnymi antybiotykami czy czymś. Moim leczeniem, trochę przypadkowym, była splenektomia. To był dobry wybór. Pani immunolog powiedziała, że mogę normalnie żyć, tylko muszę corocznie szczepić się na grypę. Aha, po operacji przytyłem 22 kg.

Muszę zaznaczyć, że na oddziale chirurgii były 2 części: męska i żeńska. Gdy robiłem sobie spacerki po stronie żeńskiej, z sal wydobywała się cisza i jakaś powaga. Niektórzy tylko cicho rozmawiali z rodziną i w spokoju cierpieli. A w moich stronach szum, gwar i śmiech. Tylko na mojej sali codziennie toczyły się dyskusje o seksaferze w Samoobronie("ta to musiała być niezła k***a, skoro nie wie z kim ma dziecko") w gronie ja, pan sąsiad-inżynier elektryk, profesor ekonomii i mój tata. W sali obok co chwila jakieś opowiadania wojenne kombatantów i synów kombatantów + pasjonatów. No i kłótnia: "z czego jest ta zupa? z marchwi! z brukwi! przecież to Kaszuby! panie, ja mieszkam w Poznaniu, u mnie też brukiew rośnie!". No i pan profesor co ma w diecie tylko kleik kradnący z pokoju pielęgniarek drożdżówki, który opowiada o koledze, co był na neurologii gdzie 1 na 5 pacjentów przeżywało noc. Ten sam profesor po operacji zaczął się wypróżniać 'normalną' stroną(przedtem przez rurkę). Czasem popuścił, nie zdążył do toalety... Oj, ileż bólu brzucha z panem inżynierem przez to było:)
Podsumowując, była kupa śmiechu na oddziale, w którym są biedni i zmęczeni chorzy. A te papierosy przemycane przez mamę dla pana inżyniera to już klasyka(palenie po cichu w toalecie). Ja też już z tego wszystkiego śmiałem się z rzeczy pozornie poważnych, typu chory wracający z operacji. Czyli atmosfera była luźna i mało poważna, bynajmniej dla mnie:)

Zaznaczam, że tak szybkie terminy zabiegów są możliwe, ale tylko dzięki chęciom i uporowi lekarzy-pediatrów z AMG. Po prostu dla dzieci przesuwają starszych o kilka terminów. Nic nie było płacone do kieszeni, co to, to nie. Jedynym prezentem były jakieś czekoladki dla pań pielęgniarek i jakiś alkohol dla chirurga. Wszyscy tak się odwdzięczają.

Narkoza po operacji wypłukuje się 7-8 miesięcy, więc ten tekst piszę już nie będąc 'pod wpływem':).

Aha, w czasie choroby dużo pomogła mi stale będąca przy mnie rodzina, to bardzo ważne. No i modlitwa codzienna + Komunia św. również, a może przede wszystkim.

Naprawdę, nie ma co się bać szpitali ani operacji, grunt, to dobre podejście psychiczne i nie branie wszystkiego do siebie, trzeba trzymać chorobę na dystans.

Mam nadzieję, że trochę rozwiałem wątpliwości dot. splenektomii i choć trochę komuś pomogłem:), bo taki był cel tego posta.

P.S. Z "Przedwiośnia", które czytałem całą chorobę, pisałem maturę z polskiego i zdałem, a od października idę na Politechnikę:).


!!!UWAGA!!! Ciąg dalszy pod nazwą SUPLEMENT w innym poście na drugiej stronie!bartekkob.cba.pl
zajrzyj na moją stronę http://www.bartekkob.cba.pl
Ostatnio zmieniony przez bkco |27 Paź 2007|, 2007 13:30, w całości zmieniany 10 razy  


Profil
PW
e-mail
www
»więcej


 
^
Post dodany: |30 Sie 2007|, 2007 17:14
Data rejestracji: 28 Kwi 2006 postów: 1749
cytuj
" "

Witaj :grin: Ciesze sie ze sa jeszcze ludzie z takim podejsciem do zycia, choroby i lekarzy :grin:
Jak czytałam momentami smiechem wybuchałam, ale chyba o to Ci chodziło, kiedy pisałes ten post, bo czesto (a nawet bardzo czesto) jest naprawde zabawny (nie posadzajcie mnie o czarny humor :twisted: ), a całosc wogole swietnie sie czyta.
Jedno co mnie tylko mogło ...zdenerwowac...to, to z jaka ochota i zapałem pielegniarki pomagały przy myciu i wstawaniu z łozka :evil:
:wink:
i pamiętaj, że to ja pierwsza zjechałam Twój wiersz (:
Ostatnio zmieniony przez majka0503 |30 Sie 2007|, 2007 17:15, w całości zmieniany 1 raz  


Profil
PW
e-mail
»więcej


 
^
Post dodany: |30 Sie 2007|, 2007 19:02
Data rejestracji: 26 Cze 2007 postów: 786
cytuj
" "

majka0503 napisał/a
Ciesze sie ze sa jeszcze ludzie z takim podejsciem do zycia, choroby i lekarzy


W zupełności się zgadzam.

Tekst rzeczywiście świetny.
Byle więcej pacjentów takich jak Ty - aż chce się zostawać w kraju :D

Pozdrawiam
M.


Profil
PW
»więcej


 
^
Post dodany: |31 Sie 2007|, 2007 12:42
Data rejestracji: 30 Sie 2007 postów: 10
cytuj
" "

Dzięki.
No tak, tekst nie miał być surowym opisem, tylko ciekawym streszczeniem choroby:)
Ale nic nie zostało zmienione, wszystko autentyczne, po prostu ja to tak wspominam:D
Ten tekst jest właśnie dla chorych, by zmienili sposób patrzenia na chorobę, by trochę spojrzeli z boku.

Powodzenia wszystkim chorym i przedzabiegowym:)!
zajrzyj na moją stronę http://www.bartekkob.cba.pl
Ostatnio zmieniony przez bkco |27 Paź 2007|, 2007 14:08, w całości zmieniany 1 raz  


Profil
PW
e-mail
www
»więcej


 
^
Post dodany: |5 Wrz 2007|, 2007 11:40
Data rejestracji: 05 Wrz 2007 postów: 9
cytuj
" "

czesc

ja wlasnie tez mam podobny problem. Mam stan podgaraczkowy okolo 37,2 od ponad 2 miesiecy. Mialem powiekszona sledzione (140mm) i kazano mi zrobic badania pod katem mononukleozy i toksoplazmozy i oba wyszly dodatnie. Jak sie pozniej okazalo toksoplazmoza byla juz dawno przebyta a na mononukleoze lezalem w lozku przed 4 tyg. bol z lewej strony minal ale po jakims tygodniu powrocil. Udalem sie na usg i sledziona ponoc sie pomniejszyla do normlanym rozmiarow (wg lekarza)czyli 129 mm (jestem bardzo wysoki).Wyniki krwi mam dobre, wszystkie, mam tylko podwyzszony poziom bilirubiny. Lekarz mowi ze to cos z ukladem pokarmowym, ale ja czuje taki dyskomfort w podzebrzu, to nie jest bol, ale takie uczucie jakbym cos tam mial i mnie to draznilo (na usg sledziona wyglada dobrze, zadnych uszkodzen). Nie mam nigdzie powiekszonych wezlow chlonnych.
Jeszcze zauwazylem ze jak mierze temp o godz 22 to spada ona do 36,3 i tak prawie caly czas. Raz 37,2 raz mniej.

Nie wiem co mam zrobic. Ma ktos jakies rady, sugestie ? Bardzo sie martwie o to ze cos mi sie stanie :( .
Gdzie mam sie leczyc ? do kogo sie udac ?

chodze od lekarza do lekarza i nic, zawsze jakies tabletki. Jeszcze jedno, zawsze sie budze z zatkanym nosem i czuje jakby mi to z zatok splywalo wszystko.

ps- podziwiam autora za taki optymizm, ja chyba bym sie zalamal a tej operacji strasznie bym sie bal :( .

Profil
PW
e-mail
»więcej


 
^
Post dodany: |7 Wrz 2007|, 2007 22:28
Data rejestracji: 30 Sie 2007 postów: 10
cytuj
" "

Panie Bel,
Czy naprawdę wszystkie badania są w normie? Czy OB <12, a CRP <5?
Ja miałem podobny dyskomfort w lewym podżebrzu, też raz lepiej, raz gorzej. Tak samo katar - codziennie rano mam zapchany nos.
Ciekawi mnie, jakie tabletki tobie przepisują(co podejrzewają)?.
A skąd jesteś? Bo jeśli z Trójmiasta bądź okolic, to mogę polecic bardzo dobrego diagnostę USG, który przyjmuje w Gdyni. On jako jedyny spośród 4 lekarzy od USG widział zmiany w mojej śledzionie. Reszta tylko patrzy i się dziwi, bo nic nie widzi("zmiany o niższym echo podstawowym??? że co proszę?!":). Tylko dzięki temu diagnoście wpadnięto na trop choroby.
zajrzyj na moją stronę http://www.bartekkob.cba.pl


Profil
PW
e-mail
www
»więcej


 
^
Post dodany: |8 Wrz 2007|, 2007 09:37
Data rejestracji: 05 Wrz 2007 postów: 9
cytuj
" "

OB, CRP wszystko w normie jedynie tylko podniesiony poziom bilirubiny (badania mialem 2 razy pod koniec lipca).
No w szpitalu na usg nawet nie wykryto powiekszonej sledziony dopiero jak bylem prywatnie to zauwazono.
jak ide do lekarza to dostaje cos na katar na goraczke na bol brzucha itp itd, ale i tak mi to nie pomaga.
a Ty jakie miales OB ?teraz na dodatek mam lekki kaszel i tak jakby bol gardla no i standardowo zatkany nos, no i caly czas jest mi zimno:(. podejrzewaja cos z ukladem pokarmowy, no ale jakos mi sie nie chce wierzyc bo nigdy nie mialem z tym problemow.
Moje obawy skupiaja sie wlasnie na brucelozie, tularemii i yerisinozie, musze sobie wykonac badania.

w opisie usg mialem sledziona jednorodnie powiekszona czy cos takiego (140mm) jak poszedlem po miesiacu to juz bylo 129(mm) i lekarz mowi ze to norma, a rodzinny mowi ze to powiekszona. Niestety do Gdyni mam bardzoooo daleko wiec taki wyjazd raczej nie wchodzi w gre.
Niektorzy juz mnie maja za idiote i sobie wmawiam, ale teraz sie ewidentnie zle czuje :( .

Profil
PW
e-mail
»więcej


 
^
Post dodany: |8 Wrz 2007|, 2007 21:10
Data rejestracji: 30 Sie 2007 postów: 10
cytuj
" "

Heh, ja miałem OB~40 a CRP <30, 70>.
Na USG różni lekarze różnie mierzą narządy. Nawet ten sam lekarz podczas jednego badania zmierzył mi śledzionę kilka razy, za każdym razem inny wymiar różniący się nawet do 2 cm.
Z badań obrazowych to miałem jeszcze tomografię i scyntygrafię śledziony i wątroby. We wnioskach pan dr opisujący pisał o zmianach świadczących o chorobie układu immunologicznego(nie pomylił się).
W moim przypadku też niektórzy lekarze podejrzewali mnie o symulację, ale wizyta na oddziale i obserwacja temperatury zmieniła ich zdanie. Wiadomo, trudny problem, trudna choroba, niestandardowa, trzeba trochę pomyśleć i poczytać książek. Mi też by się nie chciało tego robić, ale to ich zawód, człowiek to nie przedmiot, trzeba go jak naszybciej wyleczyć. Ja miałem niesamowitego farta że trafiłem na oddział dziecięcy, bo na dorosłych to pełna olewka(lecz się sam).
Badania polecam zrobić, jeżeli lekarze mają cię gdzieś.
Powodzenia :smile:
zajrzyj na moją stronę http://www.bartekkob.cba.pl


Profil
PW
e-mail
www
»więcej


 
^
Post dodany: |8 Wrz 2007|, 2007 21:31
Data rejestracji: 05 Wrz 2007 postów: 9
cytuj
" "

taka temperatura naprawde moze wykonczyc, na poczatku mi to zbytnio nie przeszkadzalo,ale teraz coraz bardziej, jestem senny a na dodatek dzisiaj mnie rozbolaly stawy i miesnie, czuje sie tak jak przed grypa, mam problemy z koncentracja i w ogole. Musze sobie zrobic badania.
a bolu prawie nie odczuwam, tylko czasami czuje na granicy lewych zeber, ale tak po srodu a nawet bardziej do gory blizej mostka. tydzien mnie nie bolalo i myslalem ze juz jestem zdrowy a tu spowrotem przyszedl bol i lekarz mi wtedy zapisal jakies leki na watrobe i bactrim i nawet mi to troche pomoglo, ale goraczka jak byla tak jest, taka falujaca, nie stala tylko sie zmienia w ciagu dnia.
Czy Twoja operacja byla konieczna ? gdybys wiedzial wczesniej ze to yerisinoza to czy daloby sie to wyleczyc ?
Ja tam na operacje niechcialbym isc, mialem juz jedna i wiem co to za stres i nieprzespane noce, a operacja sledziony jest bardzo powazna :( .

Profil
PW
e-mail
»więcej


 
^
Post dodany: |9 Wrz 2007|, 2007 13:13
Data rejestracji: 30 Sie 2007 postów: 10
cytuj
" "

Nawet nie wiem, co by było, gdybym wiedział, że to yersinioza. Ale pewnie by się dało leczyć, w końcu to tylko bakteria.
Dodam, że gdy pomiędzy chorobami miałem jakieś dziwnie wysokie gorączki to dostawałem Unidox(doksycyklinę) i mi przechodziło. W ulotce przeczytałem, że to antybiotyk na m.in. dżumę powodowaną przez yersinia pestis, a moja choroba była przez yersinia pseudotuberculosis. Może dlatego mi przechodziło? A rok temu bakterie już tak się namnożyły, że antybiotyk nie dał rady?
Pani doktor mówiła, że moja śledziona była już w 70% 'nieczynna', więc nadawała sie tylko do ekstrakcji. Ale gdybym wiedział pół roku wcześniej co to za bakteria, może bym żył bez blizn? Bez śledziony czuję się dobrze, więc mi to obojętne.
Przypomniało mi się, że podejrzewano mi chorobe kociego pazura. Jak chcesz to sobie o niej.
A splenektomia taka poważna nie jest, bynajmniej dla mnie i dla chirurgów. :wink:
zajrzyj na moją stronę http://www.bartekkob.cba.pl


Profil
PW
e-mail
www
»więcej


 
^
Skocz do:  
Wyświetl posty z ostatnich:   
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do Ulubionych





Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group