Zdarzają się takie sytuacje – choć mają one raczej charakter humorystyczny – iż podważa się realność istnienia świata. Osobom, które dokonują takich osądów, przypisywana jest choroba umysłowa proporcjonalnie do stopnia powagi z jaką głoszą oni swoje tezy. Najprostszą ripostą w takich chwilach, jest sugestia aby żyli oni tak – jakby nic wokół ich nie dotyczyło właśnie z racji nierealności. Najczęściej propozycja taka jest „nie do odrzucenia”.
Jednocześnie w filozofii na przestrzeni wieków kwestia ta znalazła sobie miejsce i swych analityków. W pewnym sensie można uznać, iż jest to faktyczny problem, począwszy od tego, że pytanie takie po prostu można postawić, a skończywszy na tym, że w kulturach i religiach ludzkich nie raz wspomina się o iluzoryczności świata nas otaczającego. O ile mi wiadomo problemu tego nie rozwiązano i wielu uważa go za nierozstrzygalny.
Tymczasem wydaje mi się, iż ma on swoje rozwiązanie.
Jak wiadomo odpowiedź potoczna, iż „świat jest, ponieważ go widzimy”, iż „jesteśmy w tym zgodni” i w końcu „jest, bo przecież jest” jest niedostateczna. Uzasadniamy prawdziwość czy realność świata na podstawie tego, co stanowi przedmiot negacji. Nie możemy uznać realności na empirycznej podstawie „danych” zmysłowych, gdyż to one są właśnie kwestionowane.
Tak więc chwilowo uznajmy świat za nierzeczywisty. Uznajmy, że wszystko co wokół nas jest włącznie z nami samymi – tak naprawdę nie istnieje. Otrzymujemy NIC i to, że jedyne co ISTNIEJE, to NIC.
Ale czyż jeśli jedyne co istnieje to NIC to czy nie zrównujemy wtedy pojęcia BYTU i NIEBYTU ?
Po prostu wtedy byt i niebyt oznaczają to samo i nie mają możliwości rozdziału – czyli niczemu nie możemy przeciwstawić świata (bytu). Jak zatem możemy twierdzić, że istnieje jedynie nic, skoro takie pojęcie utraciło swój sens ? Jeśli byt to niebyt, a niebyt to byt a jednocześnie oba te pojęcia nie mogą być same z sobą tożsame („takościowe” mówiąc językiem buddyzmu, byt nie może oznaczać bytu a niebyt niebytu) – to jak możemy mówić, że wszystko co jest to niebyt skoro takiego pojęcia nie ma. Zatracają one w sobie wzajemnie swoje znaczenie i same się „unicestwiają”.
W taki oto sposób wszystko co jest, nie może być niczym.